RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Pałace’

Uratowane obiekty zabytkowe

28 sty

W ostatnich latach można zauważyć wzrost zainteresowania odnawianiem starych dworków czy pałaców. Później prowadzona jest w nich różnorodna działalność gospodarcza lecz jest to chyba dobry pomysł gdyż według mnie takie budowle powinny na siebie zarabiać. Jej odnowienie to czasem większy koszt niż budowa nowego domu. Poza tym otwieranie w nich hoteli, restauracji czy jeszcze innych obiektów użyteczności publicznej pozwala na pokazanie innym ich piękna zawartego w wystroju wnętrz, meblach czy pomieszczeniach. Można powiedzieć, że bardzo dobrze się dzieje iż powstaje nowy trend w naszym bogatszym społeczeństwie (chociaż nie brak i inwestorów zagranicznych) na taką działalność. Lecz jeden fakt przyćmiewa ten ruch. Otóż w znakomitej większości tego typu działania podejmują osoby prywatne albo w przypadku większych obiektów Stowarzyszenia lub Fundacje, które w z wielkim trudem pozyskują fundusze na prace remontowe. A jak już wyżej wspomniałem remont to dość funduszochłonna inwestycja i liczy się każdy grosz. A co dzieje się z obiektami należącymi do państwa? Nic – spokojnie niszczeją gdyż wszędzie można usłyszeć o braku funduszy na ich remont. Dziwi mnie tylko fakt, że nikt jakoś nie pomyśli o przyszłości i pieniądzach jakie później można dzięki nim zdobyć. Widzą to osoby prywatne nie widzą urzędnicy no cóż, widocznie wygodny stołek i biurko ograniczają umysł.

Na różnych forach internetowych wiele się pisze o niszczejących zabytkach natomiast dużo mniej jest o tych odnowionych, uratowanych. Dlatego duże słowa uznania należą się Państwu Wojciechowskim, którzy zorganizowali ranking „Uratowanych obiektów zabytkowych w Polsce” (
https://www.facebook.com/UratowaneObiektyZabytkowe
). Na Facebookowej stronie tej akcji podane są obiekty, na które głosują internauci a po uzyskaniu określonej liczby punktów przyznawany jest „Certyfikat uznania” dla danego obiektu. Na tej stronie
https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zKz57eK9IbK4.kinVgE7PUvYA
 zobaczyć można mapę uratowanych obiektów sporządzoną przez Państwa Wojciechowskich oraz obiekty, które już uzyskały certyfikat. Tam też znaleźć można wszelkie informacje dotyczące zgłaszania i głosowania na dany zabytek. A może warto tę akcją zainteresować także inne strony piszące o zabytkach czy rozreklamować ją na różnych portalach aby dowiedziała się o niej większa rzesza ludzi.

certyfikat
Ze strony „Uratowane obiekty zabytkowe”

Jak więc widać można działać w dwóch kierunkach – ganić za brak zainteresowania zabytkami i doprowadzania do ich zniszczenia jak i nagradzać za ich uratowanie i udostępnianie innym.

Lecz w tym wszystkim jest jedno „małe ale” – robimy to na papierze, który wszystko przyjmie a w rzeczywistości nie wiele się zmienia (mowa o niszczejących zabytkach). Jedne kwitną, drugie zmieniają się w ruinę tylko czy tak musi być?

