RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Ochrona zabytków’

Uratowane obiekty zabytkowe

28 sty

W ostatnich latach można zauważyć wzrost zainteresowania odnawianiem starych dworków czy pałaców. Później prowadzona jest w nich różnorodna działalność gospodarcza lecz jest to chyba dobry pomysł gdyż według mnie takie budowle powinny na siebie zarabiać. Jej odnowienie to czasem większy koszt niż budowa nowego domu. Poza tym otwieranie w nich hoteli, restauracji czy jeszcze innych obiektów użyteczności publicznej pozwala na pokazanie innym ich piękna zawartego w wystroju wnętrz, meblach czy pomieszczeniach. Można powiedzieć, że bardzo dobrze się dzieje iż powstaje nowy trend w naszym bogatszym społeczeństwie (chociaż nie brak i inwestorów zagranicznych) na taką działalność. Lecz jeden fakt przyćmiewa ten ruch. Otóż w znakomitej większości tego typu działania podejmują osoby prywatne albo w przypadku większych obiektów Stowarzyszenia lub Fundacje, które w z wielkim trudem pozyskują fundusze na prace remontowe. A jak już wyżej wspomniałem remont to dość funduszochłonna inwestycja i liczy się każdy grosz. A co dzieje się z obiektami należącymi do państwa? Nic – spokojnie niszczeją gdyż wszędzie można usłyszeć o braku funduszy na ich remont. Dziwi mnie tylko fakt, że nikt jakoś nie pomyśli o przyszłości i pieniądzach jakie później można dzięki nim zdobyć. Widzą to osoby prywatne nie widzą urzędnicy no cóż, widocznie wygodny stołek i biurko ograniczają umysł.

Na różnych forach internetowych wiele się pisze o niszczejących zabytkach natomiast dużo mniej jest o tych odnowionych, uratowanych. Dlatego duże słowa uznania należą się Państwu Wojciechowskim, którzy zorganizowali ranking „Uratowanych obiektów zabytkowych w Polsce” (
https://www.facebook.com/UratowaneObiektyZabytkowe
). Na Facebookowej stronie tej akcji podane są obiekty, na które głosują internauci a po uzyskaniu określonej liczby punktów przyznawany jest „Certyfikat uznania” dla danego obiektu. Na tej stronie
https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=zKz57eK9IbK4.kinVgE7PUvYA
 zobaczyć można mapę uratowanych obiektów sporządzoną przez Państwa Wojciechowskich oraz obiekty, które już uzyskały certyfikat. Tam też znaleźć można wszelkie informacje dotyczące zgłaszania i głosowania na dany zabytek. A może warto tę akcją zainteresować także inne strony piszące o zabytkach czy rozreklamować ją na różnych portalach aby dowiedziała się o niej większa rzesza ludzi.

certyfikat
Ze strony „Uratowane obiekty zabytkowe”

Jak więc widać można działać w dwóch kierunkach – ganić za brak zainteresowania zabytkami i doprowadzania do ich zniszczenia jak i nagradzać za ich uratowanie i udostępnianie innym.

Lecz w tym wszystkim jest jedno „małe ale” – robimy to na papierze, który wszystko przyjmie a w rzeczywistości nie wiele się zmienia (mowa o niszczejących zabytkach). Jedne kwitną, drugie zmieniają się w ruinę tylko czy tak musi być?

Aby jednak nie czuć się tak zdołowanym na pocieszenie podam przykład odbudowy pałacu w Anglii gdzie wcześniej pisałem o prawie wzorowym ratowaniu zabytków.
Otóż państwo Sarah i Graham Beeny około dziesięć lat temu kupili zrujnowany pałac Rise Hall. Celem małżeństwa jest uczynienie z nieruchomości ekskluzywnego domu weselnego. XI-wieczna Rise Hall to ponad 4000 metrów kwadratowych dachu, blisko 500 metrów korytarzy, 97 pokoi, 32 łazienki i sypialnie oraz 11 recepcji. Próba odnowienia tego rodzaju zabytku, o czym coraz dobitniej przekonują się Sara i Graham, wiąże się z odkrywaniem kolejnych usterek wymagających naprawienia. Dodatkową przeszkodą jest lokalna rada miejska, która nie zgadza się na część zmian i przebudów (opis pochodzi z programu tv. na Onecie). Oglądając ten program widzimy, że nie tyle chodzi o zmiany i przebudowy lecz o fakt, że wcześniej nie poinformowano lokalnych władz o projekcie prowadzenia domu weselnego i stąd ciągłe utrudnienia. Prace remontowe prowadzą konserwatorzy, pieniądze pochodzą z prywatnej kieszeni, przywracany jest wcześniejszy wygląd pomieszczeń lecz to wszystko nic z urażoną dumą lokalnych urzędników. I skąd my to znamy?
A wniosek z tego taki, że dusza urzędnika wszędzie jednakowa.

Rise-001
Pałac Rise Hall

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Makieta pałacu Rise Hall

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków, Pałace

 

Ochrona zabytków – krótka historia

04 paź

Świadomość potrzeby opieki nad zabytkami narodowej przeszłości wzrastała w społeczeństwie polskim już od zeszłego stulecia, ale nie wspierały jej żadne skuteczne rozporządzenia prawne. Wynikało to z celowej polityki zaborców, dążących do likwidowania śladów polskiej kultury, ale i po prostu z tego, że żadne z państw, które dokonały rozbioru Polski, nie posiadało własnego prawodawstwa (w rozumieniu jednej ustawy ogólnej), gwarantującego właściwą opiekę nad zabytkami sztuki i kultury.2) Brak urzędowej – państwowej – opieki nad zabytkami próbowały rekompensować swą działalnością różne społeczne towarzystwa, skupiające artystów, uczonych i miłośników sztuki. Najbardziej zasłużone na tym polu było założone w 1906 r. warszawskie Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości. Zajmowało się ono ochroną i konserwacją zabytków, a także badaniami naukowymi w dziedzinie historii sztuki. Działalność TOnZP  stowarzyszenia słusznie nazwanego przez Henryka Gawareckiego „nieoficjalną służbą konserwatorską”3) – miała niezwykle istotne znaczenie, gdyż – po pierwsze – wyrabiała w społeczeństwie przekonanie o potrzebie ochrony skarbów narodowej kultury, a po drugie –zwracała uwagę prawodawców na obszar, którym należy się zająć.

Pod koniec pierwszej wojny światowej został wydany pierwszy polski akt prawny o opiece nad zabytkami sztuki i kultury – dekret Rady Regencyjnej z 31 października 1918 r.4) Dokument ten, uzupełniony kilkoma wydanymi niedługo potem przepisami wykonawczymi, normował w okresie pierwszego dziesięciolecia niepodległej Polski wszelkie sprawy związane z ochroną zabytków oraz organizacją państwowych służb konserwatorskich.5) Dekret o opiece nad zabytkami sztuki i kultury odegrał doniosłą rolę w dziedzinie państwowej opieki nad zabytkami w Polsce, ale nie był doskonały. Jego najbardziej ujemną stronę stanowił zapis artykułu 1, na podstawie którego moc prawa rozciągała się wyłącznie na zabytki wpisane do inwentarza państwowego, co w praktyce uniemożliwiało podejmowanie szybkich działań konserwatorskich wobec pozostałych obiektów.6)

Dnia 6 marca 1928r. weszła w życie, jako Rozporządzenie Prezydenta RP, nowa ustawa o opiece nad zabytkami7), która dzięki uprawnieniom do daleko idącej ingerencji władz konserwatorskich miała charakter bardzo postępowy.

