RSS
 

Dwór obronny

07 kwi

  W XVI wieku powstała nowa budowla posiadająca cechy mieszkalne i obronne a mianowicie – dwór obronny. Jednakże nazwa „dwór obronny” pochodzi z XIX wieku. W wieku XVI budowle takie nazywano „domem pańskim”. Budynki te są dość charakterystyczne dla tego wieku gdyż tylko wtedy i na początku XVII wieku były stawiane. Później ich miejsce zajęły dwory drewniane oraz pałace. W tamtym stuleciu powstało wiele takich obronnych dworów, które były niejako połączeniem zamku i wieży rycerskiej.

Otóż najczęściej budowano je na planie kwadratu lub prostokąta a ich mury, zbudowane z kamienia lub cegły czyli materiału ognioodpornego, dochodziły a czasem i przekraczały metr grubości a często spotkać można tzw. przypory czyli zewnętrzne podpory podtrzymujące i wzmacniające dodatkowo ściany. W większości budynek p,osiadał trzy kondygnacje a mianowicie piwnice służące za magazyn i pomieszczenia gospodarcze, parter jako część użytkowa i piętro, gdzie znajdowała się izba reprezentacyjna a także sypialnie. Czasem izba reprezentacyjna zajmowała całe piętro, jej strop wykonany był z drewnianych belek i desek a ściany ozdabiały polichromie albo freski. Ponadto do ogrzania pomieszczeń stawiano kominki lub piece. W tak grubych ścianach znajdowały się otwory okienne, małe i wąskie w dole budynku szersze u góry. Dolnym oknom towarzyszyły strzelnice kluczowe przypominające dziurkę od klucza. Obramowania okien i ich podział a także drzwi były w większości wykonane z kamienia. Dwór przykrywał czterospadowy dach a spotykane obecnie w niektórych budowlach attyki są efektem późniejszych przebudów. Również możemy spotkać w dworach obronnych różnego kształtu wieże podobnie jak ma to miejsce w wieżach rycerskich i wtedy taki dwór nazywamy wieżowym.
Jednym z pierwszych dworów obronnych był zbudowany na polecenie króla Zygmunta Starego budynek w Piotrkowie Trybunalskim. Wtedy też szlachta chcąc dorównać monarsze i dochodząc do wniosku, że skoro król może tak mieszkać to oni też, zaczęto więc budować podobne dwory.


Dwór w Piotrkowie Trybunalskim

Z czasem, gdy znaczenie dworów wzrastało, przebudowywano dawne wieże rycerskie, obniżając je do trzech kondygnacji, poszerzając je i tworząc dodatkowe sale reprezentacyjne. Takie budowle nazywano kamienicą (dwór w Jeżowie).


Dwór w Jeżowie z zewnątrz


i sala kominkowa z polichromią we wnętrzu. Widokówki z lat 30-tych XX wieku.

Gdy do poszerzonej dawnej wieży dobudowano w narożach alkierzowe baszty możemy mówić o kasztelu np. Szymbark.


Kasztel w Szymbarku od strony podwórza.


Widoczne przypory wzmacniające ścianę od strony zewnętrznej w szymbarskim kasztelu.
Widokówki z lat 30-tych XX wieku.

Jedną z charakterystycznych cech dworu obronnego był brak dziedzińca wewnętrznego, który wyróżniał zamek. Inną cechą były sklepienia kolebkowe w piwnicach i parterze takiego budynku. Elementem różniącym dwór (oprócz wysokości) od wieży rycerskiej są schody wewnątrz budynku ponieważ w wieży na wyższe kondygnacje wchodziło się po drabinie. Zdarzają się jednak wyjątki i możemy spotkać połączenie wejścia po drabinie oraz schodów. Rozwiązanie takie stosowano aby wzmocnić bezpieczeństwo mieszkańców i z parteru na piętro wchodzono po drabinie, którą w razie niebezpieczeństwa wciągano do góry.

W wieku XVII gdy zaczęto budować o wiele większe i reprezentacyjne budynki zwane pałacami dwory utraciły swoją pozycję. Pałace stawiane w pobliżu dawnego dworu spychały go do roli podrzędnej, przeważnie gospodarczej. Służyły jako spichlerze, stodoły, lamusy itp. i przeważnie w tej roli dotrwały do dzisiejszych czasów gdzie zostają niejako na nowo odkrywane.

Obecnie rzadko możemy spotkać dwór w swoim pierwotnym wyglądzie gdzie widzimy kamienne czy ceglane ściany spojone zaprawą i nie przykryte tynkiem. A szkoda bo przecież, według mnie, cały urok mieszkania w starym, zabytkowym budynku to właśnie pokazanie jego historii rysującej się na zabytkowych murach.


Dwór w Wieruszycach (woj. małopolskie) ze swoimi pierwotnymi ścianami.
Jest to tylko część większego założenia, które niestety nie dotrwało do dnia dzisiejszego.
(Zdjęcie pochodzi ze strony Powiatu Bocheńskiego)

Często mylone są definicje obronnych budowli i  różnie się je określa. Mieszamy ze sobą pojęcia wieży rycerskiej, dworu obronnego, kasztelu, zamku, fortalicji czy pałacu gdyż w niektórych przypadkach bardzo ciężko jest jednoznacznie określić jego przynależność do danej grupy. Ale jedno jest pewne – starajmy się nie niszczyć tych starych, zabytkowych, ukazujących naszą historię budowli niezależnie od tego jaką nazwę im przypiszemy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Inne budowle obronne

 

Wieża rycerska

17 mar

    Oprócz zamków, na budowę których mogli sobie pozwolić zamożniejsi poddani budowano także tzw. wieże rycerskie. Była to budowla powstała przeważnie na planie kwadratu lub prostokąta a za materiał służył głównie kamień, i cegła. Jej wysokość sięgała kilku kondygnacji, do których wchodziło się po drabinach, posiadała niewielkie okna, które podczas obrony służyły za strzelnice. Mury były dość grube a wejście usytuowane było na wysokości kilku metrów. Wchodziło się do niego po drewnianych schodach niszczonych podczas ewentualnego ataku. Zazwyczaj najniższa kondygnacja to piwnica, parter i piętro pomieszczenia gospodarcze a wyższe piętra służyły za mieszkanie. Całość otaczał mur kamienny lecz nie tak bardzo obronny jak w przypadku zamku, czasem także fosa. Wyznaczał on niejako obszar najbliższego gospodarstwa. Również w takim założeniu oprócz służby raczej nie było wojska. Warownia taka mogła się oprzeć atakowi np. sąsiada lecz przy dużej ilości napastników raczej nie miała większych szans jeżeli nie mogła liczyć na pomoc. Wieżę rycerską można przyrównać do budowanej w zamkach „wieży ostatniej obrony” z ta różnicą, że wieża rycerska służyła za mieszkanie przez cały czas natomiast „ostatniej obrony” jak sama nazwa sugeruje, tylko gdy nie było już innej możliwości obrony.

W Polsce do dzisiaj pozostało kilka takich budowli m.in. w Siedlęcinie, Żelaźnie czy Dzietrzychowicach.

 
Wieże w Dzietrzychowicach, Siedlęcinie i Żelaźnie

W większości wieże rycerskie w swoim wyglądzie były bardzo ubogie. Przeważnie była to jednolita, prosta budowla bez żadnych ozdób. Były jednak i takie, które posiadały wiele różnych wieżyczek, wykuszy czy ozdób ale ich zadanie było takie same. Zapewnić bezpieczne mieszkanie swoim właścicielom.


Wieża w Udny i Coxton w Szkocji


Wieża w Amisfield i Terspersie

Bywały jednak wieże budowane na innym planie niż kwadrat czy prostokąt.


Plany różnych wież rycerskich.

W jednym z narożników budowano np. okrągłą basztę, dwie wieże stawiano blisko siebie czy łączono z sobą różne kształty.