Aby jednak nie czuć się tak zdołowanym na pocieszenie podam przykład odbudowy pałacu w Anglii gdzie wcześniej pisałem o prawie wzorowym ratowaniu zabytków.
Otóż państwo Sarah i Graham Beeny około dziesięć lat temu kupili zrujnowany pałac Rise Hall. Celem małżeństwa jest uczynienie z nieruchomości ekskluzywnego domu weselnego. XI-wieczna Rise Hall to ponad 4000 metrów kwadratowych dachu, blisko 500 metrów korytarzy, 97 pokoi, 32 łazienki i sypialnie oraz 11 recepcji. Próba odnowienia tego rodzaju zabytku, o czym coraz dobitniej przekonują się Sara i Graham, wiąże się z odkrywaniem kolejnych usterek wymagających naprawienia. Dodatkową przeszkodą jest lokalna rada miejska, która nie zgadza się na część zmian i przebudów (opis pochodzi z programu tv. na Onecie). Oglądając ten program widzimy, że nie tyle chodzi o zmiany i przebudowy lecz o fakt, że wcześniej nie poinformowano lokalnych władz o projekcie prowadzenia domu weselnego i stąd ciągłe utrudnienia. Prace remontowe prowadzą konserwatorzy, pieniądze pochodzą z prywatnej kieszeni, przywracany jest wcześniejszy wygląd pomieszczeń lecz to wszystko nic z urażoną dumą lokalnych urzędników. I skąd my to znamy?
A wniosek z tego taki, że dusza urzędnika wszędzie jednakowa.

Rise-001
Pałac Rise Hall

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Makieta pałacu Rise Hall

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków, Pałace

 

Elementy dekoracyjne w zniszczonych pałacach – co z tym zrobić?

09 sty
  Oglądając na zdjęciach pozostające w ruinie pałace zastanawiam się co można zrobić aby uratować znajdujące się w niektórych z nich elementy dekoracyjne, rzeźby itp. Myślę tu o budowlach, które są tak zniszczone, że prawdopodobnie nigdy nie będą odbudowane a znajdujące się w nich jeszcze ozdobne detale warte są uratowania. Szkoda aby zostały skradzione albo zniszczone przez upływający czas. Może nie wszystkie takie elementy są dziełami sztuki jednakże powstały dwa lub trzy wieki temu i choćby z tego powodu warto je zachować dla potomnych.
  Pewnie odezwą się głosy, że chcę niszczyć zabytki usuwając z nich to co jeszcze warte jest w nich obejrzenia. Ale jak wspomniałem wcześniej chodzi mnie o te pałace, które z całą pewnością nikt ich nie odremontuje. Są tak zniszczone, że ich pozostałości trzeba byłoby wyburzyć aby wszystko postawić od nowa a to już nie jest remont lecz stawianie nowego budynku i trudno tu mówić o restauracji. A takich obiektów jest niestety bardzo wiele na terenie naszego kraju. Istnieją także pałace zniszczone w mniejszym stopniu lecz i te pewno nie prędko znajdą chętnego na ich remont. A powód czasem jest prosty. Mało atrakcyjna okolica, z dala od głównych dróg a przecież w obecnych czasach wszystko musi na siebie zarobić. Dlatego też remontowane obecnie pałace przeznacza się na hotele, restauracje, ośrodki wypoczynkowe, konferencyjne i bóg wie na co jeszcze byle tylko przynosiły dochód. Przedtem pałac służył za mieszkanie a jego wielkość i wystrój świadczyły o bogactwie jego właściciela. Obecnie to pałac ma przynieś bogactwo swojemu właścicielowi. Taka zamiana ról.
  Ale odszedłem trochę od głównego tematu ratowania niszczejących pałacowych ozdób. Może warto zastanowić się nad pomysłem zebrania takich przedmiotów w jednym miejscu tworząc swoiste muzeum pozostałości po dawnych budowlach. Odremontować jakiś pałac i w nim zgromadzić elementy z innych budowli wraz z opisami i zdjęciami miejsc, z których pochodzą. Wiem, że łatwo się mówi a gorzej z wykonaniem takiego planu lecz przy odrobinie dobrej woli kilku urzędów, logicznym i przyszłościowym myśleniem np. konserwatorów było by to do zrealizowania. Bo przecież nikt nie pozostawił w zrujnowanym pałacu np. obrazów na stojących jeszcze ścianach, mebli czy innych będących w nim przedmiotów. Dlaczego w takim razie pozostawiać kamienne dekoracje? Czyżby konserwator myślał, że ich nie można ukraść? Zapewniam, że można i jest to tylko kwestia czasu tym bardziej, że nastała obecnie moda na „starocie”.
  Jak zwykle pozostaje sprawa pieniędzy, która hamuje prawie każdy projekt jaki ma do wykonania powiat czy województwo. Ale przy dobrym nagłośnieniu i rozreklamowaniu projektu na pewno kilku sponsorów by się znalazło. Ale trzeba chcieć a podobno „chcieć to móc”.
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Pałace

 

Pałac w Mojej Woli.