   Organizację urzędów państwowej opieki nad zabytkami rozpoczęto od terenów byłego Królestwa Kongresowego, podzielonego na dziewięć okręgów konserwatorskich. W grudniu 1918 r. został mianowany pierwszy konserwator (w okręgu warszawskim). Dalsze nominacje nastąpiły w lutym i marcu 1919 r. Pierwsi konserwatorzy byli kierownikami urzędów zależnych bezpośrednio od utworzonego 5 grudnia 1918 r. Ministerstwa Sztuki i Kultury.8) W lutym 1920 roku biura konserwatorskie zostały włączone w skład urzędów wojewódzkich, jako Oddziały Sztuki i Kultury w Wojewódzkich Wydziałach Administracyjnych.9) Równocześnie dokonano reformy terytorialnej, polegającej na zrównaniu obszaru ich działalności z granicami województw, przy czym na terenie niektórych wyróżniono kilka nowych okręgów (np. na obszarze woj. lubelskiego okręg lubelski i siedlecki).10) Rok później, na skutek ogólnopaństwowych konieczności i związanej z nimi polityki oszczędnościowej, niektóre oddziały sztuki uległy redukcji, natomiast pozostałe powiększono terytorialnie.11) W ten sposób 1 września 1921 r. zlikwidowano odrębny okręg siedlecki i włączono go do okręgu lubelskiego, wskutek czego władza jednego konserwatora została rozciągnięta na całe województwo lubelskie.12) W roku 1922, ustawą z 17 lutego, Ministerstwo Sztuki i Kultury zostało skasowane, a wszelkie sprawy, które przedtem pozostawały w jego gestii, umieszczono w ramach Departamentu Sztuki, podlegającego Ministerstwu Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.13) Jeszcze większe zmiany – wywołane kryzysem i podjętą przez władze państwa polityką oszczędnościową – miały miejsce w kolejnych latach. Największe z nich w roku 1923, kiedy to zarządzeniem ministra WRiOP z 17 listopada podzielono obszar państwa na siedem dużych okręgów konserwatorskich.14)
_________________________________
2  Ib., s. 4 i in.
3  H. Gawarecki, Początki opieki nad zabytkami na Lubelszczyźnie,„Kalendarz Lubelski” r. 26: 1983, s. 221
4  Dekret o opiece nad zabytkami sztuki i kultury z dnia 31X1918, [w:] Dziennik Praw Państwa Polskiego (dalej: DPPP) z 8 XI1918, nr 16, poz. 36, s. 93-99.
5  Podstawy prawne dla działalności konserwatorów w pierwszych latach okresu międzywojennego – okólniki i rozporządzenia ministerialne – wymieniają m.in.: J. Siennicki,  Zabytki sztuki i kultury w województwie lubelskim, „Głos Lubelski” r. XII: 1925, nr 126, s. 12-14; J. Wojciechowski, op. cit., s. 8-13.
6   J. Wojciechowski, op. cit., s. 10.
7  Rozporządzenie Prezydenta RP z dnia 6 marca 1928 r. o opiece nad zabytkami, [w:] Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 14 marca 1928, nr 29, poz, 265.
8   Dekret o utworzeniu Ministerstwa Sztuki i Kultury z 5 grudnia 1918 r., [w:] DPPP z 14 grudnia 1918 r” nr 19, poz. 52, s. 140-141.
9  J. Siennicki, op. cit., s. 13; J. Wojciechowski, op. cit., s. 14.
10  J. Wojciechowski, op. cit., s. 14-15.
11  J. Siennicki, op. cit.; zob. też: J. Wojciechowski, op. cit., s. 16.
12  Tamże
13  Ustawa o zniesieniu Ministerstwa Sztuki i Kultury z dnia 17 lutego 1922, [w:] DPPP z 6 marca 1922 r., nr 14, poz. 128, s. 238-239. Zob. też: J. Pollakówna,  Ministerstwo Sztuki i Kultury, [w:]  Polskie życie artystyczne w latach 1915-1939, praca zbiorowa pod redakcją A. Wojciechowskiego, Wrocław 1974, s. 547 (uwaga! podano tam błędną datę likwidacji Ministerstwa).
14  J. Wojciechowski, op. cit., s. 18
________________________________

Powyższy tekst autorstwa Jerzego Żywickiego to krótki opis około stuletniej historii opieki nad zabytkami w Polsce. Byli ludzie, którzy już wtedy widzieli sens i potrzebę przywracania do „życia” tego co stare i ulegające zniszczeniu a niemożliwe do późniejszej odbudowy. Po takim zabiegu to już nie byłby zabytek. Poza tym był to początek niepodległości Polski po okresie obcego panowania więc tym bardziej istniała potrzeba zachowania jej wcześniejszych budowli.

Ale jeszcze wcześniej, bo w roku 1803 król Fryderyk Wilhelm III gdy doniesiono mu o dewastacji zamku krzyżackiego w Malborku przez wojsko pruskie przeniósł będące w nim magazyny wojskowe w inne miejsce a budowlę oddał w ręce architektów gdyż nie znano jeszcze zawodu konserwatora. Dopiero w roku 1843 powołano w królestwie pruskim pierwszego państwowego konserwatora zabytków a był nim urodzony w 1807 roku Ferdynand von Quast, syn Wilhelma i Charlotty von Rohr. Funkcje tą pełnił dożywotnio (zmarł w 1877 roku) a pod jego opieką był: Śląsk, Pomorze, Prusy i Wielkopolska czyli większość dzisiejszego naszego kraju. Stwierdzenie von Quasta, że „żadne zniszczenie nie jest w stanie tak dalece zmienić pierwotnego charakteru zabytku, jak niejedna tak zwana restauracja” powinno być wyryte w każdym konserwatorskim urzędzie.

Ferdinand v. Quast (Zeichnung)
Ferdynand von Quast

Wielu było wcześniej wybitnych i całkowicie oddanych swojej pracy konserwatorów we wszystkich okręgach w naszym kraju, dla których głównym celem było uratowanie zabytków a nie utrzymanie „ciepłej posadki”. Jednym z takich ludzi był Stanisław Tomkowicz pełniący między innymi, przez pewien czas funkcje konserwatora w Krakowie.(Piszę o nim dlatego, że sam pochodzę z Krakowa i „tworzę” stronę internetową o tym mieście od jego początków do wieku XIX a obejmującą tylko obręb średniowiecznego miasta czyli zamkniętą dzisiejszymi Plantami, w miejscu których wcześniej były obronne mury). W jednym z opisów kamienicy na ulicy Floriańskiej nr 28 natrafiłem na taki opis:

Kamienica od ul. Floryańskiej uniknęła większej przebudowy zachowując swą piękną architekturę i urządzenia pokojów w stylu Ludwika XVI-go. Uratowała je troskliwość ówczesnego konserwatora krakowskiego dr Stanisława Tomkowicza, który w zastrzeżeniu swoim z dn. 14 sierpnia 1901 roku zaznaczył: „1) że poziom pierwszego piętra w starym domu głównym (wyjątkiem skrzydła od ul. św. Marka i oficyn) nie będzie podwyższony, 2) że pokoje I-go piętra wszystkie frontowe od ul. Floryańskiej i dwa tylne od dziedzińca najbliższe sąsiedniej kamienicy nr 30 nie będą zmienione. Cała ich wewnętrzna dekoracja, złożona z boazeryi dolnej, obramień okien i drzwi, kominków, dekoracyi górnej nad kominkami i nad drzwiami a nawet cała dekoracya ścian małego pokoju frontowego przyległego do realności nr 30 jest jednym z ostatnich już w Krakowie przykładów urządzenia mieszkania w stylu Ludwika XVI. Apartament ten przedstawia dobrze zachowaną całość o niewątpliwej wartości artystycznej i charakterze stylowym skończonym. Składają się nań malowidła, rzeźba czyli snycerstwo części drewnianych jak boazerye, oprawy wnęków okiennych i listew, rozety pięknej roboty i rzeźba kominków marmurowych i stiukowych. Uszczuplenie choćby części tej dekoracyi byłoby niepowetowaną szkodą inwentarza naszego miasta. Całość tego wnętrza, będącego zabytkiem sztuki, musiała by ucierpieć nawet wtedy, gdyby nawet podłogi zostały podniesione o 40 cm, jak projektuje przebudowa”.

Stanisław_Tomkowicz
Stanisław Tomkowicz

 Jak czytamy konserwator nie zezwolił na całkowita przeróbkę kamienicy, nie dlatego, że było to jego „widzimisię” i chęć pokazania swojej władzy lecz faktyczna troska o pozostawienie czegoś co już zanikało i wychodziło z mody. A przecież musiał sobie zdawać sprawę z faktu, że tego wnętrza wiele obcych osób oglądać nie będzie.