Połączone wieże w Craigston i Borthwick (Szkocja)

Zdarzało się i tak, że z upływem lat rozbudowywano taką wieżę dostawiając do niej inne budynki i takie założenie rozrastało się do całkiem sporego zamku. Przykłady takie można zobaczyć w Szkocji gdzie z pierwotnej, samotnie stojącej wieży obecnie widzimy dużą obronną warownię.


Wieża w Threave w 1426 roku a z prawej strony jej obecny wygląd.


Ciekawa wieża w Braemar i Neidpath.

W tym poście przedstawiam rysunki i zdjęcia wież ze Szkocji gdyż tam występuje wiele ciekawych i innych niż u nas przykładów takich budowli.


Rysunek przedstawia przekrój wieży w Urquhart.

Autorami przedstawionych rysunków są MacGibbon i Ross.

 

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Inne budowle obronne

 

Zamek – brama zamkowa.

13 mar

      Brama zamkowa była najsłabszym ogniwem w całym założeniu obronnym. Prawie każdy pierwszy atak na gród, warowne miasto czy zamek rozpoczynał się od szturmu na bramę. Zdobycie bramy w dużej mierze przyczyniało się do zawładnięcia przez atakujących danym obiektem gdyż mogła przez nią przejść jednorazowo większa ilość napastników. Szturmując mury zamkowe np. przystawiając do nich drabiny na ich szczycie mógł być tylko jeden atakujący co znacznie ułatwiało obronę. Nawet przedostanie się kilku napastników nie było tak groźne jak zdobycie bramy. Z tego też powodu brama jako najsłabszy punkt była najlepiej broniona. 
  Pierwotnie zbudowana była z grubych, twardych desek, od wewnątrz zamykana na drewniane belki zakładane na specjalne uchwyty zamocowane w bramie lub murze. Dodatkowo podczas oblężenia od środka bramę taką wzmacniano obkładając ją kamieniami, ziemią, drewnem aby tylko utrudnić jej otwarcie.


X wiek – na łuki i strzały taka brama wystarczała.


XII wiek – zdobycie bramy, widoczne wewnętrzne jej zabezpieczenia,
ganki wzdłuż murów, taczki do przewozu ziemi.

  Z biegiem lat na drewniane skrzydła bramy nabijano żelazne ćwieki utrudniające jej rozbicie toporami. W późniejszym czasie w murze obronnym budowano dodatkową wieżę a w niej mocowano skrzydła bramy. Przed samą bramą w specjalnych prowadnicach zakładano żelazną kratę tzw. bronę, która w razie niebezpieczeństwa była opuszczana na linach lub łańcuchach. Ponadto nad wjazdem umieszczano machikuły (wysunięte przed mury drewniane ganki) i z nich lano na atakujących gorącą wodę, smołę, rzucano kamienie itp. 


Na napastników zrzucano między innymi kamienie.

  Kolejną przeszkodą utrudniającą zdobycie bramy było budowanie nad otaczającą budowlę fosą suchą lub z wodą mostu zwodzonego. Zakończenie takiego mostu tuż przy bramie było podnoszone na łańcuchach do góry, zamykało to dodatkowo wjazd a przed bramą tworzyła się pusta przestrzeń. Będący na nim napastnicy byli łatwym celem dla obrońców.
  Wieże bramne miały różne kształty i zabezpieczenia. Pomieszczenia na górze takiej budowli służyły głównie za posterunek straży a zamiast okien światło dzienne wpuszczały liczne strzelnice.  
  Gdy z upływem czasu takie zabezpieczenie bramy wydawało się być za słabe stawiano przed zamkiem drugą, równie obronną bramę. Między obiema bramami wjazd prowadził przez wymurowaną wąską „szyję”.


Zamek w Dover (XIII w.)- widoczna główna brama broniona przez dwie baszty, drewniany most (łatwy do zniszczenia w razie ataku) potem przejazd do drugiej bramy po wąskim moście nad fosą a dalej kolejna brama z poprzedzającym ją wąskim przejazdem.

Takie rozwiązania wjazdu wykorzystywano w średniowieczu w miastach otoczonych murami obronnymi np. Kraków a wysuniętą budowlę nazywano Rondlem lub Barbakanem.


Krakowski Barbakan i Brama Floriańska

  Oczywiście nie w każdym zamku takie zabezpieczenia wejścia były stosowane. Głównie ograniczano się do wieży wraz z okutą bramą, brony i mostu zwodzonego.


Zamek Cesis na Łotwie (XVI w.) – ciekawe rozwiązanie bramy wjazdowej.
Baszta znajduje się nad fosą na środku mostu.



Przykład innego rozwiązania obronnego wjazdu. Oto jedna z licznych bram
prowadząca na Kreml.

  Powyższy tekst bardzo ogólnie opisuje bramę zamkową. Każda budowla w zależności od swojego przeznaczenia czy ukształtowania terenu miała inną bramę, inne mury obronne, baszty itp. jednakże ogólne ich zastosowanie wszędzie było takie same.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Zamki

 

Zamek – mury obronne

04 mar

Głównym i najbardziej rzucającym się elementem zamku są jego mury obronne. Początkowo była to drewniana palisada później kamienna, gruba i wysoka ściana. Jej zadaniem było zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom warowni.

W czasach gdy nie było broni palnej a do walki na odległość używano łuków, kusz, dzid czy kamieni proste i równe ściany w pełni wystarczyły do skutecznej obrony. Jednakże obrońcy mieli pewien problem. Otóż strzelając z łuków do napastników musieli stać na górze muru i sami stanowili znakomity cel dla atakujących. Także gdy napastnicy podeszli pod same mury musieli się oni wychylać aby móc skutecznie ich razić. Aby więc uchronić się od dużych strat obrońców co pewien czas na szczycie muru stawiano kamienne ochrony tzw. blanki (inna nazwa – krenelaż). Były to zębate zwieńczenie średniowiecznych murów lub baszt obronnych, z rytmicznie rozmieszczonymi prostokątnymi prześwitami i pełniły one funkcję osłony strzelających przez prześwity łuczników. W miarę rozpowszechniania się broni palnej w blankach przebijano wąskie strzelnice, likwidując z czasem prześwity między zębami. W wieku XIV i XV stosowano często blanki dekoracyjne, wieńczące budowle nieobronne. Czasami między prześwitami stosowano dodatkowo drewniane zabezpieczenia ochronne otwierane lub zamykane w miarę potrzeby.
Blanki to chyba najbardziej znany element zamku. Prawie na każdym rysunku czy obrazie zamku są one pokazane.


Blanki ich drewniana ochrona a u dołu widoczne strzelnice. Boczne ścięcia to tzw. glify.


Blanki i drewniane osłony

Ale i blanki nie stanowiły pewnej osłony obrońców gdyż także musieli się za nich wychylać w momencie strzału czy podejścia przeciwnika pod same mury. Wymyślono więc kolejny element zwiększający bezpieczeństwo a mianowicie hurdycje. Był to drewniany ganek w średniowiecznym budownictwie obronnym, nadwieszony z zewnętrznej strony muru warownego. Z tego ganku przez otwory w podłodze i ścianie zewnętrznej rażono nieprzyjaciela szturmującego mur, utrudniając mu dostęp do podnóża budowli. Od wieku XIV drewniane hurdycje zastąpiono murowanymi machikułami czyli drewnianym gankiem opartym od strony zewnętrznej na ceglanych lub kamiennych wspornikach. Przeznaczenie obu elementów było identyczne. Przez otwory w podłodze wyrzucano pociski i wylewano wrzące ciecze na szturmującego obwarowania nieprzyjaciela.