27 cze
  Jest w województwie wielkopolskim miejscowość o „egoistycznej” nazwie Moja Wola. Znajduje się w niej JESZCZE pałac zbudowany w połowie XIX wieku. Jego opis wzięty został ze strony: http://www.sosnie.ovh.org/podstrony/palac.html.
„Pałac zbudowany w 1852 roku dla księcia brunszwicko-oleśnickiego Wilhelma, według projektu polskiego architekta inż.Karłowskiego. Zaliczany jest do najcenniejszych obiektów architektury w regionie. Pałac złożony jest z kilku brył 1-2 piętrowy na wysokich piwnicach, częściowo konstrukcji ryglowej wypełnionej cegłą, oszalowany deskami i obity korą z dębu korkowego, sprowadzoną z Afryki. Prawdopodobnie, jeden z dwóch w Europie pałaców, których elewacja jest wyłożona właśnie tą korą (uzupełnione korą dębów rodzimych). Od strony frontowej dwa podcienia wsparte na drewnianych słupach z zastrzałami. Dachy dwuspadowe z ornamentowanymi deskami okapowymi i szczytowymi. Z przodu i z tyłu parterowe aneksy z zadaszonymi tarasami. Wewnątrz pokój bilardowy, sypialnia Księcia i pięć pokoi gościnnych. Stropy we wnętrzu drewniane, wzmocnione belkami, w jednej z nich wiszący po środku sali kuty świecznik w kształcie koła. Od 1885 Od 1885 roku centrum dóbr Moja Wola barona Daniela von Diergardt. Wtedy rozbudowany o człon z jadalnią i w latach 1902-1903 o murowaną pięciokondygnacyjną wieżę z tarasem widokowym (bez elewacji z kory) i piętrowe skrzydło mieszczące m.in bibliotekę i gabinet właściciela majątku. W centralnej części pałacu, 4 pomieszczenia z oryginalnymi drewnianymi sufitami z dekoracją pseudokasetonową. W dwóch pomieszczniach znajdują się malowidła ścienne. Od 1891 własność wdowy po Baronie- Agnes von Diergardt. Wcześniej należał do dóbr międzyborskich. Po śmierci baronowej w 1945r. Sośnie i tereny Mojej Woli zostały wyzwolone przez wojska pancerne Armii Radzieckiej. W pałacu myśliwskim tymczasem nie było gospodarza. Pozostała tylko nieliczna służba i starcy. Pałac został zamknięty i zabezpieczony. Następnie w pałacu ulokowano jeńców wojennych , którzy pracowali w nadleśnictwie przy pozyskiwaniu drewna oraz zalesianiu. W 1948r. w pałacu powstał Ośrodek Doskonalenia Robotników Leśnych. Działalność ośrodka trwała do sierpnia 1950r.. W roku 1949 rozpoczęto kompletowanie sprzętu dla internatu i szkoły leśnej dla młodzieży. W 1950r. w Ośrodku Szkolenia Zawodowego umieszczono klasy eksponowane Liceum Leśnego w Margonnie. W latach 1951/1952 rozpoczęło działalność Technikum Leśne im. Bolesława Bieruta w Mojej Woli. Była to pierwsza w historii leśnictwa szkoła dla dziewcząt. Technikum Leśne zakończyło swą działalność w czerwcu 1975 roku. Pałac pozostał własnością Lasów Państwowych. W latach 1975-1988 ponownie mieścił się w nim Leśny Ośrodek Szkoleniowy, następnie w latach 1988-1992 hotel dla robotników leśnych. Od 1992r. pałac nieczynny. Następnie przekazany gminie i sprzedany osobie prywatnej. W pobliżu oficyna o wystroju podobnym do pałacowego: elewacje wyłożone korą dębową, dachy dwuspadowe z ornamentyką na deskach szczytowych i okapowych. Wokół park krajobrazowy w stylu angielskim o powierzchni 10,1 ha. W 1989 roku uznany za powierzchniowy pomnik przyrody (w tym – z pomnikowymi drzewami – 9 dębami i 2 cisami). Przy jednej z alei alpinarium. Na skraju parku położona jest sezonowa stanica turystyczna Biały Daniel.”
I oto mająca w swoim posiadaniu taką budowlę gmina decyduje się, w 2001 roku na jej sprzedaż (pałac, budynki mieszkalne i 10 hektarów parku) osobie prywatnej za kwotę 650 000 zł. Po kilku latach osoba ta sprzedaje wszystko trzy razy drożej a jedynym jej działaniem było ogrodzenie budowli drewnianym płotem. Straciła gmina, stracili mieszkańcy i turyści zyskała tylko jedna osoba. Ale tak właśnie u nas wygląda ochrona zabytków. Sprzedać jak najszybciej obojętnie komu, wziąć jakąkolwiek kasę i mieć kłopot z głowy. Na wszystkie późniejsze monity odpowiedź jest jedna „Obiekt jest własnością prywatną i nie mamy na nic wpływu”. Oczywiście nie jest to prawdą ale kto by tam szukał po ustawie o ochronie zabytków odpowiednich artykułów i punktów, które się to tego odnoszą. A jak już ktoś to znajdzie to następuje kolejny standardowy krok naszych urzędów – tzw. spychologia czyli to powinni zrobić inni, nas to nie dotyczy. Zabytek sobie niszczeje, właściciel śpi spokojnie, pisma krążą i tylko „nieszczęśliwi” urzędnicy narzekają na ogrom pracy a co za tym idzie niskie pensje.
Do starosty ostrowickiego w ramach naszej akcji „Ratujmy polskie zabytki” wysyłamy pismo odnośnie ratowania tego pałacu. Zobaczymy jaka będzie jego odpowiedź chociaż chyba można się jej domyślać. Obym tym razem się mylił.
Kolorowe zdjęcia pałacu pochodzą ze strony: http://www.forum.lasypolskie.pl/viewtopic.php?t=17988.

Wnętrze pałacu. 
Pałac na przedwojennej widokówce. 
 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Pałace

 

Pałac w Łupawie

13 lut
  Był sobie w miejscowości Łupawa pałac. Początek budowy to rok 1683 a jego budowniczym był Joachim Ernest von Grumbkow. Budowla powstała na miejscu wcześniejszego zamku, który został zniszczony podczas wojny trzydziestoletniej. Pałac zbudowany został z cegieł a będące pod nim piwnice były kamienne. W XVIII wieku pałac został rozbudowany i uzyskał kształt litery „L”. Główne skrzydło było dwukondygnacyjne, z czterospadowym dachem a dwoma kominami natomiast skrzydło boczne było parterowe.
  Pałac nie posiadał żadnych ozdób zewnętrznych. Wnętrze również nie kipiało od przepychu jednakże tam można było widzieć różne ozdobne detale. Np. koliste plafony na sufitach czy ornamenty na ścianach. W oczy rzucała się wielka klatka schodowa z dębowymi schodami przy ścianach bocznych, które łączyły się na półpiętrze by później biec wyżej. Tralki i kończące bieg schodów słupki były bogato rzeźbione.
Pałac w swoich progach gościł między innymi cesarza Francji – Napoleona gdy z wojskami maszerował na Moskwę.
  Budowla w całości przetrwała wojnę by po jej zakończeniu, na dwadzieścia lat stać się siedzibą Państwowego Gospodarstwa Rolnego. Jak bez mała wszystkie takie obiekty gdzie miały swoją siedzibę PGR-y tak i ten został opuszczony w stanie kompletnej ruiny. W żadnym z takich pałaców PGR nie przeprowadził choćby drobnego remontu. Gdy budynek nie nadawał się już do użytku zostawał opuszczany i zostawiany samemu sobie. Po jakimś czasie nadawał się już tylko do rozbiórki.
  Czas przeszły w jakim opisałem pałac jest jak najbardziej właściwy. Zniknął bowiem z powierzchni ziemi wiekowy zabytek by zrobić miejsce następnej budowli. Jest to zbudowany w stylu klasycystycznym dworek, który to wraz z przyległym parkiem należy do prezydenta Słupska.
Po co było ratować stary zabytek, ładować kupę pieniędzy w jego remont gdy mniejszym kosztem można zbudować nowy budynek. A, że należy do osoby będącej u władzy? Pewnie stało się to przypadkiem jak zwykle w takich razach.
  Dziwię się tylko, że powstała ścieżka historyczno rekreacyjna „Szlakiem dziedzictwa kulturowego Gminy Potęgowo” omija miejsce dawnego pałacu.
 

Pałac w Łupawie przed II wojną.

Dębowe schody



Pałacowe pokoje z portretami, ozdobnymi stropami, kominkami. 
I w takich pomieszczeniach później mieścił się PGR.
 
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Pałace

 

Portale

06 lut
  Opisywałem wcześniej zamek, lochy czy kartusze herbowe. Teraz słów kilka o portalach. Jest to ozdobne obramienie drzwi. Występowały one głównie w zamkach a w późniejszych czasach w pałacach. Początkowo portale były w kształcie łagodnego łuku. Następnie było to kilka łuków cofających się w głąb ściany z tzw. archiwoltami tzn. ozdobnymi ornamentami. Takie portale powstawały w czasach romańskich. Następnie w czasach gotyku portal był w kształcie ostrołuku lecz zdobienia i cofające się łuki pozostały. Późniejsze style – renesans oraz barok to powrót do łagodnych pojedynczych łuków lecz ozdobami były różne rzeźby czy atlanty podtrzymujące balkony. Powstawały wtedy bogato zdobione portale niekiedy nawet dwukondygnacyjne. Tak ozdobione wejście było niejako wizytówką zamożności właściciela budowli. Dochodziły do tego zdobione opaski okienne, różne sgrafitti na zewnętrznych ścianach budynków a także mniejsze architektoniczne detale ozdobne jak fryzy, pilastry itp.  
   Poniżej zamieszczam kilka zdjęć portali z zamkowych i pałacowych budowli.
 

Zamek krzyżacki w Radzyniu Chełmskim – portal gotycki

Zamek krzyżacki w Bierzgłowie. Rzeźba w portalu z 1305 roku.

Zamek krzyżacki w Pokrzywnie – portal ostrołukowy

Ostrołukowy portal na zamku w Grodźcu

Zamek w Kostrzyniu nad Odrą

Portal bramy wjazdowej na zamku w Oleśnicy.

Ozdobny portal zamkowy w Płakowicach


Dwa podobne XIX-wieczne portale. U góry w zamku w Kamieńcu Ząbkowickim,
na dole zamek Rajsko.

I na koniec bogato zdobiony, kilku poziomowy portal na zamku Heidelberg w Niemczech
 
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Pałace, Zamki

 

Kartusze herbowe

23 sty
  Do Polski herby przybyły z zachodu w XIII wieku. Pierwotnie stosowane były przez rycerstwo, które malowało je na swoich tarczach w celu rozpoznania. Z czasem, gdy stan rycerski zaczął przechodzić w stan szlachecki także herby zmieniały swoje przeznaczenie. Stosowano je nie tylko w celach rozpoznawczych lecz także oznaczano nimi granice swoich włości, poddani podczas wojny służyli pod herbem swego pana, herby znajdowały się także przy wejściach do zamków czy pałaców. Swoje herby otrzymywały od króla miasta czy województwa.
Herb oczywiście musiał spełniać wymogi reguł heraldycznych. Mieć określony kształt, jego pole powinno dzielić się wg. określonego wzoru, rysunek powinien być łatwy do rozpoznania.
  Piszę o tym ponieważ chcę pokazać kilka zdjęć kartuszy herbowych pozostałych nad wejściami czy szczytami budynków, które w niedługim czasie mogą przestać istnieć. Ich stan zniszczenia jest bardzo duży i trudno sobie wyobrazić aby ktoś chciał to kupić i wyremontować. Zobaczmy te niewątpliwe dzieła sztuki zanim nie podzielą losu budowli, na których się znajdują.

 


Pałac w Brzeźnicy.

Pałac w Chwalimierzu

Pałac w Dziasławiu kiedyś i obecnie.

Pałac w Gogołowie.

Pałac w Goszczu.

Pałac w Pomianowie.

Pałac w Rudnie. 
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Pałace, Zamki

 

Pałac Lenno we Wleniu

20 sty
  Większość naszych zabytków ulega niszczeniu. Przeciw nim działa czas i ludzie. Niestety okazuje się, że czas jest jednak dużo łaskawszy. Natrafiłem niedawno na stary artykuł w „Polityce” opisujący perypetie jakie przechodził (mam nadzieję, że to już czas przeszły) chcący zakupić i wyremontować nasz zabytek obcokrajowiec. Wydaje mnie się, że podejście w owym czasie lokalnych władz do tego tematu to chyba sprawa dla prokuratora. I mam także taką nadzieję, że tacy ludzie nie sprawują dalej władzy w gminie. Zamiast pomagać rzucają kłody pod nogi zasłaniając się patriotyzmem. Czysta kpina. A może byłego burmistrza obciążyć kosztami naprawy zawalonej ściany zamku (skoro nie chciał go sprzedać) i zmusić do naprawienia szkody? Zastanawiam się tylko gdzie byli pozostali radni i czy wszyscy mieli do tej sprawy taki sam stosunek. Jeżeli tak to smutna przyszłość przed taką gminą.
Oto link do strony gdzie można zobaczyć jak przebiegał remont pałacu:

http://www.vanhauwaert.org/luk/index.php?catid=5

Poniżej artykuł z 2007 roku.

Od początku wiedziałem, że ryzykuję – mówi Luk Vanhauwaert, Flamand, lat 58, samouk – wynalazca (opatentował m.in. mikrosteper dla grafików), od sześciu lat we wsi Łupki właściciel barokowego kompleksu pałacowego Lenno. – Czułem, że nie traktowano mnie poważnie, nie miałem na ręku złotego Roleksa.
 Za niepoważnie duże pieniądze pałac-ruinę oferowała Poczta Polska. Flamand zapłacił zadatek, okrągłą sumę, ale po pewnym czasie zauważył, że przedawnia mu się umowa przedwstępna. Dziewięć miesięcy czekał na pozwolenie z MSWiA. Kiedy chciał odnowić dokument, usłyszał: dyrektora Poczty nie ma, jest w Częstochowie na pielgrzymce. Vanhauwaert znalazł dyrektora, przed ołtarzem wyprosił podpis z pieczątką. Po raz pierwszy usłyszał, że jest kłopotliwy. Następnym razem, że jest „łyżką dziegciu w beczce miodu” powiedział mu Bogusław Szeffs, były burmistrz gminy Wleń, w której znajduje się pałac Lenno. Szeffs później tłumaczył, że lubi cudzoziemców, mimo że są dziwni. Osiedlają się na wsi i nie chcą latarni przed domem, wolą ciemność pod rozgwieżdżonym niebem. Nie życzą sobie, już chyba na złość, drogi z asfaltu, wolą polną. Cwaniaki z Londynu i Amsterdamu lecą samolotem do Berlina, stamtąd prują gładką jak stół bilardowy autostradą. Ale tu ma być bezdroże, cisza i skansen. Eksburmistrz przewiduje, że tereny wokół pałacu Flamanda niedługo otoczy szczelna siatka: – To człowiek agresywny, nawet nie Belg, tylko nacjonalista Flamand, na dodatek z obsesją własności prywatnej.

Prywatne milion euro Flamand zainwestował już w remont pałacu, zatrudnia polskich sąsiadów, dzierżawi 55 ha, chce eksportować ekologiczne siano do Belgii i zbiera ekologiczną paprykę. Ku zdziwieniu miejscowych bezrobotnych, którzy nie zbierają nawet niczyich jabłek, bo im się nie opłaca, Flamand sprzedaje czereśnie po 1 zł za kilo i cieszy się jak dziecko. Latem w pałacu gościł studentów z Unii, jesienią były dni otwarte z okazji Europejskich Dni Dziedzictwa. Ludzie we wsi gadają: miły facet, szkoda, że tak mało europejski. Zawsze pieszo, we flaneli w kratę i bez krawata, nawet na sesjach rady gminy, gdzie wykrzykuje upierdliwe pretensje łamaną polszczyzną.

Flamand jeszcze nie wszystko rozumie, nie pojął na przykład w porę, co znaczy propozycja burmistrza spotkania w cztery oczy, na gruncie neutralnym, w pizzerii. Potem nie dostał zgody na zakup i restaurację ruin średniowiecznej warowni Bolków Piastowskich, mimo że te niedawno w połowie runęły mu na ekoogród.

Eksburmistrz: – To nasz wleński Wawel, ja sobie nie wyobrażam sytuacji, w której Polak, aby obcować z dziedzictwem, będzie prosił o klucze Flamanda. Kiedy Vanhauwaert zaproponował remont lokalnego rurociągu z własnych środków, usłyszał, że to własność publiczna, że istnieją granice obcej prywatyzacji.

– Kiedy burmistrz i pracownicy zakładów komunalnych przyszli odciąć moja rura, ja nagle patrzę, o Jezu! Te ludzie ze wsi chwytają się za ręce i robią mur – wspomina Flamand. – Ciepło miałem na sercu, kiedy oni tacy mali, a nie dali odciąć moja rura. Już bez świadków burmistrz odciął wodę.

Teraz dowozi się ją do Łupek beczkowozem, a Flamand raz na tydzień wsiada na traktor, jedzie do wytwórni win napełnić wodą swoje beczki, każda po 150 litrów. Burmistrzowi Luk obiecał, że nie wyjedzie z Łupek, chce tutaj długo żyć i umrzeć.

– To konflikt personalny, nie widzę szansy kompromisu – mówi Wojciech Kapałczyński, szef wojewódzkiego zakładu konserwacji zabytków. – Mam nadzieję, że Luk wytrzyma, świetnie mi się z nim pracuje przy restauracji pałacu Lenno.


Pałac

Dawne zabudowania gospodarcze
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Pałace

 

Moje pytanie.

05 sty
  Czytając historię zabytkowych zamków, dworów czy pałaców czasem nasuwa mi się takie pytanie – czy stawiający daną budowlę zastanawiał się czasem nad jej dalszym losem? Co stanie się z np. pałacem za lat sto czy dwieście? Pewnie nie, bo może by doszedł do wniosku, że nie warto stawiać tak dużego czy ozdobnego założenia lecz mniejsze, skromniejsze , pochłaniające mniej pieniędzy i tańsze w późniejszym utrzymaniu. Z drugiej strony jednak, można zauważyć, że toczył się między bogatymi rodami jakby wyścig kto postawi pałac większy, piękniejszy czy bogatszy. Ten trend dobrze widoczny jest na Śląsku zarówno Górnym jak i Dolnym. Mieszkające tam bogate i wielkie rody Kittlitzów, Seydlitzów, Promnitzów, Schaffgotschów czy Donnersmarcków stawiają piękne i bogate pałace. Na starych zdjęciach możemy podziwiać ich wielkość, architekturę, bogate zdobnictwo zarówno wewnątrz jak i z zewnątrz. Ich przepych budził zazdrość w „biedniejszych” rodach i stawał się zarazem wzorem do naśladowania przy stawianiu dużo mniejszych i „uboższych” budowli.
  Niestety część z tych pięknych budowli już nie istnieje jak np. pałac Donnersmarcków w Świerklańcu (zbud. w 1876 roku a wysadzony w powietrze w 1962 roku) czy jest w stanie postępującej ruiny jak np. pałac Schaffgotschów w Kopicach. Inne, mające więcej szczęścia, przetrwały w całości jak np. pałac Promnitzów w Pszczynie. Lecz wiele jest jeszcze budowli będących na pograniczu ruiny i czekających na nowych, uczciwych i chcących je odremontować właścicieli. A są i takie, do których los się uśmiechnął i właśnie wracają do swojej dawnej świetności (np. pałac Donnersmarcków w Nakle Śląskim, pałac w Krowiarkach).
  Smutny i niezbyt ciekawy jest los pięknego niegdyś pałacu w Kopicach. Mający przez przeszło dwadzieścia lat dwóch właścicieli nie może doczekać się remontu a żadne władze nic nie mogą w tej kwestii zrobić. Jest demokracja a własność prywatna nie do ruszenia. Przynajmniej tam gdzie się tego nie chce zrobić. W innych przypadkach, nie dotyczących zabytków, takich problemów nie ma.
  Gdyby ktoś chciał szczegółowo dowiedzieć się o perypetiach pałacu w Kopicach przez ostatnie cztery lata, zapraszam na tę stronę.
  Tak więc stawiając swoje piękne pałace czy zamki ich właściciele nawet nie przypuszczali ile kłopotu sprawią tymi budowlami, niektórym urzędnikom w końcu XX i z początkiem XXI wieku. Gdyby po drugiej wojnie światowej budowle te pozostały w rękach ich dawnych właścicieli dzisiaj oglądalibyśmy dalej piękne i nie zniszczone rezydencje. Ale niestety panujący wtedy ustrój nie przewidywał takiej możliwości. Oficjalnie wszyscy mieli mieć po równo a w praktyce – władza wszystko reszta g….. I tak się zastanawiam czy aby nie pozostało to nam do dzisiaj?
 

Pałac w Kopicach.

Pałac w Krowiarkach.

Pierwsze zapisy o istniejącej tu drewnianej siedzibie von Beessów pochodzą z połowy XVII wieku. Murowaną budowlę postawili tu dopiero kolejni właściciele, Strachwitzowie, a neorenesansowy i neobarokowy charakter nadali jej ich następcy – Gaszynowie. W 1856 roku Wanda Gaszyn, dziedziczka Krowiarek (która podobno nadal tu bywa, ale w charakterze białej damy), wyszła za znakomitego i bajecznie bogatego Hugona II Henckel von Donnersmarcka. Kiedy pod koniec XIX wieku północna część pałacu spłonęła, odbudowano ją jeszcze piękniejszą, w najmodniejszym secesyjnym stylu. Donnersmarckowie byli tu panami aż do 1945 roku. 

Remontowany pałac w Nakle Śląskim
Pałac w Świerklańcu.
 
W 1876 roku niedaleko starego zamku Guido Henckel von Donnersmarck wybudował jako prezent dla swojej żony Blanki de Paiva – nową rezydencję w stylu Ludwika XIII zwaną popularnie „Małym Wersalem”. Pałac zaprojektował Hector Lefuel (nadworny budowniczy Napoleona III). Zamek i pałac zostały splądrowane i podpalone w 1945 r. i ostatecznie zniszczone w czasach PRL. W 1962 roku bez wiedzy ówczesnego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków wysadzono resztki ruin zamku. Z zespołu pałacowego do dzisiaj ocalały baseny, tarasy i fontanny, Pałac Kawalera oraz kościół z grobowcami rodziny. Autorem rzeźb na tarasie, które ocalały do dziś, był Emanuel Fremiet. Dwie pochodzące z parku pałacowego rzeźby lwów znajdują się w Zabrzu (zdobią wejście do parku przy ulicy 3 Maja), natomiast brama do pałacu zdobi dziś wejście do ogrodu zoologicznego w chorzowskim parku rozrywki.
źródło: Wikipedia
 

 
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Pałace