Post ten nie dotyczy bezpośrednio zamków czy pałaców lecz kwestia ochrony zabytków, niezależnie czy są to wymienione wcześniej budowle czy kamienice, dwory itp. jest taka sama jak również cel pracy konserwatora. Nie robienie „na złość” i pokazywanie swojej władzy lecz staranie się o jak najlepszą ochronę powierzonych sobie zabytkowych budowli.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ochrona zabytków

 

„Krajowy program ochrony zabytków” 2014-2017

31 lip

  1 lipca 2014 roku został opublikowany dokument pt. „Krajowy program ochrony zabytków” (nie wiem dlaczego wszystkie wyrazy w oryginale pisane są dużą literą) i zastał on przyjęty przez Radę Ministrów. Lecz czytając go doszedłem do wniosku, że zrobione zostało to „na odczepnego” w związku z coraz większym zainteresowaniem społeczeństwa problemem niszczejących zabytków. Powstawanie na Facebooku grup zajmujących się tym tematem, organizowanie różnych akcji np. wysyłanie listów do wojewodów, starostów czy do samego Prezydenta przyniosło skutek w postaci takiego dokumentu.

A oto co możemy się z niego dowiedzieć.

„W konsekwencji uchwalenia tego programu chcielibyśmy wszcząć procedury legislacyjne, które pozwolą na tzw. odzespolenie służb konserwatorskich. Obecny model podporządkowania tych służb administracji terenowej, funkcjonujący od 2003 r., się nie sprawdza. Zadania, które stoją przed nami przy rozdziale nowych środków unijnych oznaczają, że musimy mieć oparcie w kompetentnych służbach konserwatorskich. Zadbać o ich poziom i samodzielność działania można, tylko podporządkowując je Generalnemu Konserwatorowi Zabytków” – podkreśla minister Małgorzata Omilanowska.

Służby konserwatorskie będą miały swoją centralę i podobno to pozwoli im na lepsze działanie. Według mnie chyba lepiej jest gdy działa się na mniejszym, konkretnym terenie i tam podejmuje odpowiednie decyzje niż z każdym problemem udawać sie do Centrali. Wydłuża to tylko czas a nic nie wnosi do sprawy. Chyba lepszą metodą byłoby pozostawić służby konserwatorskie administracji terenowej lecz zadbać o ich lepszą pracę i zatrudniać kompetentne, znające się na temacie i chcące naprawdę pomóc naszym zabytkom ludzi a nie pobierających tylko co miesiąc pensje urzędników (oczywiście nie wszyscy tak pracują). No i chyba oczywiste jest, że w tym przypadku powstanie kilkanaście nowych miejsc pracy u Generalnego Konserwatora Zabytków gdzie wysokie pensje i premie będą na porządku dziennym.

Ale czytajmy dalej.

„Istotnym rozwiązaniem, porządkującym zagadnienia przedstawione w dokumencie i uwzględnionym na każdym etapie prac, są tematy wiodące, których problematyka została poruszona w co najmniej dwóch obszarach diagnozy oraz dwóch celach szczegółowych.”

A oto tematy wiodące (chyba):

 - podniesienie sprawności i skuteczności działań organów ochrony zabytków, w tym jakości merytorycznej decyzji administracyjnych (szkolenia, standaryzacja działań, itp.),
– porządkowanie rejestru zabytków oraz stworzenie wiarygodnej metodologicznie diagnozy stanu zachowania zabytków nieruchomych (księgi rejestru A i C) – czyli w zaciszu biurowych pokoi przy komputerach sztab ludzi będzie wprowadzał po raz któryś z rzędu te same dane z
tą różnicą, że teraz w ramach nowej uchwały.

Poza tym aby chronić zabytki przewiduje się:

- zwiększenie uspołecznienia ochrony zabytków i opieki nad zabytkami; budowanie przez organy ochrony zabytków partnerskich relacji z obywatelami, jak i propagowanie postaw współodpowiedzialności społecznej za zachowanie zabytków (współpraca z mediami, wykorzystywanie mediów elektronicznych, konkursy, itp.),

 - zwiększenie zaangażowania samorządów, ze szczególnym uwzględnieniem gmin, w ochronę i opiekę nad zabytkami oraz wzmocnienie zaangażowania społecznego na rzecz ochrony zabytków, w tym propagowanie parków kulturowych (ich stanowienie jest władczą kompetencją rad gmin) jako skutecznej formy ochrony zabytków.

Tak więc jeżeli dalej jakieś zabytki będą ulegać niszczeniu będzie to wina społeczeństwa, że nie bierze udziału w konkursach oraz gmin, że ich nie zabezpiecza. A przecież chyba ogólnie wiadoma jest sytuacja gmin związana z brakiem funduszy na różne cele i przerzucanie na nią wszystkich kosztów związanych z ochroną zabytków to chyba wielkie nieporozumienie lub brak znajomości tematu. Są gminy, które już dawno zajęły by się niszczejącymi w ich rejonie zabytkami gdyby tylko było je na to stać.

Jest jeszcze taki punkt:
- wdrożenie procesów kształtowania postawy krajobrazowej wśród organów ochrony zabytków – czyli ktoś napisze jakieś wytyczne, weźmie za to kasę, wyśle się to organom konserwatorskim i można ten punkt odfajkować.

Lecz dalszy ciąg tego dokumentu pokazuje całą niekompetencję piszącego go a jest nim Sekretarz Stanu w MKiDN i Generalny Konserwator Zabytków Piotr Żuchowski. Według niego najważniejsza sprawa to aby:

„Postulowane zmiany obecnie funkcjonującego systemu organizacyjnego ochrony zabytków w Polsce powinny zmierzać w pierwszym rzędzie do zapewnienia spójnego organizacyjno-finansowego i merytorycznego nadzoru na służbami konserwatorskimi, skupionymi w ręku Generalnego Konserwatora Zabytków działającego w imieniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.”

Nie remonty, zabezpieczenia, restauracje itp. rzeczy pomagające konkretnym budowlom a zapewnienie spójnego nadzoru. To chyba jakaś kpina. I to wszystko ma się odbyć w latach 2014 – 2017 i przeznaczono na to kwotę 26,5 mln. zł., która pójdzie do kieszeni urzędników biorących udział w tym „przedsięwzięciu” aby nie napisać „szopce”.

Żadnych konkretnych rozwiązań, planów remontów, wyborów budowli itp. tylko pozorne działania, które owszem można przeprowadzać ale nie jako pierwszoplanowe i najważniejsze. Przecież one nic nie pomogą tym zabytkom, które jak najszybciej trzeba ratować od zniszczeń bo do 2017 roku wiele z nich na pewno nie dotrwa bez pomocy. Szkolenia, konkursy, zmiany organizacyjne czy tworzenie nowych wykazów nie przyczynią się do zahamowania zniszczeń, że tak to określę „w substancji zabytków”.

Czytając taki dokument widzimy podejście urzędników do tematu ochrony i chyba nie ma co liczyć na poprawę. Dla nich konkretna i fizyczna ochrona to pojęcie abstrakcyjne i nie ma się co łudzić, że to ulegnie kiedyś zmianie.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków

 

Tak dbamy o cudze

10 sty

W większości jesteśmy narodem, który z reguły nie dba o cudzą własność. Potrafimy bezmyślnie niszczyć to co do nas nie należy lecz bólu głowy z tego powodu nie mamy. Mało tego – nawet się nad tym dłużej nie zastanawiamy. Nie zrobiliśmy przecież nic takiego czego nie robią inni a skoro robią to inny to i ja też mogę. Na zabytkowej budowli mogę wyryć lub sprayem namalować jakiś napis (przecież jest ich tutaj już wiele), mogę odłupać kawałek tynku, wziąć cegłę na pamiątkę (sprzątam zaniedbaną budowlę), wyrzucić śmieci. Gorzej gdy ktoś wpadnie na pomysł aby część budowli „posprzątać” w większej skali nie pytając nikogo o zgodę. Znikają różne architektoniczne elementy, rzeźby, portale czy nawet cegły. Na jednym internetowym portali było ogłoszenie o sprzedaniu kilku palet starych cegieł pochodzących z jakiegoś dworku. A nie można byłoby ich wykorzystać do jego remontu? Pewnie nie bo i po budynku nie pozostał przypuszczalnie żaden ślad. I tak znikają nasze stare budowle, rozpadają się na naszych oczach a my nie robimy nic bo to nie nasze. Dziwię się tylko tym, że mamy pretensje gdy ktoś zniszczy coś naszego. A przecież dla innych nasze to cudze. I kółko się zamknęło.
Ale takie podejście do sprawy mamy chyba w genach. Przytoczę niżej fragment pozwu jaki złożył Franciszek Lewoczyński, miecznik przemyski, właściciel zamku w Buczaczu  w roku 1661 przeciwko dzierżawcy tej warowni  a dotyczący zniszczeń i zaniedbań jakie zaszły podczas jego użytkowania.