Hurdycje i ich zastosowanie

Aby móc skutecznie strzelać w murach robiono stanowiska strzeleckie zwane strzelnicami. Ich kształt był różny od prostokąta, trapezu lub krzyża (łatwe strzelanie z łuku lub kuszy) do koła połączonego z prostokątem (przy używaniu broni palnej). Od wewnątrz strzelnica dość mocno rozchylała się tworząc tzw. glif czyli skośne, płaskie ścięcie ościeży okiennych lub drzwiowych w grubych murach, wykonane w celu zwiększenia dostępu światła przez otwór okienny lub w celu poszerzenia przejścia przez otwór drzwiowy. Szeroko występowały w budownictwie obronnym od średniowiecza aż po wiek XIX, stosowane w celu poszerzenia pola obstrzału przez znaczne ścięcie ościeży strzelnic. 

Aby wzmocnić obronność murów stosowane także jeszcze inne metody. W narożach lub załamaniach ciągu muru stawiano baszty. Stanowiły one element fortyfikacji średniowiecznych w postaci warownej wieży, zwykle częściowo wysuniętej przed linię murów obronnych i wzniesionej ponad ich poziom, flankującej dostęp do murów i bram.


Wysunięte przed mury baszty i pole ostrzału ze strzelnic w murach i basztach.

Baszty pierwotnie miały kształt czworoboku czy wieloboku a po wynalezieniu broni palnej miały formy budowli cylindrycznej lub w kształcie litery „U”. Wznoszono je początkowo z drewna, później z kamienia i cegły oraz zaopatrywano w machikuły lub hurdycje i wieńczono blankami. Wnętrze baszty dzielono na kilka kondygnacji połączonych ze sobą schodami lub drabinami. Na poszczególnych kondygnacjach rozmieszczano w ścianach strzelnice. Najniższą, podziemną kondygnację baszty zazwyczaj przeznaczano na więzienie.

Powyższy opis odnosi się do, nazwijmy to, zamku właściwego czyli budynku i najbliższego otoczenia. W późniejszych wiekach stosowano jeszcze dodatkowe zabezpieczenia warowni. I tak główny mur zamkowy poprzedzały zewnętrzne linie obrony, w których prym wiodły basteje czyli otwarte od tyłu, półokrągłe lub podkowiaste w planie budowle będące rodzajem niskiej /zazwyczaj o dwóch kondygnacjach/ baszty znacznie jednak od niej niższa i obszerniejsza, pełniła funkcję ogniowego stanowiska artylerii flankującej dostęp do kurtyn. Basteję stosowano w fortyfikacjach od końca XV do końca XVI wieku. Od połowy XVI wieku basteję zaczął zastępować bastion (inna nazwa to bulwar lub beluarda).


Ogólny plan bastionu.


Wygląd bastionu.

Była to potężna nasypowa budowla ziemna tworząca otwarty pięciobok, będąca główną częścią stałych umocnień obronnych /fortyfikacji/  stosowana do połowy XIX wieku i wysunięta przed linię obrony. Bastion pełnił, podobnie jak basteja, funkcję ogniowego stanowiska artylerii flankującej dostęp do linii umocnień. Bastiony bywały pełne, stanowiące w całości nasyp ziemni, lub tylko wyznaczone pięciobocznym wałem. Ziemne nasypy bastionu obmurowywano, a poszczególne bastiony łączono ze sobą również obmurowanymi wałami noszącymi nazwę – kurtyn /rawelin/.

Tak z grubsza rzecz biorąc przedstawiała się główna linia obrony zamku na przestrzeni wieków. Nie mniej ważnym elementem tego systemu była brama zamkowa ale o niej napiszę w następnym poście.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Zamki

 

Budowa zamku krzyżackiego

23 lut

  Aby w średniowieczu można było wybudować sobie zamek lub umocnienia obronne potrzeba było uzyskać na to zgodę władcy. Zasada taka obowiązywała prawie w całej ówczesnej Europie a jej początki sięgały państwa rzymskiego. Władca mógł pozwolić lub zakazać stawiania budowli obronnej a nie zastosowanie się do zakazu mogło skutkować zburzeniem takiej „samowoli”. Wydając jednak zgodę na postawienie zamku mógł stawiać różne warunki. Np. król Kazimierz Wielki za wydanie takiego dokumentu zastrzegał w nim, że podczas wojen czy innego zagrożenia na zamku mogą stacjonować jego wojska.
  W czasie gdy wojny i bunty były prawie na porządku dziennym, wydanie takiego przywileju było pewnym ryzykiem dla panującego lecz z drugiej stronny im więcej obronnych budowli tym mocniejsze stawało się księstwo czy państwo. Początkowo prawie wszystkie budowane zamki miały charakter obronny i służyły do schronienia się w nich podczas napadów. Dopiero w późniejszych latach stopniowo zmieniało się ich zastosowanie z typowo obronnego na obronno – mieszkalne, gospodarcze czy administracyjne aż w końcu obronność została zastąpiona wygodą i przepychem i dawne zamki zaczęły popadać w ruinę. Nadszedł czas budowy pałaców.

  Zakon krzyżacki na zdobytych przez siebie ziemiach, na mocy wydanego przez cesarza przywileju nie potrzebował żadnego pozwolenia na wznoszenie umocnień. Wyjątkiem był tzw. „Przywilej chełmiński” gdzie zakon rezygnuje z budowy zamków na terenie miast objętych tymże układem. Natomiast całe pozostałe ziemie leżące poza tym obszarem były do ich dyspozycji po ich zagarnięciu.

  Postawienie na nich zamków początkowo było sprawą dość prostą gdyż za główny budulec służyło drewno a tego w tamtych rejonach było pod dostatkiem. Również nie było większych kłopotów z robotnikami gdyż przywilej grodowy jaki posiadali dawał im prawo do egzekwowania od poddanych świadczeń odrobkowych, oczywiście darmowych, na rzecz budowy i naprawy zamków. Lecz to nie wystarczało aby zapewnić sobie darmową siłę roboczą. Trzeba więc było jeszcze odpowiednio prawnie się zabezpieczyć. W kolejnych wydawanych więc przywilejach czy to lokacyjnych czy różnych aktach nadań, ustalane były obowiązkowe świadczenia na rzecz wydających dany dokument. I tutaj możemy zauważyć, że Krzyżacy mieli „łeb nie od parady” czy noszenia hełmów. Otóż świadczenia na rzecz zamków nie były podane jako ogólne zobowiązania odrobkowe a podchodziły pod powinność wojskową czego następstwem była nieograniczona w czasie i miejscu służba wojskowa. Szczególnie w dokumentach akcentowano jej ponadregionalny i ogólnokrajowy charakter. Pozwalało to Zakonowi na budowę nowych warowni w miejscach słabo lub wcale nie zaludnionych a skierowani do nich ludzie wykonywali zwykle najcięższe prace jak kopanie fundamentów, rowów, fos czy transport materiałów.
  Taki system wykorzystania niewykwalifikowanej i darmowej siły roboczej zaczynał być jednak przestarzały. W innych regionach Europy doszli jednak do wniosku, że lepszym budowniczym jest rzemieślnik znający się na danej pracy i odpowiednio opłacany niż darmowy i robiący z przymusu. W końcu i Krzyżacy także doszli do tego wniosku ale i darmowa siła robocza także była wykorzystywana i przyjąć można, ze stanowiła prawie połowę zatrudnionych przy danej budowli.

  Najważniejszą czynnością związaną z budową nowego zamku było wybranie odpowiedniego miejsca. Inaczej wyglądało to gdy zamek miał stanąć na terenie nie zagospodarowanym a inaczej gdy w okolicy stały już jakieś budynki.
  Miejsce pod nowy zamek było dokładnie sprawdzane i mierzone. Baczną uwagę zwracano na możliwość transportu budulca, na jakość gruntu czy na poziom wód z wiosennych roztopów. Planowano położenie danych budynków, tam czy rowów.
  Po wybraniu odpowiedniego miejsca następnym etapem budowy było gromadzenie materiałów budowlanych oraz prowadzenie prac przygotowawczych. Przy ówczesnych możliwościach transportowych i drogach (a czasem ich braku) takie zebranie odpowiedniej ilości materiału zajmowało kilka lat. Gdy miejsce było bardziej „cywilizowane” trwało to znacznie krócej.
  Jedną z pierwszych czynności to wykopanie fundamentów pod przyszłe budowle. Zlecano je zawodowym kopaczom a do pomocy mieli ludzi niewykwalifikowanych. Nie zawsze trafiano na dobry grunt i trzeba było odpowiednio zabezpieczać wykopy za pomocą pali lub rusztów. Do wbijania pali używano urządzeń mechanicznych tzw. kafarów. Ten sposób wbijania stosowany jest do dzisiaj lecz służą do tego bardziej nowoczesne maszyny jednak zasada jest taka sama.
 Średniowieczny plac budowy chyba nie różnił się zbyt wiele od obecnego. Oczywiście inne były materiały, z których wykonane były potrzebne narzędzia lecz służyły one do podobnych celów. Do stawiania murów wykorzystywano rusztowania z drewna, których było dwa rodzaje – sztandarowe i podwieszane. Do sztandarowych potrzebne było drewno lepszego gatunku i to czasami musiano jednak sprowadzać z odległych miejsc natomiast podwieszane wykonywano z drewna będącego w pobliżu miejsca budowy. Oprócz rusztowań potrzebne były także różnego rodzaju taczki (wywożenie ziemi czy gruzu, dowóz cegieł, kamieni, piasku itp), nosidła czy pojemniki, dźwigi do pionowego transportu, powrósła (do łączenia rusztowań) itp. Dźwigi lub żurawie stawiane były na miejscu przez cieśli lub stolarzy a wykorzystywano przy tym drewno, liny, pręty żelazne, koła. Stosowane żurawie były dwojakiego rodzaju – zwykłe i tzw. deptakowe. Zorganizowanie takiego placu budowy było  jednak dość kosztowne.


Narzędzia budowlane


Inną sprawą byli zatrudnieni przy budowie rzemieślnicy. Korzystano z usług, jak już wcześniej wspomniałem, kopaczy później murarzy, kamieniarzy, cieśli, stolarzy, dekarzy, lepiarzy (wykonywali podłogi), zdunów. W każdej z tych grup był mistrz, który miał kilku własnych czeladników a do pomocy dostawał jeszcze innych robotników i oni wykonywali dane prace. Tak więc jedni rozrabiali zaprawę, drudzy ją donosili murarzom, inni podawali cegłę czy kamienie. Ciekawostką może jest to, że np. murarze mieli zakaz dostarczania na plac budowy materiałów, z których wykonywali swoje prace. Tym zajmowały się inne grupy. Tak więc był konkretny podział prac budowlanych i żaden z rzemieślników nie chodził drugiemu na „jego teren” pomimo, że był on czasami bardzo blisko związany z jego specjalnością.


Dźwig deptakowy

Dość ciekawy jest sam sposób stawiania zamku krzyżackiego. Było kilka ich sposobów. Jeden z nich to taki gdy murarz stawiał zewnętrzną ścianę o grubości jednej cegły (właściwie o grubości połówki cegły gdyż kładzione one były wzdłuż muru) następnie stawiany był w pewnej odległości drugi mur, wewnętrzny o takiej samej grubości a powstałą miedzy nimi przestrzeń wypełniano gruzem i zaprawą.
Inny sposób to wybudowanie z cegły ściany zewnętrznej a ścianę wewnętrzną wznoszono z drewna i wypełniano cegłą lecz najczęściej do jej wypełnienia służyła glina. Była to tzw. ściana szkieletowa. Po postawieniu murów na całą planowaną wysokość wszystko przykrywano dachem i dopiero wtedy przystępowano do budowy sklepień i ścian działowych. Dach składany był na osobnym placu i montowany „na sucho”. Potem go rozbierano i zakładano na stojące już mury. Do krycia dachu używano dachówek, słomy lub gontów a zdarzało się, że wykończano go dębowymi rynnami.

 

  Prace wykończeniowe to między innymi wykonywanie posadzek i polep. Posadzki z płytek ceramicznych lub cegieł stosowano w pomieszczeniach bardziej reprezentacyjnych natomiast polepy z gliny stosowano w pomieszczeniach mniej znaczących.
  Okna montowano na dwa sposoby. Jeden z nich to umieszczenie szyby bezpośrednio w murze w przygotowanych wcześniej wycięciach i przytwierdzenie jej zaprawą murarską a drugi to umieszczenie szyby w drewnianej, nie otwieranej ramie i przytwierdzenia całości do ściany za pomocą okuć żelaznych i zaprawy murarskiej. Podobnie mocowano znajdujące się w wielu kaplicach zamkowych witraże, które wykonywali tzw. witrażownicy.

 

 I wtedy, tak jak i obecnie, do różnicy zdań dochodziło przy rozliczaniu prac. Pomimo wcześniej podpisywanych umów i kontraktów po wykonanej usłudze i pomiarach rzemieślnik wyliczył inną kwotę a zleceniodawca inną. W takiej sytuacji posyłano po eksperta, który spór rozstrzygał.

Artukuł powstał na podstawie książki Mariana Arszyńskiego „Budownictwo warowne zakonu krzyżackiego w Prusach (1230-1454)”

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Zamki

 

Tak dbamy o cudze

10 sty

W większości jesteśmy narodem, który z reguły nie dba o cudzą własność. Potrafimy bezmyślnie niszczyć to co do nas nie należy lecz bólu głowy z tego powodu nie mamy. Mało tego – nawet się nad tym dłużej nie zastanawiamy. Nie zrobiliśmy przecież nic takiego czego nie robią inni a skoro robią to inny to i ja też mogę. Na zabytkowej budowli mogę wyryć lub sprayem namalować jakiś napis (przecież jest ich tutaj już wiele), mogę odłupać kawałek tynku, wziąć cegłę na pamiątkę (sprzątam zaniedbaną budowlę), wyrzucić śmieci. Gorzej gdy ktoś wpadnie na pomysł aby część budowli „posprzątać” w większej skali nie pytając nikogo o zgodę. Znikają różne architektoniczne elementy, rzeźby, portale czy nawet cegły. Na jednym internetowym portali było ogłoszenie o sprzedaniu kilku palet starych cegieł pochodzących z jakiegoś dworku. A nie można byłoby ich wykorzystać do jego remontu? Pewnie nie bo i po budynku nie pozostał przypuszczalnie żaden ślad. I tak znikają nasze stare budowle, rozpadają się na naszych oczach a my nie robimy nic bo to nie nasze. Dziwię się tylko tym, że mamy pretensje gdy ktoś zniszczy coś naszego. A przecież dla innych nasze to cudze. I kółko się zamknęło.
Ale takie podejście do sprawy mamy chyba w genach. Przytoczę niżej fragment pozwu jaki złożył Franciszek Lewoczyński, miecznik przemyski, właściciel zamku w Buczaczu  w roku 1661 przeciwko dzierżawcy tej warowni  a dotyczący zniszczeń i zaniedbań jakie zaszły podczas jego użytkowania.

»Brama do zamku _ czytamy – w baszcie, do ktorej most z przygrodka prawie zgniły, zwod w bramie i brama sama we wszystkiem strupieszała, sama zaś baszta we trzech miejscach do połowicy nadrysowała się, pod zwodem gnojem rów zarzucony równo z ziemią. Wszedłszy w bramę ku dziedzińcowi na strzelnicę położone kładzie ze wszystkim zgniłe. Brama do dziedzińca zamkowego ze wszytkim opadła i drzewo pogniło. Wszedłszy w dziedziniec idąc do pokojów, które ku miastu i ku Skomoryszy jako stołowa izba leżą, naprzód w izbie stołowej ze wszytkim wierzch upadł, także i dachu i powały żadnej ani tramu żadnego nie masz, pod izbą stołową piekarnie, w której tramy pogniły i pozawalały się, piec piekarniany z gruntu rozwalony i wszytko gnojem zarzucone i zeszpecone. Z tej izby stołowej pokój, w którym i dachy, tramy i powała cale zgniła i wpadła, gnoju sroga rzecz, piec zbity, fundament wyrzucony, okien dwie potłuczonych i z gruntu zepsowanych. Z tego pokoju w baszcie od miasta dach i powała z tramami zgniła i upadła, w które komin wszystek wyrzucony, okna potłuczone, których cztery, dziury na wskróś muru poprzebijane, kamienie, w których drzwi bywali, powywalane i popsowane. Z tego pokoju, który od stołowej izby idzie na prawą rękę idąc, pokój wielki, w którym dach zrzucony, powała i tramy nadgniły, aż podpierane zestawiono, okien cztery potłuczonych, piec rozwalony z fundamentem i kamienie popsowane, we drzwiach progi i kamienie powywalane i popsowane, gnoju w pas. Z tego pokoju na zwód okna, na którym dachu trochy zostawa, ale gontów mało co i krokwie połamane, tramy nadgnite, deszczki na powale powybierane, gnoju w pas i muru sztuka wypadła od bramy zewnatrz. Pod tymi pokojami sklepy i piwnice, naprzód pod tym pokojem, który w baszcie, sklep niesklepiony z tramami, które popodpierane, bo w pół prawie pognite, gnoju na chłopa, kamienie ze drzwi powywalane. Pod tym pokojem, do którego z stołowej izby chodzą, sklep także niesklepiony na tramach, także zgnite, tramy popodpierane, gnoju na chłopa, drzwi powywalane. Pod tym pokojem, który z stołowej izby idąc na prawą rękę, sklep sklepiony, którego sklepienie nadwerężone, kiedy deszcz, to ciecze. Z tego pokoju pokój, pod którym sklep sklepiony także gdy deszcz ciecze i bardziej od wszytkich nadwerężony. Pod tym pokojem, którego okna na zwód, sklep, z którego łaźnia bywała. Do tych pokojów schody pogniłe popsowane, ganek, którym chodzono do tych pokojów wszytek zrzucony. Z dziedzińca szyja do piwnic, do których schody wszytkie popsowano drewniane, pod których budowaniem wszystkim piwnic cztery, wszytkie gnojem zawalone, z jednej piwnicy loch z skały kowany na beczek sześć, pełno w nim wody. Z tego budowania na prawą rękę pokój, który skarbcem zowią, okna w drewno oprawne proste, piec biały gliną pomazany, drzwi ale z drzewa dach nad nim zły podziurawiony. Pod tym pokojem albo skarbcem studnia zawalona, zeszpecona i zasmrodzona, czymbrowanie wszytko zawalone, koryta porąbane. Koło, którym wodę ciągną, zepsowane bez czopów, linwa zgniła i krótka, drzwi do tej studni nie masz i okien. Przez ten pokój albo skarbiec ganek jest do pokoju wielkiego i drugiego pod jednym dachem na tej stronie od Janowa, na którym ganku zgniłe drzewo, tylko po murze chodzą, W izbie schody złe, okien nie masz, piec białą glina mazany zły, drzwi dwoje, oboje złe, komin wielki bez drzwi. Z tego pokoju pokoik mały, okna złe, piec biały gliną mazany, w murze dziura na wskróś przebita. Nad tymi pokojami strych wielki wszytek zepsowany, w dachu dziur pełno, schody do niego zło. Dach nad tymi pokojami zły, pod tymi pokojami sklepów dwa na tramach, też sklepienia gnojem zarzucone, do tych pokojów drugie schody z gankiem, wszytkie złe, drzewo pogniło, dach wszytek dziurawy podparte, żeby się nie obalił. Podle tych pokojów budynek z gliny lepiony, w którym nieboszczka Jej Mość Pani Sienińska mieszkała, wszytek z gliny, w którym izb dwie i piekarniczka z wołoskim piecem, w której wszytkie rozwalone i poodpadałe ściany, dach wszytek zły zgniły słomą poszyty. Baszta od Janowa wierzchu nie ma, piętro od góry zgniłe i całego nie masz, drugie całe nadgniło, tramy podpierane prędko ultima mina, trzecie piętro na dole wszytko gnojem zalazło i zeszpecone. Na basztę na te schody złe i kamienic z nich popsowane, strzelnica jeszcze niżej wszytka gnojem zawalona. Od tej baszty jest przechod do drugiej baszty od Skomoroszy; tam idąc żadnego przykrycia nie mają mury wierzchnie ani też idąc żadnego flanku, ale całe słotą powywalane dziury. Ta baszta od Skomoroszy wierzchu nie ma, schody do niej powywalane, na wierzch to jest na pierwsze piętro do góry drugiego piętra tramy i powala całe nadgniła, podporami ujęta, ullíma ‚mina i tej powale prędko, do tego piętra schodów nie masz. Trzecie piętro niżej gnojem zawalone także ultímam minam sapít, bo bez te wszytkie ciecze, nisko strzelnice wszytkie zawalone. Od tej baszty po murze żadnego flanku nie masz, mur przez słotę nie w jednym miejscu wywalony. Ten mur kończy się u stołowej izby wyżej mianowanej, przy której kuchnia bywała, tej nie masz jedno izba kuchenna, cale zgniła stoi i dach nad nią zgnity.

Armata. Hakownic siedm, łoża popsowane, rury pordzewiałe, zapały wielkie bez korków; śmigownica jedna od śruby rezerwana. Działo jedno spiżowe, w którym zapał jako gołębie jajo tak wielki bez łoża. Sztuk strzelby sześć na półtora łokcia długiej, bez łóż trzy, W łożach trzy, ale złych. Muszkietów lontowych wszytkich opędzonych cztery. Organki, w których rur muszkietowych sześć. Rury spiżowe jedne.

In reliquo zamek  wszytek zagnojony, że na niektórych miejscach w pas gnoju. Żadnych ław, stołów, drzwi stolarskiej roboty, zydlów i innego appartamentu domowego nie masz. Ze wszytkiego zamku tam intus quam extra, tynkowanie wapienne poodpadało, przez co słoty od kilkunastu lat szkodę wielką w murach poczynili i sztukami na różnych miejscach muru powypadało. Piekarnia między basztą skomerowską a między janowską prawie wszytka zgniła.«


Takich przypadków zaniedbań i zniszczeń w tamtym okresie było bardzo wiele. Dzierżawiący takie budowle nie martwili się o ich stan gdyż to nie była ich własność. Zniszczyło się jedno pomieszczenie przechodzili do następnego a zwracany potem obiekt przedstawiał „obraz nędzy i rozpaczy”. I prawdopodobnie nie ponosili tacy dzierżawcy żadnych konsekwencji gdyż nie sposób było zmusić ich do naprawy a i sądy nie były zbyt szybkie w rozpatrywaniu spraw (skąd my to znamy?).
Były także i takie przypadki gdzie długo budowany zamek z jednej strony się rozrastał a druga strona potrzebowała już szybkiego remontu. Zazwyczaj spowodowane było to nieszczelnym dachem, przez który lejąca się do środka woda powodowała duże zniszczenia.
I pomyśleć jakim bylibyśmy pięknym narodem gdyby nasi przodkowie oprócz takich cech jak umiłowanie wolności czy waleczności nie pozostawili wielu innych  lecz negatywnych, które obecnie przeważają. Wieczne narzekanie, prywata, nie szanowanie cudzej własności i poglądów, wyśmiewanie i obrażanie drugich i jeszcze kilka i innych, których prawie każdy może podać a najdziwniejsze jest to, że żadna z nich nas samych nigdy nie dotyczy.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Kresy, Ochrona zabytków

 

Poszukajmy drugiego Owsiaka.

12 sie

Obcokrajowiec czytający różne artykuły, blogi czy fora gdzie podnoszony jest temat braku ochrony zabytków w naszym kraju zastanawia się pewnie co to też za unikaty muszą mieć Polacy, że tak walczą o ich ochronę. Spieszę więc wyjaśnić, że nie mamy nic innego niż inne państwa. Stare zamki, pałace, dwory, kamienice, kościoły, cmentarze, kaplice i jeszcze wiele innych ruchomych i nieruchomych „staroci” lecz ich stan jest niestety zdecydowanie inny nich w pozostałych krajach. Inne jest także podejście naszego społeczeństwa do zagadnienia własności państwowej czy historycznej. Cały czas panuje w narodzie przekonanie, że państwowe to niczyje więc można bezkarnie niszczyć. U nas nie przetrwa nic co nie jest pieczołowicie pilnowane a i to nie zawsze uda się ochronić. Postawiona przy ruinie zamku lub pałacu tabliczka informacyjna opisująca jego historię a nie będąca pilnowana przetrwa góra tydzień. W najlepszym przypadku zostanie zamalowana sprayem, w najgorszym w ogóle zniknie. Na zachodzie takie tabliczki stoją latami i jedynie czas potrafi je uszkodzić. Nawet ta rozwydrzona i bezstresowo wychowywana młodzież ma dla nich poszanowanie. U nas nie do pomyślenia.

Istnieje przekonanie, że tylko bardzo duże pieniądze są w stanie coś zmienić i chronić te budowle. Jest to po części prawda lecz jest jeszcze coś innego, może nawet ważniejszego od pieniędzy – a mianowicie chęci. Chęci tych co odpowiadają za powierzone im mienie. My wszyscy, którzy z taką determinacją usiłujemy walczyć i pokazywać ogrom zniszczeń w odziedziczonej spuściźnie jesteśmy realistami i zdajemy sobie sprawę z tego, że nie wszystko można uratować przy określonym budżecie państwowym, gminnym czy prywatnym. Ale na Boga, zwracam się tu do urzędników, pokażcie, że oprócz pisania szablonowych listów i odpowiedzi potraficie a co najważniejsze macie chęci coś zmienić. Nie wymagamy od razu wyremontowania czy odbudowania całego założenia. Przecież przy dużo mniejszych kosztach można starać się chociaż skutecznie zabezpieczyć budynek i nie piszę tu o ogrodzeniu go siatką lub płotem czy do założenia tabliczki z napisem „Grozi zawaleniem. Wstęp wzbroniony”. Bo chyba każdy zdaje sobie sprawę z nie skuteczności takiego działania zwłaszcza gdy dotyczy to nas Polaków. Dla nas zakazy są zawsze do łamania i nie ma siły aby to zmienić.

Zabezpieczmy więc budowlę tak jak pozwala na to jej stan, posprzątajmy wokół śmieci, wykarczujmy krzaki i samosiejki, skośmy trawę a ukazać się może naszym oczom zupełnie inny budynek. I nie trzeba do tego wielkich pieniędzy tylko CHĘCI. Może znaleźli by się i ochotnicy do takich prac. Jak miło i pięknie można by spędzić kilka dni pod namiotem, dniem uprzątając teren, wieczorami ognisko, gitara a może tubylcze duchy nocą także dały swój koncert. Ot taki utopijny, wakacyjny obrazek.

Jednak aby go zrealizować przydałby się nam taki drugi Jurek Owsiak, który jakby go nie krytykować czy psioczyć (taka nasza następna wada) potrafił zdopingować miliony Polaków do pomocy służbie zdrowia a tym samym sobie. Wiem, że temat trochę inny, bardziej przemawiający niż stare budowle ale przy podobnej organizacji też można by coś zadziałać. Lecz aby móc coś takiego stworzyć potrzebni byliby ludzie, którzy nie będą patrzyć ile i co z tego będą mieli ale jak to wszystko zorganizować, powiązać, nagłośnić itp. itd. Tylko  ogólnokrajowa akcja może przynieść jakąś poprawę losu naszych zabytków. Na urzędników zamkniętych w swoich pokojach i głowach chyba nie mamy co liczyć. Lecz czy możemy liczyć na siebie? Ewentualne komentarze pokażą.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków

 

Mijają lata a my pozostajemy bez zmian

29 lip

Patrząc na naszą historię możemy dojść do wniosku, że jesteśmy bardzo dziwnym i chyba jedynym w swoim rodzaju narodem, u którego są same sprzeczności, brak konsekwencji i nieumiejętność wyciągania wniosków z różnych dziejowych (i nie tylko) przypadków. Tak miłujemy wolność i niepodległość, że potrafiliśmy wielokrotnie wzniecać różne powstania mimo, że z góry działania te były skazane na niepowodzenie. W trudnych dla kraju chwilach potrafimy się zjednoczyć aby później wszystkie osiągnięcia zniweczyć. Jesteśmy cały czas zapatrzeni na tzw. Zachód lecz nie potrafimy brać od nich tego co dobre i sprawdzone lecz wymyślamy swoje „nowości”, które z czasem okazują się „niewypałami”. Chcemy demokracji lecz nie umiemy iść na ustępstwa gdyż to zawsze MY mamy rację. Zazdrościmy prawie wszystkiego czego nie mamy innym ale sami nie dążymy do osiągnięcia tego lecz czekamy aż ktoś to zrobi za nas. Na wszystko narzekamy. Wszystkie te wady najlepiej widać gdy jesteśmy poza granicami naszego kraju. Zamiast sobie pomagać i współdziałać tak jak to robią inne narody my postępujemy względem siebie jak najgorsi wrogowie. A przecież inni w XIX wieku tak o nas pisali: „Kiedy mówi się o cnotach narodu polskiego w czasach dawnych, często przypomina się Sparta sama. Kiedy ma się przed oczyma dzielność w obronie kraju, to trzeba wiedzieć, iż kraj ów był największym w Europie! „. Czy to już naprawdę tylko historia?

Można powiedzieć, że od bardzo dawna mamy „kompleks Niemców”. Prawie bezustannie przewijali się oni przez naszą historię i głównie walczyliśmy z nimi niż współdziałali. Przy naszym charakterze powinniśmy ich nienawidzić i tak też się stało zaraz po drugiej wojnie światowej. Spowodowane to było jednak okrucieństwem Niemców podczas tej wojny a nie wcześniejszymi działaniami.

Kilka lat po uzyskaniu niepodległości, około 1930 roku prof. Jan Sas Zubrzycki tak pisze „Polakowi się zdaje istotnie, iż na polu wiedzy i szkoły słońce jedynie wschodzi i zachodzi od Berlina. Jeżeli która tylko książka może mieć powodzenie w Polsce, to z pewnością ta w języku niemieckim przystosowana do światopoglądu niemieckiego. Wobec tego książka polska schodzi do nicości, z którą nikt się nie liczy. Gdyby atoli nawet tak było po prawdzie, że jedynie dzieła teutońskie zawierają pewniki, to dlaczegoż nie wydobywamy z nich korzyści, jakie w oczy biją? ”
I dalej czytamy – ” . . . Nieszczęście całe, że oko Polaka nie może dojrzeć wątku rodzimego, gdyż ma wzrok zapatrzony na zachód i dlatego niczego nie uznaje, co się nie mieści w książce niemieckiej. A ponieważ nauka niemiecka zagarnęła wszystko w linji najpierwszej to, co było własnością Sławjan ujarzmionych, dlatego my niczego nie zdołamy sobie przypisać.”
Czyż nie podobnie ma się dzisiejsza sytuacja tylko rozszerzona o inne kraje?

Pamiętamy pewnie ze szkoły (osoby starsze na pewno) z lekcji historii o tym jak pod zaborem pruskim walczono o Polskość. Pomimo zakazów i późniejszych represji mówiono i uczono w szkołach i poza nimi w języku polskim. Starano się polskim dzieciom wpoić kim są i z jakiego kraju pochodzą. I oto po uzyskaniu niepodległości mamy zadziwiający zwrot.
„Matka-Polka uczyła dziecko pacierza; aby Bóg dał mu zdrowie, rozum, pamięć i naukę! I istotnie pokoleniom w Polsce niczego tak nie potrzeba, jak z d r o w i a nie ze sportów, lecz z porządku przyrodzonego, jak r o z u m u nie z czytanek obcych, ale objawionego jasnowidzeniem, jak p a m i ę c i nie na rzeczy najgłupsze, lecz wielkości naszej ojczystej, jak n a u k i nie wedle oczernienia nienawistnego, ale z duszy i z ducha naszej przeszłości własnej. Zdrowie obrócono tylko na zmysły i mięśnie, r o z u m ograniczono  bezdusznością jałową urzędową – dalej p a m i ę ć skierowano tylko w stronę dogadzania ciału  a  z   n a u k i  uczyniono broń wedle potrzeb polityki.”

Oto inny przykład, który dotrwał do naszych czasów i z roku na rok ma się coraz lepiej.
 ”Patrzmy, do jakiego to stopnia przemoc obca nad nami, kiedy my jedno ze zwycięstw największych na świecie nazywamy brzmieniem teutońskiem: G r u n w a l d. Polska nie może nie głosić Niemców nawet wtedy, kiedy opiewać zamierza doniosłość ducha narodowego w pokonaniu gadu krzyżackiego, który pod pokrywką krzyża Chrystusowego uczynił z Malborku siedzibę nie pokory i usłużności, lecz jaskinię pychy rozwielmożnionej i wyuzdania zmysłowego. Gdy Naród polski nie mógł już cierpieć dłużej tych okrucieństw, w których krzyżak porywał brankę przepiękną, aby ją sobie na siodle usadowić i z nią do klasztoru uciekać, lub w których on rabował dwory j zamki, aby kielichami złotymi spełniać pijatyki bezbożne, odparł zaborcę i pokonał go pod wioską zwaną D ą b r ó w n ą i pod przysiołkiem R u d ą albo J o d ł o w n i k. Tego atoli nie wolno tak językiem macierzystym nazywać, albowiem szkoła nauczyła pokolenia nasze wołać, iż największe zwycięstwo polskie musi koniecznie opiewać moc Niemców, bo to G r u n w a l d  i T a n n e n b e r g !…”
„..A kto usiłowałby podtrzymać nazwy D ą b r ó w n a lub J o d ł o w n i k, ten jest obłąkańcem, wszak ostoja mądrości polskiej popiera przypuszczenia, że tu na Pomorzu były
pustki i martwoty odludne. Dopiero koloniści niemieccy przynieśli za krzyżakami sztukę, naukę, dobrobyt i ogładę…”
„… Dziecko polskie w szkole tak się osłucha tą hałaśliwością niemiecką, że na życie całe pozostaje mu w wyobraźni przekonanie jedno i jedyne, wedle którego nic w Polsce obyć się nie może bez dobrodziejstwa ze strony Teutonów. Polak sam najpotworniej wyśmieje tego, ktoby porwał się na śmiałość wołania, że zwycięstwo pod Dąbrówną i pod Jodłownikiem każe twierdzić o zapełnieniu tych stron tubylcami, należącymi do szczepu sławjańskiego. Wręcz odwrotnie, dzieło naukowe polskie musi obębniać rzecz tak, aby pokolenia młode myślały o krzywdzie, jaką to my Polacy uczynili zaborcom, wypierając ich z Pomorza całego. Możesz ty Polaku mówić o jeziorze Dąbrowskiem, lecz Dąbrówna sama zakazana, bo ona musi być Grunwaldem. I my mówimy, że w rocie nie powinniśmy dziś śpiewać, jakoby nam N i e m i e c  p l w a ł  w  o c z y !… A tymczasem p l w a !  Grunwald i Grunwald po niemiecku mówi jasno, iż pokonanie wojska w r. 1410 to co innego a wszechwładztwo teutońskie nad Polską to znowu co innego. To ostatnie nie do pokonania ! .. ”
„To zatem co dziecko wynosi z domu, nie zgadza się całkowicie z tem, co ono dostaje w szkole. Oto klęska najstraszniejsza Polski !. . . Szkoła środkiem do wynarodowienia, iżby od dzieciństwa młodzież nie tak się kształciła, jak tego pożądałby duch Ojczyzny, ale tak, jak rozkazuje wiedza urzędowa o systemie niemieckim…”
„Zgadza się to wszystko z całą uczonością polską, nawet najwyższą, po uczelniach i środowiskach umiejętności głoszoną i z powodów tych zawładnęła nami rzekoma prawda
najsromotniejsza dla Ojczyzny naszej, jakoby Polska nigdy na nic własnego zdobyć się nie mogła i nie umiała. Wszystko u nas nosi piętno jałmużnictwa najnędzniejszego, bo wszystko braliśmy z dobrodziejstw cudzych. Wszystko co mamy, to obraz żebractwa, skazanego na oczekiwanie przypadkowości, z której to strony i przez jaki naród sąsiedni spadną nam okruszyny dla nakarmienia głodu naszego. Co najwartościowszego to sztuka i kultura w Polsce wedle nauki polskiej nie posiada zgoła nic własnego, nic swoistego…”
I ostatni już cytat dotyczący tego tematu:  „Chcąc trafić do przekonania Polaka, należałoby dzieła  wydać w Berlinie w języku niemieckim. Wtedy Akademja Umiejętności uczyniłaby wzmiankę o nich, a rodak zrozumiałby może, o co tu chodzi…”

Czy po upływie ponad osiemdziesięciu lat od czasu wydania tej książki wiele się u nas zmieniło? Odpowiedź pozostawiam czytającym.

Ale może ktoś zadać pytanie co to ma wspólnego z tematem tego bloga, z zamkami, zabytkami. Otóż potraktujmy to jako trochę przydługi wstęp lub dość szeroki margines.
Otóż w książce tej jest także mowa o tym jak podchodzimy do tematu zabytków. Najgorsze jest to, że pomimo upływu tylu lat słowa te są cały czas aktualne.
„Opieka nad zabytkami przeszłości urzęduje dzisiaj jedynie z taką myślą, aby każdy odruch teraźniejszości nie przypominał Broń Boże przeszłości. Jest to dla ducha Polski i dla pomników sztuki polskiej cios równający się klątwie o pomstę wołającej. Dzieje się tak,
że tłumi dziś każde odnowienie ż y c i a zabytku „.
„Burzenie pomników i obracanie ich na ślady dla bezmyślności postępowej, drogą urzędowania suchotniczego, to cel pomagający w niszczeniu prawdy przeszłości oraz
w oczernianiu przeszłości. Wszystko było dotychczas najgorszem i najbłędniejszem. Najlepsze ma być pogodzenie się ze „z ł e m”, aby kultura zachodu z całą grozą zastępów zgorszenia i upadku pokryła narodowość naszą plemienną rozkładem i zgnilizną.”
Mocne słowa ale jakże prawdziwe i wciąż aktualne.

Czy wiecie może dlaczego panujący u nas po drugiej wojnie światowej komunizm nie przywiązywał wielkiej roli do zabytków? Otóż gdyby nakazano nam je zniszczyć, znając naszą przewrotność i nieposłuszeństwo dzisiaj byłyby w kwitnącym stanie. Nie zwracając na nie większej uwagi doprowadzono to tego, że sami je niszczyliśmy myśląc, że walczymy z niechcianym ustrojem.

Na koniec przytoczę jeszcze kilka cytatów z tejże książki, które do dzisiaj są aktualne. Może nie dotyczą one bezpośrednio ochrony zabytków lecz ukazują jak my podchodzimy do NASZEJ historii a więc i starych budowli.

„Żyjemy w czasach, kiedy u nas popłaca na polu każdem szukanie tylko nowości z obczyzną, byle nic nigdzie nie przypomnąć coś „p o l s k i e g o”. W pojęciach, wyniesionych ze szkół niższych i najwyższych, ustala się przekonanie, jakoby polskość zasadniczo w ten sposób u nas się objawiała, iżby nikt niczem jej nie dotykał i zgoła nie objawiał. Zasługi na polu naukowem u nas tem są większe, im więcej mądrości naniesie ktoś z zagranicy, z kończyn ziemi najdalszych. Ten dziennik jest najpoczytniejszy, który najwięcej zaleca pokarmu cudzoziemskiego i najsławniejsze powieści ze wszystkich języków świata podaje. Zdobycz naukowa w Polsce obraca się wiecznie około szukania wpływów, a im więcej ich kto znajdzie i im silniej je udowodni, tem owocność poglądów ma być zbawienniejszą. Strojów ludowych i narodowych nikt się nie poważa dzisiaj u nas wprowadzać, albowiem nie czujemy się na siłach najmniejszych, by okazać, że nie stajemy się już papugą wśród narodów i małpą o skłonnościach czysto zwierzęcych. Na polu sztuki i zdobnictwa stosowanego znalazło to wszystko swój wyraz najdoskonalszy w opiece urzędowej (przez urzęda konserwatorskie i rady artystyczne) – w opiece, która nie pozwala nikomu na objaw najmniejszy, jaki by ośmielić się chciał dla przypomnienia swojskości i rodzimości. Kwiat twórczości we wszelkich dziedzinach piękna (w powieściach, wierszach, teatrze i tańcach) skazany drogą niewolniczą na powtarzanie bezmyślności z dala naniesionej, z odrazą uprzedzoną względem pierwiastków własnych, których pokolenia dojrzeć zgoła nie mogą w toni oczernienia i sponiewierania.”

„Polska oderwała się już całkowicie od pnia ojczystego, swojego własnego, tudzież zapomniała o u d u c h o w n i e n i u najwyższem, macierzystym, będącem treścią Narodu lęchickiego. Podleganie odwieczne a ciągłe kulturze zachodniej uczyniło z nas przemieńców, którzy w oszołomieniu pod wpływem wódki i tytoniu zatracili przytomność trzeźwą i zgubili pamięć własną. Mądrość z ciała, a dziś z żelaza, wyłącznie tylko dla dogodzenia wygodzie cielesnej i wymaganiom zmysłu tak Polskę porwała, że niema już Ona zdolności pojmowania swojej własnej Myśli Przewodniej. Nie tylko Polak nie przejmuje się już wiarą w Przewodnictwo nasze, nie tylko nie chce nawet słyszeć o Posłannictwie na tej drodze sławy, lecz o zgrozo ! staje się wrogiem sam sobie ostrzejszym od nieprzyjaciela rzeczywistego i rzuca się i pieni się, gdy mu kto wspomni cośkolwiek o Pielgrzymstwie Polski ! Biedny naród taki, zaiście najbiedniejszy, który niepamięcią nakrywa wieszczenia proroków swoich, tych wróżbiarzy jasnowidzących, godnych modlitwy. Rzucanie się w objęcia „k u l t u r y  z a c h o d n i e j” ma skutek taki, że nienawidzimy przeszłości swojej własnej i co najnieszczęśliwsze, oczerniamy ją przekręcaniem na najgorsze, depcemy, plujemy i odtrącamy !. .”

„Niema narodu, któryby nie był szowinistyczny i fanatyczny. – W Polsce wolno być wyznawcą szowinizmu niemieckiego i amerykańskiego, lecz nie wolno być szowinistą polskim. Jest to hańba najsromotniejsza, która nie dopuszcza obrony najmniejszej niczego, co tylko zbliża się do polskości.”

 ”. . . Niedarmo jenerał Dąbrowski wołał nad grobem do narodu, ż e b y  s i ę  p o z n a ł  n a  s o b i e !” (Wojna w Polsce  –  Paszkowski Józef str. 8.) Niestety ! z boleścią wyznać to przychodzi, że nie chce naród polski poznać siebie i poznać się sam na sobie. Łudzimy się wszystkiem o tyle, o ile wszystko przypisać możemy wszystkim a zgoła nic sobie !.”

„Nastało zobojętnienie i zapomnienie. Pamięć o sprawach narodowych zaginęła a przytomność sumienia zdrowego i boskiego przepadła. Dobrze i sprawiedliwie woła Karol Ujejski w Skargach Jeremiego, że c z t e r y  m i e c z e zabójcze niszczą Polskość świętą:
- Nasza „Pycha” i „Prywata”
I „Lenistwo” i „Obczyzna!” -
Prąd cielesności i zmysłowości zagłuszył uduchowienie i wzniosłość Polski. Pieniądz i wygoda wśród maszyn najprzeróżniejszych wywyższyły samolubstwo, a miłość Ojczyzny uśmierciły doszczętnie. Lenistwo duchowe większe, jak próżniactwo na polu powołania do pracy, każe nam zadawalniać się wyrokami nauki obcej, albowiem O b c z y z n a dla  Polaka od dawna celem najdroższym.”

„W Polsce trzeba wszystko mierzyć nie na stopę krawca i szewca, lecz na stopę wielkości natchnień świętych i zapałów wielko-narodowych.”

„Wedle Skargi Polska nie zdobędzie się już nigdy na taką Ojczyznę drugą, aby w Niej była taka sława i o z d o b n ość taka, jaką wyrobiły podstawowo czasy średniowieczne. Żyły one duchowością szczególnie jasną i ta duchowość nakazywała wołanie żywe a ciągłe, by kamienie i cegły co krok i co chwila podsuwały m y ś l i  P r z e w o d n i e, zacne, anielskie i jasnowidzące.”

„Było zło i dobro. A dziś niema ani zła, ani dobra. Jest rzeczywistość i wydzieranie wzajemne posiadania, aby rozum poszedł na usługi bez wyrazu i dlatego spryt głuchy a ciemny stanowi dziś o wszystkiem. Kopanie w piłkę nożną podsyca zazdrość bez celu innego jak tylko w imię samolubstwa zachowawczego, powiedzmy jasno ź w i e r z ę c e g o. Złoczyńcę i mordercę uniewinniają stanem chorobliwym – a zatem ani dobro ani zło nie mają żadnej wartości czynu, z woli człowieka wypływającego. Zło i dobro mają być wynikiem stanu koniecznego. A człowieka nie wolno karać za przestępstwa, ni nie należy przypisywać mu zasług w dążeniu jakiemś ku cnocie. Nie potrzeba serca ani sumienia, bo czynniki owe dają się doskonale zastąpić pedagogiką, logiką, psychologią i metafizyką. Choć nikt nie rozumie tych określeń prawdziwie po ludzku — chętnie uspakajamy się szumem wyrazów obcych w dziedzinach wszystkich.
Człowiek dzisiejszy postępowy nie uznaje ducha i z przyczyny tej przysięga n. p. ślubna niema zgoła znaczenia żadnego. Łamie się ją tylko dla dogodzenia pożądliwościom najciemniejszym.”

Trochę chyba przesadziłem z tymi cytatami ale myślę, że nie straciły one do tej pory nic ze swojej prawdziwości pomimo upływu tylu lat i różnych przemian dziejowych. Polak jednak w swoich przywarach jest bardzo stały i niereformowalny.

 

Tekst oparty na książce Jan Sasa Zubrzyckiego – „Dwa zamki polskie w Malborku w rocznicę dziesiąta odzyskania Pomorza” wydaną w 1930 roku.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków