RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Kresy’

Zamki kresowe a tatarskie szlaki

07 maj

  Budowa zamku w wieku XV czy XVI na Kresach wschodnich nie była pokazaniem swojego bogactwa lecz koniecznością. Czasy były tak niepewne, że nie wiadomo było co może się wydarzyć w nocy lub na drugi dzień. Czy napadnie na nas skłócony sąsiad, wałęsające się różne grupy rozbójników, czy może Tatar lub Turek chce powiększyć swój majątek naszym kosztem i „odwiedzi” nas z zaskoczenia.

  Można więc zadać pytanie – po co było przenosić się w tak niepewne i niebezpieczne strony. Otóż powodów było kilka. Panowie szukali wielkich fortun, szlachtę „nęciła zarówno żyzna gleba jak i harce z Tatarami” a lud zbiegał tłumnie po wolność, której w starych województwach Rzeczpospolitej miał coraz mniej uciskany różnymi obowiązkami. Byli i tacy, którzy ziemie dostali od króla za różne zasługi, najczęściej wojenne. Królowie polscy nadawali ziemie początkowo za jakieś zasługi lecz nigdy nie były to tzw, królewszczyzny lecz grunta leżące odłogiem, niezagospodarowane, pustkowia czy opuszczone. W późniejszym okresie zasługa przestała być tytułem do nadania i posiadania dóbr koronnych i wtedy zaczęli osiedlać się na nich różni „niezasłużeni”, którzy brali na własność opustoszałe tereny. Aby szybciej zaludnić okolicę królowie pozwalali na zakładanie prywatnych miast, które wyrastały „jak grzyby po deszczu”. Największą jednak zachętą było obwoływanie „swobody” czyli bardzo długiego 20-to lub 30-to letniego zwolnienia od wszelkich danin i obowiązków. Zachęcano także przyszłych osadników nadzieją bezkarności czyli obietnicą obrony od wszelkich prześladowań prawa, nawet gdy chodziło o najcięższe zbrodnie. Nowo powstające miasta dostawały na pewien czas różne ulgi i przywileje przez co ludzie chętniej się w nich osiedlali a czym było ich więcej tym szybciej wzrastał majątek ich właściciela a później i państwa. Lecz aby móc spokojnie i bezpiecznie funkcjonować potrzebna była skuteczna obrona miasta i ludności. Otaczano więc miasta obronnymi wałami, palisadami, fosami a także stawiano w nich lub pobliskiej okolicy zamek. Prawie każdy z nich otoczony był wsiami, osadami na prawie wojennym, dożywotnim czy wieczystym dzierżawionymi przez szlachtę lub bojarów. Ich obowiązkiem było utrzymanie i obrona zamku, występowanie zbrojnie na każde wezwanie starosty czy wojewody, wysyłanie w pole straży i czat. Taki system obrony na Litwie nosił nazwę bojarszczyzny.

  Jak już pisałem w jednym z wcześniejszych postów kresowy zamek była to zazwyczaj budowla drewniana, mająca swoje odrębne obronne zabezpieczenia i w razie napadu mogąca dać schronienie okolicznym mieszkańcom. W kresowych zamkach mur obronny zbudowany był z dwóch drewnianych ścian a przestrzeń między nimi wypełniano kamieniami, piaskiem lub ziemią. Taki mur zwano „horodnią” a do utrzymania go w dobrym stanie wyznaczano ludzi, którzy o to mieli dbać.

  Poza dbaniem o obronność zamku powinnością okolicznej ludności było dostarczać jedzenie, przeprowadzać potrzebne remonty a także opłacać różne podatki. I tak: od sprzedanego zboża – „pomierne”, od korzystania z dróg – „szosowe”, z mostów – „mostowe”, na utrzymanie starosty – „kolęda”, od sprzedaży napojów – „kapszczyzna”, od sprzedawanych towarów – „myto”, oprócz tego dochodziły daniny np. od warzenia napojów, wytwarzania wosku itp. Daniny te pobierano w tzw. królewszczyznach gdzie zamek i ziemie należały do króla a z jego ramienia rządził tam starosta. Ale zdarzało się, że prywatny właściciel nadanych dóbr, pomimo ulg także żądał różnych danin.

  Okres panowania Władysława IV to największy boom w budowie zamków. Powstawały ich setki na Ukrainie, Podolu, Wołyniu czy Rusi Czerwonej, która stała się prawie „krainą zamków” lecz bardzo wiele z nich nie zostawiło po sobie do dzisiaj żadnego śladu nawet w miejscowej tradycji.

  W wieku XV i XVI prawie co roku zdarzały się jakieś najazdy tatarskie bądź tureckie i miasta, osady, zamki były niszczone lecz w niedługim czasie zostawały odbudowywane i funkcjonowały do następnego najazdu. Po jakimś czasie część z nich zostawała opuszczona i zakładana w innym miejscu lub ponownie odbudowywana. Aby zapobiegać niespodziewanym napadom na ich szlakach powstało wiele zamków obronnych, które częściowo miały zapobiegać przedostawaniu się ord tatarskich czy tureckich w głąb kraju. W poprzek Ukrainy biegły jakby trzy linie obronne zamków. Również były trzy rodzaje straży a mianowicie: zamkowe, miejskie czyli ostrogowe i polne, które czuwały w stepach i w pobliżu szlaków tatarskich.

mongol

Oto jak przedstawiały się owe szlaki.

„Tatarzy mieli prawie stałe swoje szlaki, którymi od „pól dzikich” zapuszczali swe zagony w głąb Ukrainy. Szlak tatarski nie był drogą ani gościńcem kupieckim, ale nosił wyłączny charakter. Wszystkim wiadomy, był rzadko widomym. Znanym był jego ogólny kierunek, wymijający przeprawy przez większe rzeki, ale nie były znane nigdy poszczególne jego zwroty. Szerokość szlaku odpowiadała sile „czambułu”. Pospolicie rozciągał się on wszerz „na dwoje strzelanie z łuka”, ale nieraz, gdy szła cała horda, to i na mil parę. W pustyni oryentowano się mogiłami. Szlaki główne, po doprowadzeniu hordy lub czambułu do okolic zaludnionych, jako celu każdej wyprawy, dzieliły się na uboczne zagony, okrywające siecią kraj cały lub upatrzone jego części. Dopiero na tych ubocznych szlakach odbywały się łowy na zaskoczonych znienacka mieszkańców i ich dobro. Ponieważ szlaki większe odpowiadały wododziałom większych rzek Ukrainy, było więc ich tyle, ile samych wododziałów, mianowicie trzy: Szlak czarny, między dopływami Bohu i Dniepru; Kuczmański między Bohem i Dniestrem i Murawski między Dnieprem i Donem. Był jeszcze czwarty szlak Wołoski za Dniestrem, który z Budziaku, czyli nadmorskiej Bessarabii, prowadził na Ruś Czerwoną, ale ten Ukrainy nie dotykał. Trzy pierwsze miały za punkt wyjścia Perekop, od którego rozchodziły się w różne strony.
Szlak Czarny, po tatarsku „Dżorna islach”, rozpoczynał się właściwie dopiero w Czarnym lesie, od którego i nazwę swoją nosił, w uroczysku na wierzchowiskach rzeki Ingułu, gdzie Tatarowie „zapadali koszem”, dopóki się wszyscy nie zebrali.

   Szlak Kuczmański, rozdzieliwszy się ze szlakiem Czarnym u Martwych wód, przechodził na prawą stronę Bohu przez bród, zwracał się wododziałem Bohu i Dniestru aż ku granicy podolskiej, gdzie na wododziale z Rowem znajdowało się uroczysko Kuczman, skąd biegł już Podolem ku Lwowu, omijając Bar i Czarny Ostrów.
  Szlak Murawski od Perekopu biegł między dorzeczami Dniepru i Donu wzdłuż wschodniej granicy Ukrainy zadnieprskiej do Tuły i Moskwy”.

tatarzy
Tatarzy

 Zamkiem, który stał na skrzyżowaniu szlaków był Kamieniec Podolski a po prawej stronie Dniestru – Chocim. Aby umocnić zamek kamieniecki wybudowano przy ujściu Zbrucza do Dniestru warowny ziemny szaniec zwany Okopami Świętej Trójcy.

  Ponieważ Tatarzy przekraczali Dniestr w kilku miejscach (brodach) aby dostać się na jego lewą stronę zbudowano przy brodach szereg zameczków i warownych stanic. Miedzy innymi były to budowle w Mohylowie, Raszkowie, Jampolu i ciągnęły się aż do Jarholika. U zbiegu rzek Kiełbaśnej i Muraszki stanął zamek w Szarogrodzie. Inne ważne twierdze na tym szlaku to Bracław nad Bohem, Humań i Bar, który zamykał szlak Kuczmański.

  Szlak  Czarny strzegły zamki zbudowane między innymi nad rzeką Uszawą w Romanówce, Chwastowie i Hulanikach, nad rzeką Impenią – Chodorków, Kornin, Bszew, Białogrodka, Motyżyn i Hostomel. Zamków większych i mniejszych na różnych dopływach głównych rzek było bardzo dużo i trudno wszystkie je wymienić. Poza tym po zawarciu pokoju z Turcją w 1699 roku w Karłowicach ich obronne znaczenie bardzo zmalało i wiele z nich uległo zniszczeniu i zapomnieniu.

  Może ktoś się zastanawia po co więc było budować tyle niedużych zameczków skoro i tak przed atakiem większej ilości wojska nie były w stanie się obronić. Padały przecież dużo większe i potężniejsze zamki. Ale z Tatarami czy Turkami sprawa wyglądała tak, że ich głównym celem ataku było zebranie jak najwięcej łupów i jeńców (jasyru). Rozproszone małe oddziały (czambuły) rozjeżdżały się po okolicy i kto nie zdążył się schronić dostawał się do niewoli lub zostawał zabity. Nie oblegali oni ani warownych miast ani zamków gdyż nie to było ich celem. Jeżeli nie udał się atak z zaskoczenia odstępowali od zamku czy miasta i w polu szukali zdobyczy. Natomiast postawienie nawet niedużej warowni na brodzie utrudniało przeprawę przez rzekę gdyż pole manewru w wodzie nie było zbyt duże przez co straty chcących przedostać się na drugi brzeg były znaczne, opóźniało to dalszy marsz i jednocześnie odpadało zaskoczenie.

  Szukano różnych metod zabezpieczenia się przed tatarsko – tureckimi napadami. Na pograniczu Litwy i Korony stacjonowały kombinowane straże polsko – litewskie. W późniejszym okresie na straży Rusi i Podola stała jazda polska w sile od 1000 do 3200 koni. Tak było za panowania Zygmunta Starego. Lecz mniej więcej w połowie XVI wieku okazało się, że taki system jest już przestarzały i trzeba szukać nowych rozwiązań. Próbowano tworzyć oddziały z napływającej na tereny dolnego Dniepru ludzi z Rusi, Moskwy, Litwy czy Polski, z tatarska zwanych Kozakami lecz nie przyniosło to oczekiwanego skutku. Wciąż była groźba tatarskich najazdów. Stefan Batory uważał, że najskuteczniejszym sposobem zabezpieczenia Ukrainy przed tymi najazdami był podbój Krymu. Niestety śmierć Batorego nie pozwoliła na zrealizowanie tych planów a jego następca, Zygmunt III Waza, miał inne problemy na głowie.

kozacy
Kozacy

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Kresy

 

Tak dbamy o cudze

10 sty

W większości jesteśmy narodem, który z reguły nie dba o cudzą własność. Potrafimy bezmyślnie niszczyć to co do nas nie należy lecz bólu głowy z tego powodu nie mamy. Mało tego – nawet się nad tym dłużej nie zastanawiamy. Nie zrobiliśmy przecież nic takiego czego nie robią inni a skoro robią to inny to i ja też mogę. Na zabytkowej budowli mogę wyryć lub sprayem namalować jakiś napis (przecież jest ich tutaj już wiele), mogę odłupać kawałek tynku, wziąć cegłę na pamiątkę (sprzątam zaniedbaną budowlę), wyrzucić śmieci. Gorzej gdy ktoś wpadnie na pomysł aby część budowli „posprzątać” w większej skali nie pytając nikogo o zgodę. Znikają różne architektoniczne elementy, rzeźby, portale czy nawet cegły. Na jednym internetowym portali było ogłoszenie o sprzedaniu kilku palet starych cegieł pochodzących z jakiegoś dworku. A nie można byłoby ich wykorzystać do jego remontu? Pewnie nie bo i po budynku nie pozostał przypuszczalnie żaden ślad. I tak znikają nasze stare budowle, rozpadają się na naszych oczach a my nie robimy nic bo to nie nasze. Dziwię się tylko tym, że mamy pretensje gdy ktoś zniszczy coś naszego. A przecież dla innych nasze to cudze. I kółko się zamknęło.
Ale takie podejście do sprawy mamy chyba w genach. Przytoczę niżej fragment pozwu jaki złożył Franciszek Lewoczyński, miecznik przemyski, właściciel zamku w Buczaczu  w roku 1661 przeciwko dzierżawcy tej warowni  a dotyczący zniszczeń i zaniedbań jakie zaszły podczas jego użytkowania.

»Brama do zamku _ czytamy – w baszcie, do ktorej most z przygrodka prawie zgniły, zwod w bramie i brama sama we wszystkiem strupieszała, sama zaś baszta we trzech miejscach do połowicy nadrysowała się, pod zwodem gnojem rów zarzucony równo z ziemią. Wszedłszy w bramę ku dziedzińcowi na strzelnicę położone kładzie ze wszystkim zgniłe. Brama do dziedzińca zamkowego ze wszytkim opadła i drzewo pogniło. Wszedłszy w dziedziniec idąc do pokojów, które ku miastu i ku Skomoryszy jako stołowa izba leżą, naprzód w izbie stołowej ze wszytkim wierzch upadł, także i dachu i powały żadnej ani tramu żadnego nie masz, pod izbą stołową piekarnie, w której tramy pogniły i pozawalały się, piec piekarniany z gruntu rozwalony i wszytko gnojem zarzucone i zeszpecone. Z tej izby stołowej pokój, w którym i dachy, tramy i powała cale zgniła i wpadła, gnoju sroga rzecz, piec zbity, fundament wyrzucony, okien dwie potłuczonych i z gruntu zepsowanych. Z tego pokoju w baszcie od miasta dach i powała z tramami zgniła i upadła, w które komin wszystek wyrzucony, okna potłuczone, których cztery, dziury na wskróś muru poprzebijane, kamienie, w których drzwi bywali, powywalane i popsowane. Z tego pokoju, który od stołowej izby idzie na prawą rękę idąc, pokój wielki, w którym dach zrzucony, powała i tramy nadgniły, aż podpierane zestawiono, okien cztery potłuczonych, piec rozwalony z fundamentem i kamienie popsowane, we drzwiach progi i kamienie powywalane i popsowane, gnoju w pas. Z tego pokoju na zwód okna, na którym dachu trochy zostawa, ale gontów mało co i krokwie połamane, tramy nadgnite, deszczki na powale powybierane, gnoju w pas i muru sztuka wypadła od bramy zewnatrz. Pod tymi pokojami sklepy i piwnice, naprzód pod tym pokojem, który w baszcie, sklep niesklepiony z tramami, które popodpierane, bo w pół prawie pognite, gnoju na chłopa, kamienie ze drzwi powywalane. Pod tym pokojem, do którego z stołowej izby chodzą, sklep także niesklepiony na tramach, także zgnite, tramy popodpierane, gnoju na chłopa, drzwi powywalane. Pod tym pokojem, który z stołowej izby idąc na prawą rękę, sklep sklepiony, którego sklepienie nadwerężone, kiedy deszcz, to ciecze. Z tego pokoju pokój, pod którym sklep sklepiony także gdy deszcz ciecze i bardziej od wszytkich nadwerężony. Pod tym pokojem, którego okna na zwód, sklep, z którego łaźnia bywała. Do tych pokojów schody pogniłe popsowane, ganek, którym chodzono do tych pokojów wszytek zrzucony. Z dziedzińca szyja do piwnic, do których schody wszytkie popsowano drewniane, pod których budowaniem wszystkim piwnic cztery, wszytkie gnojem zawalone, z jednej piwnicy loch z skały kowany na beczek sześć, pełno w nim wody. Z tego budowania na prawą rękę pokój, który skarbcem zowią, okna w drewno oprawne proste, piec biały gliną pomazany, drzwi ale z drzewa dach nad nim zły podziurawiony. Pod tym pokojem albo skarbcem studnia zawalona, zeszpecona i zasmrodzona, czymbrowanie wszytko zawalone, koryta porąbane. Koło, którym wodę ciągną, zepsowane bez czopów, linwa zgniła i krótka, drzwi do tej studni nie masz i okien. Przez ten pokój albo skarbiec ganek jest do pokoju wielkiego i drugiego pod jednym dachem na tej stronie od Janowa, na którym ganku zgniłe drzewo, tylko po murze chodzą, W izbie schody złe, okien nie masz, piec białą glina mazany zły, drzwi dwoje, oboje złe, komin wielki bez drzwi. Z tego pokoju pokoik mały, okna złe, piec biały gliną mazany, w murze dziura na wskróś przebita. Nad tymi pokojami strych wielki wszytek zepsowany, w dachu dziur pełno, schody do niego zło. Dach nad tymi pokojami zły, pod tymi pokojami sklepów dwa na tramach, też sklepienia gnojem zarzucone, do tych pokojów drugie schody z gankiem, wszytkie złe, drzewo pogniło, dach wszytek dziurawy podparte, żeby się nie obalił. Podle tych pokojów budynek z gliny lepiony, w którym nieboszczka Jej Mość Pani Sienińska mieszkała, wszytek z gliny, w którym izb dwie i piekarniczka z wołoskim piecem, w której wszytkie rozwalone i poodpadałe ściany, dach wszytek zły zgniły słomą poszyty. Baszta od Janowa wierzchu nie ma, piętro od góry zgniłe i całego nie masz, drugie całe nadgniło, tramy podpierane prędko ultima mina, trzecie piętro na dole wszytko gnojem zalazło i zeszpecone. Na basztę na te schody złe i kamienic z nich popsowane, strzelnica jeszcze niżej wszytka gnojem zawalona. Od tej baszty jest przechod do drugiej baszty od Skomoroszy; tam idąc żadnego przykrycia nie mają mury wierzchnie ani też idąc żadnego flanku, ale całe słotą powywalane dziury. Ta baszta od Skomoroszy wierzchu nie ma, schody do niej powywalane, na wierzch to jest na pierwsze piętro do góry drugiego piętra tramy i powala całe nadgniła, podporami ujęta, ullíma ‚mina i tej powale prędko, do tego piętra schodów nie masz. Trzecie piętro niżej gnojem zawalone także ultímam minam sapít, bo bez te wszytkie ciecze, nisko strzelnice wszytkie zawalone. Od tej baszty po murze żadnego flanku nie masz, mur przez słotę nie w jednym miejscu wywalony. Ten mur kończy się u stołowej izby wyżej mianowanej, przy której kuchnia bywała, tej nie masz jedno izba kuchenna, cale zgniła stoi i dach nad nią zgnity.

Armata. Hakownic siedm, łoża popsowane, rury pordzewiałe, zapały wielkie bez korków; śmigownica jedna od śruby rezerwana. Działo jedno spiżowe, w którym zapał jako gołębie jajo tak wielki bez łoża. Sztuk strzelby sześć na półtora łokcia długiej, bez łóż trzy, W łożach trzy, ale złych. Muszkietów lontowych wszytkich opędzonych cztery. Organki, w których rur muszkietowych sześć. Rury spiżowe jedne.

In reliquo zamek  wszytek zagnojony, że na niektórych miejscach w pas gnoju. Żadnych ław, stołów, drzwi stolarskiej roboty, zydlów i innego appartamentu domowego nie masz. Ze wszytkiego zamku tam intus quam extra, tynkowanie wapienne poodpadało, przez co słoty od kilkunastu lat szkodę wielką w murach poczynili i sztukami na różnych miejscach muru powypadało. Piekarnia między basztą skomerowską a między janowską prawie wszytka zgniła.«


Takich przypadków zaniedbań i zniszczeń w tamtym okresie było bardzo wiele. Dzierżawiący takie budowle nie martwili się o ich stan gdyż to nie była ich własność. Zniszczyło się jedno pomieszczenie przechodzili do następnego a zwracany potem obiekt przedstawiał „obraz nędzy i rozpaczy”. I prawdopodobnie nie ponosili tacy dzierżawcy żadnych konsekwencji gdyż nie sposób było zmusić ich do naprawy a i sądy nie były zbyt szybkie w rozpatrywaniu spraw (skąd my to znamy?).
Były także i takie przypadki gdzie długo budowany zamek z jednej strony się rozrastał a druga strona potrzebowała już szybkiego remontu. Zazwyczaj spowodowane było to nieszczelnym dachem, przez który lejąca się do środka woda powodowała duże zniszczenia.
I pomyśleć jakim bylibyśmy pięknym narodem gdyby nasi przodkowie oprócz takich cech jak umiłowanie wolności czy waleczności nie pozostawili wielu innych  lecz negatywnych, które obecnie przeważają. Wieczne narzekanie, prywata, nie szanowanie cudzej własności i poglądów, wyśmiewanie i obrażanie drugich i jeszcze kilka i innych, których prawie każdy może podać a najdziwniejsze jest to, że żadna z nich nas samych nigdy nie dotyczy.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Kresy, Ochrona zabytków

 

Budowle obronne

19 maj

  Jak już pisałem w poprzednim poście dotyczącym Kresów zdecydowana większość zamków w XV wieku to były budowle drewniane. Powstawały w dość szybkim tempie, o budulec nie było trudno, ówczesna broń nie zagrażała takiej warowni i jedyną jej wadą była mała odporność na ogień. Z drewna budowano nie tylko zamki lecz także dwory, królewskie pałace a nawet całe miasta.
  W starych aktach czy dokumentach znajdujemy łacińskie określenie architektus a słowo to oznaczało cieślę, natomiast słowo murator oznaczało architekta a ponieważ tego pierwszego określenia jest wiele więcej tak więc budowniczym ówczesnej Polski był cieśla.
  Trwałość takich drewnianych budowli nie była zbyt duża. O ile wcześniej nie strawił je pożar niszczyły warunki atmosferyczne. Ale ich remont mógł być równie szybki jak i zniszczenie. Takie budownictwo bardzo dziwiło przybywających do Polski cudzoziemców nawykłych do kamiennych ciosów, marmurów czy granitów i jak to określił jeden z nich goszcząc w takiej drewnianej rezydencji, że „nigdy nie widział tak pięknie ułożonego stosu paliwa”. Lecz celem tych drewnianych zamków była obrona przed nieprzyjacielem dlatego też były one raczej surowe w swoim wystroju i umeblowaniu. Obronność przede wszystkim. Drewniane palisady, wały ziemne, drewniano-ziemne, fosy suche i z wodą to główne zewnętrzne zabezpieczenie takiej warowni.
   Zamieszczam rysunek pp. Kazimierza i Tadeusza Mokłowskiego z widokiem idealnego zamku drewnianego, który jednak w rzeczywistości chyba nie istniał.

 

  Trochę inaczej wyglądała sprawa z budowanymi w wiekach XVI czy XVII zamkami murowanymi. Tam o budulec było już trochę trudniej, a i budowniczy musiał znać się na murarce. Powstawały wtedy budowle, które łączyły z sobą role obronną i mieszkalną. Głównymi architektami byli przede wszystkim Włosi i oni to wprowadzali do naszego kraju styl obowiązujący na zachodzie. A przyznać trzeba, że ze swoimi nieraz monumentalnymi planami trafili na podatny grunt. Bogata szlachta chce dorównać magnatom, magnaci monarchom i tak powstają wielkie budowle, które można by wpisać do księgi Guinessa gdyby wtedy istniała. Np. kopuły na czterech basztach w zamku w Żółkwi były złociste (miedź w ogniu złocona), mury zamku w Mirze miały sześć łokci grubości, podobnie grube mury były na zamku w Laszkach (Mniszchów), olbrzymie sale – w Nieświeżu było ich 12, w Laszkach miały 40×60 kroków, w zamku w Janowcu wszystkich pomieszczeń było 105 a zamek Krzyżtopór w Ujeździe budowany przez 30 lat zachwycał podobno jadalnią ze szklanym sufitem i stojącą na nim sadzawką z pływającymi rybami. Oczywistym jest chyba fakt, że i wnętrze takiego zamku, jego wystrój, meble, zastawy, sprzęty codziennego użytku czy dekoracje były równie bogate.
  Lecz chyba żaden z tych bogatych szlachciców czy magnatów przy powstawaniu takiej rezydencji nie pomyślał o jej późniejszym istnieniu. Okazało się bowiem z czasem, że koszt utrzymania takiej budowli, jej remonty, niekiedy przewyższają koszty budowy. A wystarczyło by gdyby drobne naprawy wykonywano na bieżąco. Otóż najczęstszą przyczyną popadania w ruinę wielkich gmachów jest deszcz. Spływająca do wnętrza woda niszczyła wszystko co napotykała na swojej drodze. Zdarzało się i tak, że budowany przez kilkanaście lat zamek z jednej strony był stawiany a z drugiej już popadał w ruinę właśnie poprzez przeciekający dach. Hetman Żółkiewski w swoim testamencie polecał „opatrować zamek, żeby się nie psował” i dodaje „wszak nie trzeba nic dalej, jeno żeby nie ciekło, a jeśli się gdzie dachówka zepsuje o inszą nie trudno”. Ale jak widzimy u nas problem od wieków jest ten sam. Wiemy jak zrobić tylko nie wiemy kto ma to zrobić. I tak krople wody przyczyniały się do upadku fortun oraz budowli.
  W późniejszym okresie z równym przepychem budowano pałace lecz zrezygnowano z otaczających je fortyfikacji. Pełniły one funkcje wyłącznie mieszkalne podobnie jak dworki stawiane po wsiach przez mniej możną szlachtę.

Przy pisaniu tekstu pomocna była książka Władysława Łozińskiego – „Życie polskie w dawnych wiekach”.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Kresy

 

Dawne Kresy i ich budowle.

23 sty
Oto definicja Kresów wg. „Wielkiej ilustrowanej encyklopedji powszechnej” Wydawnictwa „Gutenbegra”:
Kresy – tak nazywano początkowo w dawnej Polsce stanowiska wojskowe, rozrzucone na pograniczu (Podole i Ukraina), jako straże, strzegące kraju od napadów tatarskich i hajdamackich; z czasem znaczenie to przeszło na określenie nadgranicznych ziem, graniczących z Tatarami i Kozakami, a w znaczeniu dzisiejszym pod nazwą kresy rozumie się ziemie, leżące na jakiejkolwiek granicy Polski”.
Wracając do właściwego określenia słowa „Kresy” a mianowicie ziem leżących na Podolu i Ukrainie, w czasach kiedy najazdy tureckie, tatarskie, powstania kozackie czy nawet najazdy sąsiedzkie były na porządku dziennym prawie każdy szlachcic tam mieszkający budował swój dom jak twierdzę mającą obronić jego i rodzinę przed napaścią. Powstawały więc dwory obronne, budowane przez mniej bogatą szlachtę lecz równie skuteczne w obronie jak i drewniane (najczęściej) zameczki stawiane przez szlachtę zamożniejszą. Każda taka budowla otoczona była palisadą, wałem lub fosą, a bywało, że wszystkie te trzy elementy miała razem. Na zamkach dodatkowo znajdowały się baszty obronne zwane czatownicami. Wnętrza budynków tak były budowane, że nawet dostanie się nieprzyjaciela do środka pozwalało bronić się napadniętemu w innym pomieszczeniu i czasem jedynym wyjściem dla atakującego było podpalenie całego domostwa.
Dwór obronny drewniany zwany był w dokumentach „fortalitium”, murowany zameczek zwano „muratorum” natomiast zamek duży, postawiony według zasad fortyfikacji określano mianem „arx”.
Małe zameczki znajdowały się w miejscowościach, w których nikt dotąd nie przypuszczał ich istnienia. Budowle te znikły w terenie bez śladu a pozostały tylko w starych dokumentach. Najwięcej było ich w ziemi halickiej a później w lwowskiej, przemyskiej i sanockiej. Każdy z zamków posiadał duże zapasy broni oraz pożywienia. Dla przykładu podam, że w zamku w Bobolińcach należącym do Łodzińskich znajdowało się: 12 śmigownic, 24 hakownic, 50 kobył niemieckich, 35 polskich, 20 wileńskich, 6 toruńskich muszkietów, 8 janczarek, 22 guldynek, bandoletów, rur ptaszych i zwierzęcych itp. W innych pomniejszych zameczkach było podobnie. Natomiast zamki większe wyposażone były także w duże działa żelazne, spiżowe czy moździerze. Oprócz tego wielkie ilości prochu, kamieni, kul, ołowiu i nabojów. Aby obrona była skuteczna szlachcic musiał posiadać odpowiednią ilość służby. Niektórzy, bogatsi mieli nawet swoje wojsko.
Tak więc życie na Kresach w tamtych latach było barwne i nieprzewidywalne. W każdej chwili mógł napaść na domostwo Tatar czy Turek, Kozak lub skłócony sąsiad. Obronny budynek był więc rzeczą konieczną i nie podlegającą dyskusji.
 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Kresy