»Brama do zamku _ czytamy – w baszcie, do ktorej most z przygrodka prawie zgniły, zwod w bramie i brama sama we wszystkiem strupieszała, sama zaś baszta we trzech miejscach do połowicy nadrysowała się, pod zwodem gnojem rów zarzucony równo z ziemią. Wszedłszy w bramę ku dziedzińcowi na strzelnicę położone kładzie ze wszystkim zgniłe. Brama do dziedzińca zamkowego ze wszytkim opadła i drzewo pogniło. Wszedłszy w dziedziniec idąc do pokojów, które ku miastu i ku Skomoryszy jako stołowa izba leżą, naprzód w izbie stołowej ze wszytkim wierzch upadł, także i dachu i powały żadnej ani tramu żadnego nie masz, pod izbą stołową piekarnie, w której tramy pogniły i pozawalały się, piec piekarniany z gruntu rozwalony i wszytko gnojem zarzucone i zeszpecone. Z tej izby stołowej pokój, w którym i dachy, tramy i powała cale zgniła i wpadła, gnoju sroga rzecz, piec zbity, fundament wyrzucony, okien dwie potłuczonych i z gruntu zepsowanych. Z tego pokoju w baszcie od miasta dach i powała z tramami zgniła i upadła, w które komin wszystek wyrzucony, okna potłuczone, których cztery, dziury na wskróś muru poprzebijane, kamienie, w których drzwi bywali, powywalane i popsowane. Z tego pokoju, który od stołowej izby idzie na prawą rękę idąc, pokój wielki, w którym dach zrzucony, powała i tramy nadgniły, aż podpierane zestawiono, okien cztery potłuczonych, piec rozwalony z fundamentem i kamienie popsowane, we drzwiach progi i kamienie powywalane i popsowane, gnoju w pas. Z tego pokoju na zwód okna, na którym dachu trochy zostawa, ale gontów mało co i krokwie połamane, tramy nadgnite, deszczki na powale powybierane, gnoju w pas i muru sztuka wypadła od bramy zewnatrz. Pod tymi pokojami sklepy i piwnice, naprzód pod tym pokojem, który w baszcie, sklep niesklepiony z tramami, które popodpierane, bo w pół prawie pognite, gnoju na chłopa, kamienie ze drzwi powywalane. Pod tym pokojem, do którego z stołowej izby chodzą, sklep także niesklepiony na tramach, także zgnite, tramy popodpierane, gnoju na chłopa, drzwi powywalane. Pod tym pokojem, który z stołowej izby idąc na prawą rękę, sklep sklepiony, którego sklepienie nadwerężone, kiedy deszcz, to ciecze. Z tego pokoju pokój, pod którym sklep sklepiony także gdy deszcz ciecze i bardziej od wszytkich nadwerężony. Pod tym pokojem, którego okna na zwód, sklep, z którego łaźnia bywała. Do tych pokojów schody pogniłe popsowane, ganek, którym chodzono do tych pokojów wszytek zrzucony. Z dziedzińca szyja do piwnic, do których schody wszytkie popsowano drewniane, pod których budowaniem wszystkim piwnic cztery, wszytkie gnojem zawalone, z jednej piwnicy loch z skały kowany na beczek sześć, pełno w nim wody. Z tego budowania na prawą rękę pokój, który skarbcem zowią, okna w drewno oprawne proste, piec biały gliną pomazany, drzwi ale z drzewa dach nad nim zły podziurawiony. Pod tym pokojem albo skarbcem studnia zawalona, zeszpecona i zasmrodzona, czymbrowanie wszytko zawalone, koryta porąbane. Koło, którym wodę ciągną, zepsowane bez czopów, linwa zgniła i krótka, drzwi do tej studni nie masz i okien. Przez ten pokój albo skarbiec ganek jest do pokoju wielkiego i drugiego pod jednym dachem na tej stronie od Janowa, na którym ganku zgniłe drzewo, tylko po murze chodzą, W izbie schody złe, okien nie masz, piec białą glina mazany zły, drzwi dwoje, oboje złe, komin wielki bez drzwi. Z tego pokoju pokoik mały, okna złe, piec biały gliną mazany, w murze dziura na wskróś przebita. Nad tymi pokojami strych wielki wszytek zepsowany, w dachu dziur pełno, schody do niego zło. Dach nad tymi pokojami zły, pod tymi pokojami sklepów dwa na tramach, też sklepienia gnojem zarzucone, do tych pokojów drugie schody z gankiem, wszytkie złe, drzewo pogniło, dach wszytek dziurawy podparte, żeby się nie obalił. Podle tych pokojów budynek z gliny lepiony, w którym nieboszczka Jej Mość Pani Sienińska mieszkała, wszytek z gliny, w którym izb dwie i piekarniczka z wołoskim piecem, w której wszytkie rozwalone i poodpadałe ściany, dach wszytek zły zgniły słomą poszyty. Baszta od Janowa wierzchu nie ma, piętro od góry zgniłe i całego nie masz, drugie całe nadgniło, tramy podpierane prędko ultima mina, trzecie piętro na dole wszytko gnojem zalazło i zeszpecone. Na basztę na te schody złe i kamienic z nich popsowane, strzelnica jeszcze niżej wszytka gnojem zawalona. Od tej baszty jest przechod do drugiej baszty od Skomoroszy; tam idąc żadnego przykrycia nie mają mury wierzchnie ani też idąc żadnego flanku, ale całe słotą powywalane dziury. Ta baszta od Skomoroszy wierzchu nie ma, schody do niej powywalane, na wierzch to jest na pierwsze piętro do góry drugiego piętra tramy i powala całe nadgniła, podporami ujęta, ullíma ‚mina i tej powale prędko, do tego piętra schodów nie masz. Trzecie piętro niżej gnojem zawalone także ultímam minam sapít, bo bez te wszytkie ciecze, nisko strzelnice wszytkie zawalone. Od tej baszty po murze żadnego flanku nie masz, mur przez słotę nie w jednym miejscu wywalony. Ten mur kończy się u stołowej izby wyżej mianowanej, przy której kuchnia bywała, tej nie masz jedno izba kuchenna, cale zgniła stoi i dach nad nią zgnity.

Armata. Hakownic siedm, łoża popsowane, rury pordzewiałe, zapały wielkie bez korków; śmigownica jedna od śruby rezerwana. Działo jedno spiżowe, w którym zapał jako gołębie jajo tak wielki bez łoża. Sztuk strzelby sześć na półtora łokcia długiej, bez łóż trzy, W łożach trzy, ale złych. Muszkietów lontowych wszytkich opędzonych cztery. Organki, w których rur muszkietowych sześć. Rury spiżowe jedne.

In reliquo zamek  wszytek zagnojony, że na niektórych miejscach w pas gnoju. Żadnych ław, stołów, drzwi stolarskiej roboty, zydlów i innego appartamentu domowego nie masz. Ze wszytkiego zamku tam intus quam extra, tynkowanie wapienne poodpadało, przez co słoty od kilkunastu lat szkodę wielką w murach poczynili i sztukami na różnych miejscach muru powypadało. Piekarnia między basztą skomerowską a między janowską prawie wszytka zgniła.«


Takich przypadków zaniedbań i zniszczeń w tamtym okresie było bardzo wiele. Dzierżawiący takie budowle nie martwili się o ich stan gdyż to nie była ich własność. Zniszczyło się jedno pomieszczenie przechodzili do następnego a zwracany potem obiekt przedstawiał „obraz nędzy i rozpaczy”. I prawdopodobnie nie ponosili tacy dzierżawcy żadnych konsekwencji gdyż nie sposób było zmusić ich do naprawy a i sądy nie były zbyt szybkie w rozpatrywaniu spraw (skąd my to znamy?).
Były także i takie przypadki gdzie długo budowany zamek z jednej strony się rozrastał a druga strona potrzebowała już szybkiego remontu. Zazwyczaj spowodowane było to nieszczelnym dachem, przez który lejąca się do środka woda powodowała duże zniszczenia.
I pomyśleć jakim bylibyśmy pięknym narodem gdyby nasi przodkowie oprócz takich cech jak umiłowanie wolności czy waleczności nie pozostawili wielu innych  lecz negatywnych, które obecnie przeważają. Wieczne narzekanie, prywata, nie szanowanie cudzej własności i poglądów, wyśmiewanie i obrażanie drugich i jeszcze kilka i innych, których prawie każdy może podać a najdziwniejsze jest to, że żadna z nich nas samych nigdy nie dotyczy.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Kresy, Ochrona zabytków

 

Poszukajmy drugiego Owsiaka.

12 sie

Obcokrajowiec czytający różne artykuły, blogi czy fora gdzie podnoszony jest temat braku ochrony zabytków w naszym kraju zastanawia się pewnie co to też za unikaty muszą mieć Polacy, że tak walczą o ich ochronę. Spieszę więc wyjaśnić, że nie mamy nic innego niż inne państwa. Stare zamki, pałace, dwory, kamienice, kościoły, cmentarze, kaplice i jeszcze wiele innych ruchomych i nieruchomych „staroci” lecz ich stan jest niestety zdecydowanie inny nich w pozostałych krajach. Inne jest także podejście naszego społeczeństwa do zagadnienia własności państwowej czy historycznej. Cały czas panuje w narodzie przekonanie, że państwowe to niczyje więc można bezkarnie niszczyć. U nas nie przetrwa nic co nie jest pieczołowicie pilnowane a i to nie zawsze uda się ochronić. Postawiona przy ruinie zamku lub pałacu tabliczka informacyjna opisująca jego historię a nie będąca pilnowana przetrwa góra tydzień. W najlepszym przypadku zostanie zamalowana sprayem, w najgorszym w ogóle zniknie. Na zachodzie takie tabliczki stoją latami i jedynie czas potrafi je uszkodzić. Nawet ta rozwydrzona i bezstresowo wychowywana młodzież ma dla nich poszanowanie. U nas nie do pomyślenia.

Istnieje przekonanie, że tylko bardzo duże pieniądze są w stanie coś zmienić i chronić te budowle. Jest to po części prawda lecz jest jeszcze coś innego, może nawet ważniejszego od pieniędzy – a mianowicie chęci. Chęci tych co odpowiadają za powierzone im mienie. My wszyscy, którzy z taką determinacją usiłujemy walczyć i pokazywać ogrom zniszczeń w odziedziczonej spuściźnie jesteśmy realistami i zdajemy sobie sprawę z tego, że nie wszystko można uratować przy określonym budżecie państwowym, gminnym czy prywatnym. Ale na Boga, zwracam się tu do urzędników, pokażcie, że oprócz pisania szablonowych listów i odpowiedzi potraficie a co najważniejsze macie chęci coś zmienić. Nie wymagamy od razu wyremontowania czy odbudowania całego założenia. Przecież przy dużo mniejszych kosztach można starać się chociaż skutecznie zabezpieczyć budynek i nie piszę tu o ogrodzeniu go siatką lub płotem czy do założenia tabliczki z napisem „Grozi zawaleniem. Wstęp wzbroniony”. Bo chyba każdy zdaje sobie sprawę z nie skuteczności takiego działania zwłaszcza gdy dotyczy to nas Polaków. Dla nas zakazy są zawsze do łamania i nie ma siły aby to zmienić.

Zabezpieczmy więc budowlę tak jak pozwala na to jej stan, posprzątajmy wokół śmieci, wykarczujmy krzaki i samosiejki, skośmy trawę a ukazać się może naszym oczom zupełnie inny budynek. I nie trzeba do tego wielkich pieniędzy tylko CHĘCI. Może znaleźli by się i ochotnicy do takich prac. Jak miło i pięknie można by spędzić kilka dni pod namiotem, dniem uprzątając teren, wieczorami ognisko, gitara a może tubylcze duchy nocą także dały swój koncert. Ot taki utopijny, wakacyjny obrazek.

Jednak aby go zrealizować przydałby się nam taki drugi Jurek Owsiak, który jakby go nie krytykować czy psioczyć (taka nasza następna wada) potrafił zdopingować miliony Polaków do pomocy służbie zdrowia a tym samym sobie. Wiem, że temat trochę inny, bardziej przemawiający niż stare budowle ale przy podobnej organizacji też można by coś zadziałać. Lecz aby móc coś takiego stworzyć potrzebni byliby ludzie, którzy nie będą patrzyć ile i co z tego będą mieli ale jak to wszystko zorganizować, powiązać, nagłośnić itp. itd. Tylko  ogólnokrajowa akcja może przynieść jakąś poprawę losu naszych zabytków. Na urzędników zamkniętych w swoich pokojach i głowach chyba nie mamy co liczyć. Lecz czy możemy liczyć na siebie? Ewentualne komentarze pokażą.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków

 

Mijają lata a my pozostajemy bez zmian

29 lip

Patrząc na naszą historię możemy dojść do wniosku, że jesteśmy bardzo dziwnym i chyba jedynym w swoim rodzaju narodem, u którego są same sprzeczności, brak konsekwencji i nieumiejętność wyciągania wniosków z różnych dziejowych (i nie tylko) przypadków. Tak miłujemy wolność i niepodległość, że potrafiliśmy wielokrotnie wzniecać różne powstania mimo, że z góry działania te były skazane na niepowodzenie. W trudnych dla kraju chwilach potrafimy się zjednoczyć aby później wszystkie osiągnięcia zniweczyć. Jesteśmy cały czas zapatrzeni na tzw. Zachód lecz nie potrafimy brać od nich tego co dobre i sprawdzone lecz wymyślamy swoje „nowości”, które z czasem okazują się „niewypałami”. Chcemy demokracji lecz nie umiemy iść na ustępstwa gdyż to zawsze MY mamy rację. Zazdrościmy prawie wszystkiego czego nie mamy innym ale sami nie dążymy do osiągnięcia tego lecz czekamy aż ktoś to zrobi za nas. Na wszystko narzekamy. Wszystkie te wady najlepiej widać gdy jesteśmy poza granicami naszego kraju. Zamiast sobie pomagać i współdziałać tak jak to robią inne narody my postępujemy względem siebie jak najgorsi wrogowie. A przecież inni w XIX wieku tak o nas pisali: „Kiedy mówi się o cnotach narodu polskiego w czasach dawnych, często przypomina się Sparta sama. Kiedy ma się przed oczyma dzielność w obronie kraju, to trzeba wiedzieć, iż kraj ów był największym w Europie! „. Czy to już naprawdę tylko historia?

Można powiedzieć, że od bardzo dawna mamy „kompleks Niemców”. Prawie bezustannie przewijali się oni przez naszą historię i głównie walczyliśmy z nimi niż współdziałali. Przy naszym charakterze powinniśmy ich nienawidzić i tak też się stało zaraz po drugiej wojnie światowej. Spowodowane to było jednak okrucieństwem Niemców podczas tej wojny a nie wcześniejszymi działaniami.

Kilka lat po uzyskaniu niepodległości, około 1930 roku prof. Jan Sas Zubrzycki tak pisze „Polakowi się zdaje istotnie, iż na polu wiedzy i szkoły słońce jedynie wschodzi i zachodzi od Berlina. Jeżeli która tylko książka może mieć powodzenie w Polsce, to z pewnością ta w języku niemieckim przystosowana do światopoglądu niemieckiego. Wobec tego książka polska schodzi do nicości, z którą nikt się nie liczy. Gdyby atoli nawet tak było po prawdzie, że jedynie dzieła teutońskie zawierają pewniki, to dlaczegoż nie wydobywamy z nich korzyści, jakie w oczy biją? ”
I dalej czytamy – ” . . . Nieszczęście całe, że oko Polaka nie może dojrzeć wątku rodzimego, gdyż ma wzrok zapatrzony na zachód i dlatego niczego nie uznaje, co się nie mieści w książce niemieckiej. A ponieważ nauka niemiecka zagarnęła wszystko w linji najpierwszej to, co było własnością Sławjan ujarzmionych, dlatego my niczego nie zdołamy sobie przypisać.”
Czyż nie podobnie ma się dzisiejsza sytuacja tylko rozszerzona o inne kraje?

Pamiętamy pewnie ze szkoły (osoby starsze na pewno) z lekcji historii o tym jak pod zaborem pruskim walczono o Polskość. Pomimo zakazów i późniejszych represji mówiono i uczono w szkołach i poza nimi w języku polskim. Starano się polskim dzieciom wpoić kim są i z jakiego kraju pochodzą. I oto po uzyskaniu niepodległości mamy zadziwiający zwrot.
„Matka-Polka uczyła dziecko pacierza; aby Bóg dał mu zdrowie, rozum, pamięć i naukę! I istotnie pokoleniom w Polsce niczego tak nie potrzeba, jak z d r o w i a nie ze sportów, lecz z porządku przyrodzonego, jak r o z u m u nie z czytanek obcych, ale objawionego jasnowidzeniem, jak p a m i ę c i nie na rzeczy najgłupsze, lecz wielkości naszej ojczystej, jak n a u k i nie wedle oczernienia nienawistnego, ale z duszy i z ducha naszej przeszłości własnej. Zdrowie obrócono tylko na zmysły i mięśnie, r o z u m ograniczono  bezdusznością jałową urzędową – dalej p a m i ę ć skierowano tylko w stronę dogadzania ciału  a  z   n a u k i  uczyniono broń wedle potrzeb polityki.”

Oto inny przykład, który dotrwał do naszych czasów i z roku na rok ma się coraz lepiej.
 ”Patrzmy, do jakiego to stopnia przemoc obca nad nami, kiedy my jedno ze zwycięstw największych na świecie nazywamy brzmieniem teutońskiem: G r u n w a l d. Polska nie może nie głosić Niemców nawet wtedy, kiedy opiewać zamierza doniosłość ducha narodowego w pokonaniu gadu krzyżackiego, który pod pokrywką krzyża Chrystusowego uczynił z Malborku siedzibę nie pokory i usłużności, lecz jaskinię pychy rozwielmożnionej i wyuzdania zmysłowego. Gdy Naród polski nie mógł już cierpieć dłużej tych okrucieństw, w których krzyżak porywał brankę przepiękną, aby ją sobie na siodle usadowić i z nią do klasztoru uciekać, lub w których on rabował dwory j zamki, aby kielichami złotymi spełniać pijatyki bezbożne, odparł zaborcę i pokonał go pod wioską zwaną D ą b r ó w n ą i pod przysiołkiem R u d ą albo J o d ł o w n i k. Tego atoli nie wolno tak językiem macierzystym nazywać, albowiem szkoła nauczyła pokolenia nasze wołać, iż największe zwycięstwo polskie musi koniecznie opiewać moc Niemców, bo to G r u n w a l d  i T a n n e n b e r g !…”
„..A kto usiłowałby podtrzymać nazwy D ą b r ó w n a lub J o d ł o w n i k, ten jest obłąkańcem, wszak ostoja mądrości polskiej popiera przypuszczenia, że tu na Pomorzu były
pustki i martwoty odludne. Dopiero koloniści niemieccy przynieśli za krzyżakami sztukę, naukę, dobrobyt i ogładę…”
„… Dziecko polskie w szkole tak się osłucha tą hałaśliwością niemiecką, że na życie całe pozostaje mu w wyobraźni przekonanie jedno i jedyne, wedle którego nic w Polsce obyć się nie może bez dobrodziejstwa ze strony Teutonów. Polak sam najpotworniej wyśmieje tego, ktoby porwał się na śmiałość wołania, że zwycięstwo pod Dąbrówną i pod Jodłownikiem każe twierdzić o zapełnieniu tych stron tubylcami, należącymi do szczepu sławjańskiego. Wręcz odwrotnie, dzieło naukowe polskie musi obębniać rzecz tak, aby pokolenia młode myślały o krzywdzie, jaką to my Polacy uczynili zaborcom, wypierając ich z Pomorza całego. Możesz ty Polaku mówić o jeziorze Dąbrowskiem, lecz Dąbrówna sama zakazana, bo ona musi być Grunwaldem. I my mówimy, że w rocie nie powinniśmy dziś śpiewać, jakoby nam N i e m i e c  p l w a ł  w  o c z y !… A tymczasem p l w a !  Grunwald i Grunwald po niemiecku mówi jasno, iż pokonanie wojska w r. 1410 to co innego a wszechwładztwo teutońskie nad Polską to znowu co innego. To ostatnie nie do pokonania ! .. ”
„To zatem co dziecko wynosi z domu, nie zgadza się całkowicie z tem, co ono dostaje w szkole. Oto klęska najstraszniejsza Polski !. . . Szkoła środkiem do wynarodowienia, iżby od dzieciństwa młodzież nie tak się kształciła, jak tego pożądałby duch Ojczyzny, ale tak, jak rozkazuje wiedza urzędowa o systemie niemieckim…”
„Zgadza się to wszystko z całą uczonością polską, nawet najwyższą, po uczelniach i środowiskach umiejętności głoszoną i z powodów tych zawładnęła nami rzekoma prawda
najsromotniejsza dla Ojczyzny naszej, jakoby Polska nigdy na nic własnego zdobyć się nie mogła i nie umiała. Wszystko u nas nosi piętno jałmużnictwa najnędzniejszego, bo wszystko braliśmy z dobrodziejstw cudzych. Wszystko co mamy, to obraz żebractwa, skazanego na oczekiwanie przypadkowości, z której to strony i przez jaki naród sąsiedni spadną nam okruszyny dla nakarmienia głodu naszego. Co najwartościowszego to sztuka i kultura w Polsce wedle nauki polskiej nie posiada zgoła nic własnego, nic swoistego…”
I ostatni już cytat dotyczący tego tematu:  „Chcąc trafić do przekonania Polaka, należałoby dzieła  wydać w Berlinie w języku niemieckim. Wtedy Akademja Umiejętności uczyniłaby wzmiankę o nich, a rodak zrozumiałby może, o co tu chodzi…”

Czy po upływie ponad osiemdziesięciu lat od czasu wydania tej książki wiele się u nas zmieniło? Odpowiedź pozostawiam czytającym.

Ale może ktoś zadać pytanie co to ma wspólnego z tematem tego bloga, z zamkami, zabytkami. Otóż potraktujmy to jako trochę przydługi wstęp lub dość szeroki margines.
Otóż w książce tej jest także mowa o tym jak podchodzimy do tematu zabytków. Najgorsze jest to, że pomimo upływu tylu lat słowa te są cały czas aktualne.
„Opieka nad zabytkami przeszłości urzęduje dzisiaj jedynie z taką myślą, aby każdy odruch teraźniejszości nie przypominał Broń Boże przeszłości. Jest to dla ducha Polski i dla pomników sztuki polskiej cios równający się klątwie o pomstę wołającej. Dzieje się tak,
że tłumi dziś każde odnowienie ż y c i a zabytku „.
„Burzenie pomników i obracanie ich na ślady dla bezmyślności postępowej, drogą urzędowania suchotniczego, to cel pomagający w niszczeniu prawdy przeszłości oraz
w oczernianiu przeszłości. Wszystko było dotychczas najgorszem i najbłędniejszem. Najlepsze ma być pogodzenie się ze „z ł e m”, aby kultura zachodu z całą grozą zastępów zgorszenia i upadku pokryła narodowość naszą plemienną rozkładem i zgnilizną.”
Mocne słowa ale jakże prawdziwe i wciąż aktualne.

Czy wiecie może dlaczego panujący u nas po drugiej wojnie światowej komunizm nie przywiązywał wielkiej roli do zabytków? Otóż gdyby nakazano nam je zniszczyć, znając naszą przewrotność i nieposłuszeństwo dzisiaj byłyby w kwitnącym stanie. Nie zwracając na nie większej uwagi doprowadzono to tego, że sami je niszczyliśmy myśląc, że walczymy z niechcianym ustrojem.

Na koniec przytoczę jeszcze kilka cytatów z tejże książki, które do dzisiaj są aktualne. Może nie dotyczą one bezpośrednio ochrony zabytków lecz ukazują jak my podchodzimy do NASZEJ historii a więc i starych budowli.

„Żyjemy w czasach, kiedy u nas popłaca na polu każdem szukanie tylko nowości z obczyzną, byle nic nigdzie nie przypomnąć coś „p o l s k i e g o”. W pojęciach, wyniesionych ze szkół niższych i najwyższych, ustala się przekonanie, jakoby polskość zasadniczo w ten sposób u nas się objawiała, iżby nikt niczem jej nie dotykał i zgoła nie objawiał. Zasługi na polu naukowem u nas tem są większe, im więcej mądrości naniesie ktoś z zagranicy, z kończyn ziemi najdalszych. Ten dziennik jest najpoczytniejszy, który najwięcej zaleca pokarmu cudzoziemskiego i najsławniejsze powieści ze wszystkich języków świata podaje. Zdobycz naukowa w Polsce obraca się wiecznie około szukania wpływów, a im więcej ich kto znajdzie i im silniej je udowodni, tem owocność poglądów ma być zbawienniejszą. Strojów ludowych i narodowych nikt się nie poważa dzisiaj u nas wprowadzać, albowiem nie czujemy się na siłach najmniejszych, by okazać, że nie stajemy się już papugą wśród narodów i małpą o skłonnościach czysto zwierzęcych. Na polu sztuki i zdobnictwa stosowanego znalazło to wszystko swój wyraz najdoskonalszy w opiece urzędowej (przez urzęda konserwatorskie i rady artystyczne) – w opiece, która nie pozwala nikomu na objaw najmniejszy, jaki by ośmielić się chciał dla przypomnienia swojskości i rodzimości. Kwiat twórczości we wszelkich dziedzinach piękna (w powieściach, wierszach, teatrze i tańcach) skazany drogą niewolniczą na powtarzanie bezmyślności z dala naniesionej, z odrazą uprzedzoną względem pierwiastków własnych, których pokolenia dojrzeć zgoła nie mogą w toni oczernienia i sponiewierania.”

„Polska oderwała się już całkowicie od pnia ojczystego, swojego własnego, tudzież zapomniała o u d u c h o w n i e n i u najwyższem, macierzystym, będącem treścią Narodu lęchickiego. Podleganie odwieczne a ciągłe kulturze zachodniej uczyniło z nas przemieńców, którzy w oszołomieniu pod wpływem wódki i tytoniu zatracili przytomność trzeźwą i zgubili pamięć własną. Mądrość z ciała, a dziś z żelaza, wyłącznie tylko dla dogodzenia wygodzie cielesnej i wymaganiom zmysłu tak Polskę porwała, że niema już Ona zdolności pojmowania swojej własnej Myśli Przewodniej. Nie tylko Polak nie przejmuje się już wiarą w Przewodnictwo nasze, nie tylko nie chce nawet słyszeć o Posłannictwie na tej drodze sławy, lecz o zgrozo ! staje się wrogiem sam sobie ostrzejszym od nieprzyjaciela rzeczywistego i rzuca się i pieni się, gdy mu kto wspomni cośkolwiek o Pielgrzymstwie Polski ! Biedny naród taki, zaiście najbiedniejszy, który niepamięcią nakrywa wieszczenia proroków swoich, tych wróżbiarzy jasnowidzących, godnych modlitwy. Rzucanie się w objęcia „k u l t u r y  z a c h o d n i e j” ma skutek taki, że nienawidzimy przeszłości swojej własnej i co najnieszczęśliwsze, oczerniamy ją przekręcaniem na najgorsze, depcemy, plujemy i odtrącamy !. .”

„Niema narodu, któryby nie był szowinistyczny i fanatyczny. – W Polsce wolno być wyznawcą szowinizmu niemieckiego i amerykańskiego, lecz nie wolno być szowinistą polskim. Jest to hańba najsromotniejsza, która nie dopuszcza obrony najmniejszej niczego, co tylko zbliża się do polskości.”

 ”. . . Niedarmo jenerał Dąbrowski wołał nad grobem do narodu, ż e b y  s i ę  p o z n a ł  n a  s o b i e !” (Wojna w Polsce  –  Paszkowski Józef str. 8.) Niestety ! z boleścią wyznać to przychodzi, że nie chce naród polski poznać siebie i poznać się sam na sobie. Łudzimy się wszystkiem o tyle, o ile wszystko przypisać możemy wszystkim a zgoła nic sobie !.”

„Nastało zobojętnienie i zapomnienie. Pamięć o sprawach narodowych zaginęła a przytomność sumienia zdrowego i boskiego przepadła. Dobrze i sprawiedliwie woła Karol Ujejski w Skargach Jeremiego, że c z t e r y  m i e c z e zabójcze niszczą Polskość świętą:
- Nasza „Pycha” i „Prywata”
I „Lenistwo” i „Obczyzna!” -
Prąd cielesności i zmysłowości zagłuszył uduchowienie i wzniosłość Polski. Pieniądz i wygoda wśród maszyn najprzeróżniejszych wywyższyły samolubstwo, a miłość Ojczyzny uśmierciły doszczętnie. Lenistwo duchowe większe, jak próżniactwo na polu powołania do pracy, każe nam zadawalniać się wyrokami nauki obcej, albowiem O b c z y z n a dla  Polaka od dawna celem najdroższym.”

„W Polsce trzeba wszystko mierzyć nie na stopę krawca i szewca, lecz na stopę wielkości natchnień świętych i zapałów wielko-narodowych.”

„Wedle Skargi Polska nie zdobędzie się już nigdy na taką Ojczyznę drugą, aby w Niej była taka sława i o z d o b n ość taka, jaką wyrobiły podstawowo czasy średniowieczne. Żyły one duchowością szczególnie jasną i ta duchowość nakazywała wołanie żywe a ciągłe, by kamienie i cegły co krok i co chwila podsuwały m y ś l i  P r z e w o d n i e, zacne, anielskie i jasnowidzące.”

„Było zło i dobro. A dziś niema ani zła, ani dobra. Jest rzeczywistość i wydzieranie wzajemne posiadania, aby rozum poszedł na usługi bez wyrazu i dlatego spryt głuchy a ciemny stanowi dziś o wszystkiem. Kopanie w piłkę nożną podsyca zazdrość bez celu innego jak tylko w imię samolubstwa zachowawczego, powiedzmy jasno ź w i e r z ę c e g o. Złoczyńcę i mordercę uniewinniają stanem chorobliwym – a zatem ani dobro ani zło nie mają żadnej wartości czynu, z woli człowieka wypływającego. Zło i dobro mają być wynikiem stanu koniecznego. A człowieka nie wolno karać za przestępstwa, ni nie należy przypisywać mu zasług w dążeniu jakiemś ku cnocie. Nie potrzeba serca ani sumienia, bo czynniki owe dają się doskonale zastąpić pedagogiką, logiką, psychologią i metafizyką. Choć nikt nie rozumie tych określeń prawdziwie po ludzku — chętnie uspakajamy się szumem wyrazów obcych w dziedzinach wszystkich.
Człowiek dzisiejszy postępowy nie uznaje ducha i z przyczyny tej przysięga n. p. ślubna niema zgoła znaczenia żadnego. Łamie się ją tylko dla dogodzenia pożądliwościom najciemniejszym.”

Trochę chyba przesadziłem z tymi cytatami ale myślę, że nie straciły one do tej pory nic ze swojej prawdziwości pomimo upływu tylu lat i różnych przemian dziejowych. Polak jednak w swoich przywarach jest bardzo stały i niereformowalny.

 

Tekst oparty na książce Jan Sasa Zubrzyckiego – „Dwa zamki polskie w Malborku w rocznicę dziesiąta odzyskania Pomorza” wydaną w 1930 roku.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków

 

Zabytek kontra urzędnik

28 maj

  Słowo „zabytek’ w naszym słownictwie po raz pierwszy występuje w XIX wieku. „Ochrona zabytków” – trochę później. Można powiedzieć – szkoda, bo wtedy prawdopodobnie mielibyśmy o wiele więcej starych budowli takich jak np. zamki. Bo właśnie one pozostawiane przez swoich właścicieli, popadające w ruinę najczęściej służyły za źródło materiału budowlanego dla innych obiektów. Nikt nie zastanawiał się na tym aby zachować te stare budowle dla potomnych. Liczyła się chwila obecna. A szkoda. Może takie przyszłościowe myślenie przetrwało by w narodzie do dzisiaj tak jak nasza „ułańska fantazja” czy „szlachecka samowola”. Nie mieliśmy szczęścia do osób odpowiedzialnych za nasze stare budowle a najgorsze jest to, że taki stan rzeczy przetrwał do dzisiaj. Podczas rozbiorów Polski zaborca chcąc pozbyć się ewentualnych miejsc oporu niszczył warownie czy miejskie mury obronne i to wydaje się logiczne patrząc z jego punktu widzenia. Natomiast to, że my sami pozwalaliśmy na takie działania jest dla mnie niezrozumiałe i dziwne. Walczyliśmy latami o niepodległość niszcząc zarazem relikty naszej przeszłości. Ale najdziwniejsze a może należałoby napisać najgorsze to to, że o pozostawienie starej zabytkowej budowli walczą zwykli obywatele z tymi, którzy niejako z urzędu powinni o nie dbać i je chronić. Osoby te są bardzo odporne na wszelkie argumenty przemawiające za ochroną takiej budowli.

Czy wiecie może, że najbardziej chyba znana brama w Polsce – Brama Floriańska w Krakowie mogła zostać wyburzona wraz z pozostałą resztą murów podczas porządkowania miasta w 1816 roku?  Przytaczam tu fragment z mojej strony o Krakowie mówiący właśnie o tym fakcie.

-Rząd Rzeczypospolitej Krakowskiej zajął się uporządkowaniem gruzów po zburzonych murach fortyfikacyjnych. Wypadało więc wyrównać doły, zasypać fosy i rowy. Duch porządku i czystości zapanował w Senacie rządzącym wolnego m. Krakowa i mania burzenia wszystkiego co stare opanowała to ciało. Padł pod uderzeniem kilofów starożytny ratusz na Rynku, ofiarą porządku miały paść także i te trzy baszty, które jeszcze ocalały. Uratował je senator Feliks Radwański. Nie mogąc trafić innym argumentem do przekonania panów senatorów uciekł się do środka, którym wstrzymał zamierzone zburzenie tych baszt. Oto oświadczył, że brama Floriańska ze względów higienicznych nie może być zniesioną, gdyż zasłania ona miasto od wielkich przeciągów, wiatrów, kurzawy i zadymek. Ten argument przekonał pp. senatorów i baszty zostawili. Urosło stąd przysłowie że Radwański wiatrem zatrzymał walącą się już bramę Floriańską. –

Cała treść tego memorandum jest na stronie o Krakowie (
http://www.starykrakow.com.pl
– dział „Ciekawostki”).

 

   Od tej chwili minęło prawie 200 lat a nasi „kochani” włodarze nie wiele się zmienili. Zwykli ludzie wysyłają do nich pisma z prośbami, apelami czy wbrew żądaniami o jak najszybszą interwencję w sprawie niszczejącego zabytku a w zamian otrzymują lakoniczną odpowiedź, prawie identyczną, niezależnie od urzędu czy miejscowości gdzie była ona adresowana. O ich treści pisałem w poście z 27 grudnia pt. „Podsumowanie” (dział „Różne akcje”). I to teraz piszący do nich ludzie powołują się na ustawy, paragrafy i artykuły, w myśl których powinni oni działać. Bo chyba nie ma innej drogi dotarcia do urzędnika jak pokazanie mu konkretnego przepisu, pod który jego praca podlega. Wcześniej to ich pisma naszpikowane były różnymi paragrafami i ustawami, które zajmowały niemal całą stronę a sama odpowiedź to tylko jedno zdanie. Teraz pomału to się zmienia, oby na lepsze ale nie dla korespondencji a dla sprawy.
    Równocześnie chcę zaznaczyć, że nie wszyscy urzędnicy są niesolidni czy aroganccy ale ta mniejszość niestety wyrabia opinie o reszcie, która właśnie tak jest postrzegana. Prawie każdy z nas miał do czynienia z nieuprzejmym pracownikiem jakiegoś urzędu a złe doświadczenie pozostaje na długo w pamięci. O dobrym szybko zapominamy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że takie narzekanie na urzędników staje się już nudne i bezprzedmiotowe gdyż i tak nie wpłynie na ich prace ale jak to mówią „nóż się w kieszeni otwiera” gdy prawie codziennie przeczytać można o zniszczonym, zburzonym, zawalonym czy rozebranym zabytku a odpowiedzialna za to osoba nie ma sobie nic do zarzucenia. Nie są wyciągane wobec niej żadne konsekwencje ani w pracy ani prawne. Można odnieść wrażenie, że ci ludzie są bezkarni a zniszczone dobra niczyje. Ciekawym czy tak samo podeszliby do sprawy gdyby to ich dom ulegał zniszczeniu? Czy czekaliby aż się rozleci i wybudowali nowy, czy raczej przystąpili do remontu? Ale to jest MOJE. NASZE mnie nie interesuje.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ochrona zabytków

 

Najwyższy czas na zmiany w ochronie zabytków.

21 kwi
Przeczytałem niedawno artykuł mówiący o tym, że władze Wałbrzycha szukają jak to ładnie nazwano „operatora w formule koncesji” dla zamku w Książu. A tak w języku dla wszystkich zrozumiałym szukają „jelenia”, który za nich odwali całą robotę, do kasy gminnej dorzuci niemałego grosza, sam zainwestuje w interes a gdy się to już wszystko rozkręci władze znajdą powód aby się z nim rozstać. Bo to niestety tak u nas wygląda.
I tutaj nachodzi mnie taka myśl. Dlaczego nie stworzyć organizacji niezależnej od rządu i polityki, której zadaniem było by dbanie o zabytki zarówno te niszczejące jak i te będące w dobrej kondycji. Oddanie w jej ręce budowli należących do Państwa lub gmin, stworzenia jednego wspólnego planu ich ochrony i rozwoju, zarządzania nimi i organizowanie działań mających przynosić dochody z ich istnienia. Wspólnie wypracowana kasa pozwoliłaby na remont bardziej zniszczonych zabytków aby i one po odnowie mogły także przynosić dochody i doinwestowywać kolejne prace. Część pieniędzy, które obecnie ministerstwo przeznacza na odnowy pojedynczych zabytków przekazywane powinny być tej organizacji a reszta pochodziłby z różnych innych źródeł np. biletów, organizowanych imprez itp. Poza tym do takiej organizacji mogliby zgłaszać się właściciele zabytkowych budowli, których nie stać na ich remont czy utrzymanie i za przeprowadzenie na nich prac restauracyjnych odstępowaliby część takiego zabytku we władanie organizacji na pewien czas lub na stałe, zostawiając dla siebie kilka pomieszczeń do mieszkania.
Oczywiście taka organizacja musiałaby współpracować z władzami lokalnymi i innymi podmiotami również odpowiedzialnymi za zabytki lecz ich wzajemne relacje powinny być z góry ustalone aby się nie dublowały.
To co wyżej opisałem jest oczywiście ogólnym zarysem bez wnikania w szczegóły, które na początku trzeba byłoby dość wnikliwie przemyśleć.
Ważne jest także uświadamianie np. w szkole młodym pokoleniom jakie wartości niesie ochrona zabytków, że jest on nieodtwarzalny a mogący przynosić wymierne korzyści.
Zainteresowanym tematem ochrony zabytków w innych krajach europejskich polecam artykuł znajdujący się pod tym linkiem.
Chociaż aby coś takiego u nas stworzyć to chyba dużo czasy musi jeszcze upłynąć gdyż dla polityków nie jest to temat atrakcyjny, na którym można się wybić a bez pomocy rządzących na początku może być ciężko z powołaniem takiej instytucji.
Niszczejące budowle mogą jednak nie przetrwać tak długiego oczekiwania na lepsze czasy dla siebie.
 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków