RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2013

Mijają lata a my pozostajemy bez zmian

29 lip

Patrząc na naszą historię możemy dojść do wniosku, że jesteśmy bardzo dziwnym i chyba jedynym w swoim rodzaju narodem, u którego są same sprzeczności, brak konsekwencji i nieumiejętność wyciągania wniosków z różnych dziejowych (i nie tylko) przypadków. Tak miłujemy wolność i niepodległość, że potrafiliśmy wielokrotnie wzniecać różne powstania mimo, że z góry działania te były skazane na niepowodzenie. W trudnych dla kraju chwilach potrafimy się zjednoczyć aby później wszystkie osiągnięcia zniweczyć. Jesteśmy cały czas zapatrzeni na tzw. Zachód lecz nie potrafimy brać od nich tego co dobre i sprawdzone lecz wymyślamy swoje „nowości”, które z czasem okazują się „niewypałami”. Chcemy demokracji lecz nie umiemy iść na ustępstwa gdyż to zawsze MY mamy rację. Zazdrościmy prawie wszystkiego czego nie mamy innym ale sami nie dążymy do osiągnięcia tego lecz czekamy aż ktoś to zrobi za nas. Na wszystko narzekamy. Wszystkie te wady najlepiej widać gdy jesteśmy poza granicami naszego kraju. Zamiast sobie pomagać i współdziałać tak jak to robią inne narody my postępujemy względem siebie jak najgorsi wrogowie. A przecież inni w XIX wieku tak o nas pisali: „Kiedy mówi się o cnotach narodu polskiego w czasach dawnych, często przypomina się Sparta sama. Kiedy ma się przed oczyma dzielność w obronie kraju, to trzeba wiedzieć, iż kraj ów był największym w Europie! „. Czy to już naprawdę tylko historia?

Można powiedzieć, że od bardzo dawna mamy „kompleks Niemców”. Prawie bezustannie przewijali się oni przez naszą historię i głównie walczyliśmy z nimi niż współdziałali. Przy naszym charakterze powinniśmy ich nienawidzić i tak też się stało zaraz po drugiej wojnie światowej. Spowodowane to było jednak okrucieństwem Niemców podczas tej wojny a nie wcześniejszymi działaniami.

Kilka lat po uzyskaniu niepodległości, około 1930 roku prof. Jan Sas Zubrzycki tak pisze „Polakowi się zdaje istotnie, iż na polu wiedzy i szkoły słońce jedynie wschodzi i zachodzi od Berlina. Jeżeli która tylko książka może mieć powodzenie w Polsce, to z pewnością ta w języku niemieckim przystosowana do światopoglądu niemieckiego. Wobec tego książka polska schodzi do nicości, z którą nikt się nie liczy. Gdyby atoli nawet tak było po prawdzie, że jedynie dzieła teutońskie zawierają pewniki, to dlaczegoż nie wydobywamy z nich korzyści, jakie w oczy biją? ”
I dalej czytamy – ” . . . Nieszczęście całe, że oko Polaka nie może dojrzeć wątku rodzimego, gdyż ma wzrok zapatrzony na zachód i dlatego niczego nie uznaje, co się nie mieści w książce niemieckiej. A ponieważ nauka niemiecka zagarnęła wszystko w linji najpierwszej to, co było własnością Sławjan ujarzmionych, dlatego my niczego nie zdołamy sobie przypisać.”
Czyż nie podobnie ma się dzisiejsza sytuacja tylko rozszerzona o inne kraje?

Pamiętamy pewnie ze szkoły (osoby starsze na pewno) z lekcji historii o tym jak pod zaborem pruskim walczono o Polskość. Pomimo zakazów i późniejszych represji mówiono i uczono w szkołach i poza nimi w języku polskim. Starano się polskim dzieciom wpoić kim są i z jakiego kraju pochodzą. I oto po uzyskaniu niepodległości mamy zadziwiający zwrot.
„Matka-Polka uczyła dziecko pacierza; aby Bóg dał mu zdrowie, rozum, pamięć i naukę! I istotnie pokoleniom w Polsce niczego tak nie potrzeba, jak z d r o w i a nie ze sportów, lecz z porządku przyrodzonego, jak r o z u m u nie z czytanek obcych, ale objawionego jasnowidzeniem, jak p a m i ę c i nie na rzeczy najgłupsze, lecz wielkości naszej ojczystej, jak n a u k i nie wedle oczernienia nienawistnego, ale z duszy i z ducha naszej przeszłości własnej. Zdrowie obrócono tylko na zmysły i mięśnie, r o z u m ograniczono  bezdusznością jałową urzędową – dalej p a m i ę ć skierowano tylko w stronę dogadzania ciału  a  z   n a u k i  uczyniono broń wedle potrzeb polityki.”

Oto inny przykład, który dotrwał do naszych czasów i z roku na rok ma się coraz lepiej.
 ”Patrzmy, do jakiego to stopnia przemoc obca nad nami, kiedy my jedno ze zwycięstw największych na świecie nazywamy brzmieniem teutońskiem: G r u n w a l d. Polska nie może nie głosić Niemców nawet wtedy, kiedy opiewać zamierza doniosłość ducha narodowego w pokonaniu gadu krzyżackiego, który pod pokrywką krzyża Chrystusowego uczynił z Malborku siedzibę nie pokory i usłużności, lecz jaskinię pychy rozwielmożnionej i wyuzdania zmysłowego. Gdy Naród polski nie mógł już cierpieć dłużej tych okrucieństw, w których krzyżak porywał brankę przepiękną, aby ją sobie na siodle usadowić i z nią do klasztoru uciekać, lub w których on rabował dwory j zamki, aby kielichami złotymi spełniać pijatyki bezbożne, odparł zaborcę i pokonał go pod wioską zwaną D ą b r ó w n ą i pod przysiołkiem R u d ą albo J o d ł o w n i k. Tego atoli nie wolno tak językiem macierzystym nazywać, albowiem szkoła nauczyła pokolenia nasze wołać, iż największe zwycięstwo polskie musi koniecznie opiewać moc Niemców, bo to G r u n w a l d  i T a n n e n b e r g !…”
„..A kto usiłowałby podtrzymać nazwy D ą b r ó w n a lub J o d ł o w n i k, ten jest obłąkańcem, wszak ostoja mądrości polskiej popiera przypuszczenia, że tu na Pomorzu były
pustki i martwoty odludne. Dopiero koloniści niemieccy przynieśli za krzyżakami sztukę, naukę, dobrobyt i ogładę…”
„… Dziecko polskie w szkole tak się osłucha tą hałaśliwością niemiecką, że na życie całe pozostaje mu w wyobraźni przekonanie jedno i jedyne, wedle którego nic w Polsce obyć się nie może bez dobrodziejstwa ze strony Teutonów. Polak sam najpotworniej wyśmieje tego, ktoby porwał się na śmiałość wołania, że zwycięstwo pod Dąbrówną i pod Jodłownikiem każe twierdzić o zapełnieniu tych stron tubylcami, należącymi do szczepu sławjańskiego. Wręcz odwrotnie, dzieło naukowe polskie musi obębniać rzecz tak, aby pokolenia młode myślały o krzywdzie, jaką to my Polacy uczynili zaborcom, wypierając ich z Pomorza całego. Możesz ty Polaku mówić o jeziorze Dąbrowskiem, lecz Dąbrówna sama zakazana, bo ona musi być Grunwaldem. I my mówimy, że w rocie nie powinniśmy dziś śpiewać, jakoby nam N i e m i e c  p l w a ł  w  o c z y !… A tymczasem p l w a !  Grunwald i Grunwald po niemiecku mówi jasno, iż pokonanie wojska w r. 1410 to co innego a wszechwładztwo teutońskie nad Polską to znowu co innego. To ostatnie nie do pokonania ! .. ”
„To zatem co dziecko wynosi z domu, nie zgadza się całkowicie z tem, co ono dostaje w szkole. Oto klęska najstraszniejsza Polski !. . . Szkoła środkiem do wynarodowienia, iżby od dzieciństwa młodzież nie tak się kształciła, jak tego pożądałby duch Ojczyzny, ale tak, jak rozkazuje wiedza urzędowa o systemie niemieckim…”
„Zgadza się to wszystko z całą uczonością polską, nawet najwyższą, po uczelniach i środowiskach umiejętności głoszoną i z powodów tych zawładnęła nami rzekoma prawda
najsromotniejsza dla Ojczyzny naszej, jakoby Polska nigdy na nic własnego zdobyć się nie mogła i nie umiała. Wszystko u nas nosi piętno jałmużnictwa najnędzniejszego, bo wszystko braliśmy z dobrodziejstw cudzych. Wszystko co mamy, to obraz żebractwa, skazanego na oczekiwanie przypadkowości, z której to strony i przez jaki naród sąsiedni spadną nam okruszyny dla nakarmienia głodu naszego. Co najwartościowszego to sztuka i kultura w Polsce wedle nauki polskiej nie posiada zgoła nic własnego, nic swoistego…”
I ostatni już cytat dotyczący tego tematu:  „Chcąc trafić do przekonania Polaka, należałoby dzieła  wydać w Berlinie w języku niemieckim. Wtedy Akademja Umiejętności uczyniłaby wzmiankę o nich, a rodak zrozumiałby może, o co tu chodzi…”

Czy po upływie ponad osiemdziesięciu lat od czasu wydania tej książki wiele się u nas zmieniło? Odpowiedź pozostawiam czytającym.

Ale może ktoś zadać pytanie co to ma wspólnego z tematem tego bloga, z zamkami, zabytkami. Otóż potraktujmy to jako trochę przydługi wstęp lub dość szeroki margines.
Otóż w książce tej jest także mowa o tym jak podchodzimy do tematu zabytków. Najgorsze jest to, że pomimo upływu tylu lat słowa te są cały czas aktualne.
„Opieka nad zabytkami przeszłości urzęduje dzisiaj jedynie z taką myślą, aby każdy odruch teraźniejszości nie przypominał Broń Boże przeszłości. Jest to dla ducha Polski i dla pomników sztuki polskiej cios równający się klątwie o pomstę wołającej. Dzieje się tak,
że tłumi dziś każde odnowienie ż y c i a zabytku „.
„Burzenie pomników i obracanie ich na ślady dla bezmyślności postępowej, drogą urzędowania suchotniczego, to cel pomagający w niszczeniu prawdy przeszłości oraz
w oczernianiu przeszłości. Wszystko było dotychczas najgorszem i najbłędniejszem. Najlepsze ma być pogodzenie się ze „z ł e m”, aby kultura zachodu z całą grozą zastępów zgorszenia i upadku pokryła narodowość naszą plemienną rozkładem i zgnilizną.”
Mocne słowa ale jakże prawdziwe i wciąż aktualne.

Czy wiecie może dlaczego panujący u nas po drugiej wojnie światowej komunizm nie przywiązywał wielkiej roli do zabytków? Otóż gdyby nakazano nam je zniszczyć, znając naszą przewrotność i nieposłuszeństwo dzisiaj byłyby w kwitnącym stanie. Nie zwracając na nie większej uwagi doprowadzono to tego, że sami je niszczyliśmy myśląc, że walczymy z niechcianym ustrojem.

Na koniec przytoczę jeszcze kilka cytatów z tejże książki, które do dzisiaj są aktualne. Może nie dotyczą one bezpośrednio ochrony zabytków lecz ukazują jak my podchodzimy do NASZEJ historii a więc i starych budowli.

„Żyjemy w czasach, kiedy u nas popłaca na polu każdem szukanie tylko nowości z obczyzną, byle nic nigdzie nie przypomnąć coś „p o l s k i e g o”. W pojęciach, wyniesionych ze szkół niższych i najwyższych, ustala się przekonanie, jakoby polskość zasadniczo w ten sposób u nas się objawiała, iżby nikt niczem jej nie dotykał i zgoła nie objawiał. Zasługi na polu naukowem u nas tem są większe, im więcej mądrości naniesie ktoś z zagranicy, z kończyn ziemi najdalszych. Ten dziennik jest najpoczytniejszy, który najwięcej zaleca pokarmu cudzoziemskiego i najsławniejsze powieści ze wszystkich języków świata podaje. Zdobycz naukowa w Polsce obraca się wiecznie około szukania wpływów, a im więcej ich kto znajdzie i im silniej je udowodni, tem owocność poglądów ma być zbawienniejszą. Strojów ludowych i narodowych nikt się nie poważa dzisiaj u nas wprowadzać, albowiem nie czujemy się na siłach najmniejszych, by okazać, że nie stajemy się już papugą wśród narodów i małpą o skłonnościach czysto zwierzęcych. Na polu sztuki i zdobnictwa stosowanego znalazło to wszystko swój wyraz najdoskonalszy w opiece urzędowej (przez urzęda konserwatorskie i rady artystyczne) – w opiece, która nie pozwala nikomu na objaw najmniejszy, jaki by ośmielić się chciał dla przypomnienia swojskości i rodzimości. Kwiat twórczości we wszelkich dziedzinach piękna (w powieściach, wierszach, teatrze i tańcach) skazany drogą niewolniczą na powtarzanie bezmyślności z dala naniesionej, z odrazą uprzedzoną względem pierwiastków własnych, których pokolenia dojrzeć zgoła nie mogą w toni oczernienia i sponiewierania.”

„Polska oderwała się już całkowicie od pnia ojczystego, swojego własnego, tudzież zapomniała o u d u c h o w n i e n i u najwyższem, macierzystym, będącem treścią Narodu lęchickiego. Podleganie odwieczne a ciągłe kulturze zachodniej uczyniło z nas przemieńców, którzy w oszołomieniu pod wpływem wódki i tytoniu zatracili przytomność trzeźwą i zgubili pamięć własną. Mądrość z ciała, a dziś z żelaza, wyłącznie tylko dla dogodzenia wygodzie cielesnej i wymaganiom zmysłu tak Polskę porwała, że niema już Ona zdolności pojmowania swojej własnej Myśli Przewodniej. Nie tylko Polak nie przejmuje się już wiarą w Przewodnictwo nasze, nie tylko nie chce nawet słyszeć o Posłannictwie na tej drodze sławy, lecz o zgrozo ! staje się wrogiem sam sobie ostrzejszym od nieprzyjaciela rzeczywistego i rzuca się i pieni się, gdy mu kto wspomni cośkolwiek o Pielgrzymstwie Polski ! Biedny naród taki, zaiście najbiedniejszy, który niepamięcią nakrywa wieszczenia proroków swoich, tych wróżbiarzy jasnowidzących, godnych modlitwy. Rzucanie się w objęcia „k u l t u r y  z a c h o d n i e j” ma skutek taki, że nienawidzimy przeszłości swojej własnej i co najnieszczęśliwsze, oczerniamy ją przekręcaniem na najgorsze, depcemy, plujemy i odtrącamy !. .”

„Niema narodu, któryby nie był szowinistyczny i fanatyczny. – W Polsce wolno być wyznawcą szowinizmu niemieckiego i amerykańskiego, lecz nie wolno być szowinistą polskim. Jest to hańba najsromotniejsza, która nie dopuszcza obrony najmniejszej niczego, co tylko zbliża się do polskości.”

 ”. . . Niedarmo jenerał Dąbrowski wołał nad grobem do narodu, ż e b y  s i ę  p o z n a ł  n a  s o b i e !” (Wojna w Polsce  –  Paszkowski Józef str. 8.) Niestety ! z boleścią wyznać to przychodzi, że nie chce naród polski poznać siebie i poznać się sam na sobie. Łudzimy się wszystkiem o tyle, o ile wszystko przypisać możemy wszystkim a zgoła nic sobie !.”

„Nastało zobojętnienie i zapomnienie. Pamięć o sprawach narodowych zaginęła a przytomność sumienia zdrowego i boskiego przepadła. Dobrze i sprawiedliwie woła Karol Ujejski w Skargach Jeremiego, że c z t e r y  m i e c z e zabójcze niszczą Polskość świętą:
- Nasza „Pycha” i „Prywata”
I „Lenistwo” i „Obczyzna!” -
Prąd cielesności i zmysłowości zagłuszył uduchowienie i wzniosłość Polski. Pieniądz i wygoda wśród maszyn najprzeróżniejszych wywyższyły samolubstwo, a miłość Ojczyzny uśmierciły doszczętnie. Lenistwo duchowe większe, jak próżniactwo na polu powołania do pracy, każe nam zadawalniać się wyrokami nauki obcej, albowiem O b c z y z n a dla  Polaka od dawna celem najdroższym.”

„W Polsce trzeba wszystko mierzyć nie na stopę krawca i szewca, lecz na stopę wielkości natchnień świętych i zapałów wielko-narodowych.”

„Wedle Skargi Polska nie zdobędzie się już nigdy na taką Ojczyznę drugą, aby w Niej była taka sława i o z d o b n ość taka, jaką wyrobiły podstawowo czasy średniowieczne. Żyły one duchowością szczególnie jasną i ta duchowość nakazywała wołanie żywe a ciągłe, by kamienie i cegły co krok i co chwila podsuwały m y ś l i  P r z e w o d n i e, zacne, anielskie i jasnowidzące.”

„Było zło i dobro. A dziś niema ani zła, ani dobra. Jest rzeczywistość i wydzieranie wzajemne posiadania, aby rozum poszedł na usługi bez wyrazu i dlatego spryt głuchy a ciemny stanowi dziś o wszystkiem. Kopanie w piłkę nożną podsyca zazdrość bez celu innego jak tylko w imię samolubstwa zachowawczego, powiedzmy jasno ź w i e r z ę c e g o. Złoczyńcę i mordercę uniewinniają stanem chorobliwym – a zatem ani dobro ani zło nie mają żadnej wartości czynu, z woli człowieka wypływającego. Zło i dobro mają być wynikiem stanu koniecznego. A człowieka nie wolno karać za przestępstwa, ni nie należy przypisywać mu zasług w dążeniu jakiemś ku cnocie. Nie potrzeba serca ani sumienia, bo czynniki owe dają się doskonale zastąpić pedagogiką, logiką, psychologią i metafizyką. Choć nikt nie rozumie tych określeń prawdziwie po ludzku — chętnie uspakajamy się szumem wyrazów obcych w dziedzinach wszystkich.
Człowiek dzisiejszy postępowy nie uznaje ducha i z przyczyny tej przysięga n. p. ślubna niema zgoła znaczenia żadnego. Łamie się ją tylko dla dogodzenia pożądliwościom najciemniejszym.”

Trochę chyba przesadziłem z tymi cytatami ale myślę, że nie straciły one do tej pory nic ze swojej prawdziwości pomimo upływu tylu lat i różnych przemian dziejowych. Polak jednak w swoich przywarach jest bardzo stały i niereformowalny.

 

Tekst oparty na książce Jan Sasa Zubrzyckiego – „Dwa zamki polskie w Malborku w rocznicę dziesiąta odzyskania Pomorza” wydaną w 1930 roku.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków

 

Malbork – zamek polski czy krzyżacki?

27 lip

  Prawie każdy Polak zapytany o zamek w Malborku odpowie – zbudowany przez Krzyżaków. W internetowej „Wikipedii” również znaleźć można taki tekst „...Przygotowania do budowy trwały od 1278, kiedy rozpoczęto wycinkę lasu i gromadzenie budulca (cegły, drewno, kamienie na fundamenty). Największego wysiłku wymagała produkcja cegieł i dachówek, których w latach 1278-1280 zużyto ok. 4 480 000, z czego 1 280 000 na wzniesienie pierwszych murów obronnych, a 3 200 000 na budowę właściwego zamku. Pierwszy etap budowy można datować na lata 1278–1281 (od początku budowy do przeniesienia konwentu z pobliskiego Zantyru. W tym okresie był to zamek komturski. Składał się z zamku głównego (później nazwanego Zamkiem Wysokim) i przedzamcza od strony północnej (obecnie Zamek Średni)…” Jednakże profesor Jan Sas Zubrzycki, architekt jest zupełnie innego zdania. Ten post będzie głównie składał się z cytatów pochodzących z jego książki wydanej w 1930 roku pt. „Dwa zamki polskie w Malborku w rocznicę dziesiątą odzyskania Pomorza” a opisującej wspomniany zamek lecz nie tylko.

  Otóż wg. profesora Zubrzyckiego ” Zamek  M a l b o r s k i jest największym w Europie !. . . Postawiony na skałach jakby granitowych, na brzegu prawym Nogatu, w czasach aż przeddziejowych był przygotowaniem obrony przed napaścią, ze zachodu idącą. Skierowanie murów najdawniejszych, wałów, okopów i całej twierdzy groźnej, przeciwko Niemcom, od Karola Wielkiego na wschód bijącym, jawnie świadczy, że tu działała o wiele wcześniej ręka, szukająca obrony i oparcia przed napadem i zaborczością, aniżeli myśl gwałtu ku wschodowi kroczącego. Zamek Malbork kieruje się ku zachodowi, a więc patrzy ku Niemcom. Niemcy gdyby go byli budowali dla kroczenia ku Litwie, byliby szukali brzegu lewego Nogata i byliby warowność obracali od zachodu na wschód. – Tak ! … Wygląda to tak jakoby ten napadający i naprzód pędzący, mimowoli osadowił się na wzgórzu dla patrzenia wstecz, zamiast przed siebie. To tłumaczy doskonale, o ile budowa zamku nie była wcale na nowo obmyśloną wtedy, kiedy Krzyżacy tu dotarli, lecz przeciwnie, że ci mnisi, nigdy nienasyceni posiadaniem ziemi i mienia, objęli natychmiast to co zastali i tylko przystosowali to do posiadania własnego. I mówić zatem o budowie zamku Malborskiego, jako krzyżackiej, znaczy to posługiwać się w ciągu dalszym kłamstwem i przewrotnością.”
  I dalej możemy przeczytać „Kiedy Krzyżacy, jako bracia szpitalni Panny Marji wedle wyobrażenia polskiego, dotarli aż do Malborku, nie znaleźli tu wcale pustki tak, jak Niemcy to udowodniają. Oni wmówili w świat cały, że oni tylko jedni mają prawo do pierwszeństwa, gdzie nogi postawią. Tak atoli nie jest. Na górze ponad Nogatem musiała być od dawna twierdza, osadowiona nad piwnicami z granitu kutemi, a w związku ze zamkiem najpierwotniejszym był już kościół Matki Boskiej Cudownej, o czem wspomina sam Voigt, na którego powołuje się dzieło: „Polska Starożytna” (tom 1. str. 645).
  Krzyżacy nie dla czego innego przezwali po swojemu Malbork Marienburgiem, tylko dlatego, aby zachować pamięć obrazu cudownego, wsławionego jeszcze przed ich zaborczością bezwzględną. Warowność zamków dwóch, a mianowicie zamku górnego, wyższego, oraz zamku dolnego, niższego, nie dopiero wtedy zaistniała, kiedy Niemcy poczęli tu gospodarować dla panowania czysto ziemskiego, lecz była ona, ta obronność wyzyskana ze starych murów granitowych.
  Zamki obydwa w Malborku należały do najmocniejszych w Europie. Podkopanie pod ich mury niemożliwe! Ale nazwy obie: z a m e k  w y s o k i  i  z a m e k  n i s k i, to są wyroki stanowczo głoszące przynależność założenia tylko do ducha polskiego. Gdy Niemcy przebudowali całość, i poprzerabiali i powiększali, wtedy podzielono budowle wszystkie na trzy części i odtąd ich podział troisty: Das  Hochschloss, das Mittelschloss i die Vorburg.
 
Z a m e k  w y s o k i najstarszy, musiał istnieć najpierwotniej, przygotowany najwcześniej do obrony przeciw naporowi cisnącemu się gwałtownie od zachodu ku wschodowi. Przemawia za tym układ zamku w czworobok założony ze studnią w pośrodku, od której przyjęto osie w krzyż, wedle czterech stron świata.”

  W dalszej części książki prof. Zubrzycki udowadnia, że znak krzyża w Polsce był znany dużo wcześniej przed przybyciem Krzyżaków.
„Musimy zaznaczyć, że nieprawdą to wielką, jakoby Polska nie znała krzyża wogóle przed Krzyżem Zbawiciela. Cała Staro-Słowjańszczyzna czciła słońce, księżyc, niebo i gwiazdy. Uznawać przeto musiała przede wszystkiem c z t e r y świata strony. Wschód i zachód, to linja święta jedna, północ i południe to linja święta druga. Tak oto w czasach pasterstwa i rolnictwa musiała powstać cześć najsilniejsza dla krzyża świata, który nazwano  m i r e m, s ł a w ą, p o k o j e m  i  
c h w a ł ą”.

  „Malbork ma dla Niemców wartość przemożną tylko dlatego, że dzierżyli go w rękach zaborczych i mieli w posiadaniu mocnem. Nic atoli to nie znaczy, że Malbork był w posiadaniu nie niemieckiem przed wiekiem XIII i że Polacy później w nim gospodarowali aż do rozbioru Polski. Duch mieszkający wewnątrz murów Malborka nic nie stanowi. Obraz jest chwałą tego, który cieszy się własnością przemocnie wydartą, a nie tego, który obraz wytworzył . . .
  Krzyżacy nie mieli ani sił, ani czasu, ani potrzeby, ani podniety duchowej dla budowania zamku największego w Europie i najsilniejszego na wschodzie. Czy duch zakonu domagał się tego, aby założyć tu gmachy o wspaniałości, przechodzącej piękno i powagę zamków najokazalszych, cesarskich po stolicach Europy?.. Czy nawracanie ludów, wy-znających i tak od dawne krzyż sarmacki w kształcie gwiazdy ośmiopromiennie jaśniejącej, potrzebowało takich murów potężnych i takich wnętrz wspaniałych, aby ono uchodziło za obraz tchnący wschodem, bizantynizmem, sztuką wenecką lub arabską?.. Nie ! nie ! Malbork nie powstał za działaniem myśli zakonnej, idącej z miłością krzewienia Chrześcijaństwa”.

  „… W wieku XIX cesarz niemiecki nakazał odnowienie zamku w M a l b o r k u ściśle wedle pierwowzoru dawnego! Odżył duch przeszłości wiernie tak, jak on w starożytności mówił głoskami rzeczywiście g r a n i t o w y m i !. .. Piękno powagi pomnikowej urosło w pieśń murów i kształtów! Sklepienia i słupy granitowe żywcem potwierdzają to, co Konrad Wallenrod powiedział: „T r a f i ł e m  w  s e r c e   s t u g ł o w e j   p o c z w a r y”. Tu w tych świetlicach rozbrzmiewała pieśń wielka „A l p u h a r a”. Jakiem to szczęściem dla Polski, że Niemcy odnowili M a l b o r k wedle d u c h a  p r z e s z ł o ś c i, iżby my mogli przypatrzyć się, jak to się objawia on mocny i z pieśnią Bogarodzicy, idący naprzeciw smoka albo zbója z majówki polskiej”.

  Dalej opisane są style architektoniczne i inne detale wywodzące się z budownictwa polskiego i przyrównane do różnych budowli w Polsce, o których mówimy, że my je zbudowaliśmy. Może więc należałoby zrewidować nasz pogląd na powstanie malborskiego zamku i starać się dociec prawdy o jego powstaniu.

  W książce prawie cały czas pojawia się równolegle drugi temat jakże wiele mający wspólnego z dniem dzisiejszym a mianowicie nasze zapatrzenie na zachód i pomniejszanie tego co polskie. O tym napiszę w następnym poście.

 
Zdjęcie zamku z lat 30-tych XX wieku.

 

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Zamki

 

Zamki krzyżackie

19 lip

  Murowane zamki budowane przez Krzyżaków w XIV czy XV wieku różniły się nieco od innych stawianych w    tym samym okresie w Polsce czy Europie. Otóż głównym celem zamków była obrona ich właścicieli przed nieprzyjacielem, następnie służyły jako siedziba rodu a później spełniały także funkcje reprezentacyjne. Natomiast zamki krzyżackie spełniały funkcje wojskowe, administracyjne, państwowe i gospodarcze. Nie pełniły jednak funkcji sądowniczych.  Poza tym zamek krzyżacki był siedzibą większych skupisk ludzkich i obowiązywały w nim rygory zarówno zakonne jak i wojskowe i choćby już z tego względu jego wygląd musiał się różnić od innych „cywilnych” budowli.

Warto może nadmienić, że wcześniejsze krzyżackie budowle obronne wykonane z drewna, były różnorakie i nie miały jakiegoś jednolitego planu. Dopiero począwszy od budowy zamku w Toruniu w 1255 roku prawie każdy następny zamek posiadał te wszystkie elementy jakie opisałem poniżej.


Widok zamku w Toruniu w 1255 roku.

Głównym elementem zamku był budynek mieszkalny. Składał się on z czterech, rzadziej trzech skrzydeł połączonych ze sobą pod kątem prostym gdzie wewnętrzne narożne pomieszczenia oddzielone były ścianami tak aby nie tworzyły jednej przestrzeni. W pewnym oddaleniu od reszty budynków stała potężna wieża, która podobnie jak i w innych zamkach była „wieżą ostatniej obrony”. Wieże taką posiadają prawie wszystkie zamki zbudowane do połowy XIV wieku. Oprócz tego w późniejszym okresie w czterech narożach budynku pojawiły się wieżyczki lekko wysunięte przed obręb murów. Wjazd na  dziedziniec wewnętrzny prowadził z reguły przez jedyną bramę w skrzydle głównym. Poprzedzała go fosa i most zwodzony. Sama brama umocniona była granitowymi ciosami otaczającymi otwór bramny, opuszczaną broną i  ryglami z belek zakładanymi od wewnątrz. Co ciekawe były to jedyne zabezpieczenia bram w krzyżackich zamkach. Inne zamki posiadały zapadnie, wykusze czy strzelnice broniące bramy natomiast Krzyżacy nie stosowali tego typu dodatkowej obrony wjazdu. Taka budowla nosiła  nazwę „zamku konwentualnego”, „domu konwentu”, „zamku komturskiego” lub „zamku wysokiego”.

Przedzamcze uzupełniało tę obronną budowlę. Przeważnie miało ono regularny kształt, otoczone było murem obronnym, do którego przylegały różnej wielkości zabudowania w zależności od potrzeb. Budynki te były jednak ze sobą zawsze połączone natomiast środek placu był pusty. Ukształtowanie terenu i wielkość zamku decydowały też czy było jedno czy też kilka przedzamczy.

Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie zwany popularnie Krzyżakami był organizacją kościelną dlatego też w jego zamkach znajdowały się pomieszczenia typowe dla klasztorów. Była więc przede wszystkim kaplica. Jej rozmiary i usytuowanie we wszystkich zamkach było podobne. W niej co trzy godziny (od północy licząc) spotykali się na wspólną modlitwę bracia zakonni, odprawiano także i inne nabożeństwa i ceremonie. Zazwyczaj sąsiadował a nią tzw. kapitularz. Odbywały się w nim zebrania konwentu dotyczące spraw codziennych a także dyscyplinarnych. Kolejnym pomieszczeniem w zamku zakonnym był refektarz. Pomieszczenie to służyło za jadalnię lecz i po posiłkach tętniło tu zamkowe życie. Można przyrównać go do dzisiejszej świetlicy. Jedzono przy wspólnych stołach jednakże obowiązywała tutaj trzystopniowa hierarchia. Przy pierwszym stole jedli członkowie konwentu, przy drugim półbracia i służący zatrudnieni przez Zakon. Trzeci stół przeznaczony był dla zamkowej czeladzi. Nie wiadomo jednak czy jedzono równocześnie czy osobno w grupach przy tym samym stole. Następne pomieszczenie to dormitorium czyli klasztorna sypialnia. Mieściły się tutaj prymitywne posłania, oddzielone lekką ścianką i w nocy stale oświetlone. Znajdowało się także na zamku jeszcze jedno dość duże pomieszczenie zwane infirmerią. Było to połączenie szpitala z przytułkiem dla inwalidów. Czasami miła ona własną kuchnię, łaźnię i kaplicę.

Wszystkie wymienione wyżej pomieszczenia w zamku krzyżackim umieszczone były na pierwszym piętrze w przeciwieństwie do klasztoru gdzie były one w przyziemiu. Prawdopodobnie było to spowodowane względami obronności.

Takie budowanie zamków nie było przypadkiem. Patrząc z wojskowego punktu taka zabudowa, którą tworzyły masywne ściany budynku była o wiele łatwiejsza do obrony niż wolno stojące mury obronne. Przy ewentualnym wdarciu się nieprzyjaciela do środka łatwiej było go otoczyć i odeprzeć gdyż przestrzeń była bardzo ograniczona w przeciwieństwie do muru obronnego gdzie po zrobieniu wyłomu nieprzyjaciel miał przed sobą otwarte pole i mógł przeprowadzić atak we wszystkich kierunkach. Także zwarta bryła budynku powiązana stropami i ścianami stanowiła stabilniejszą konstrukcję bardziej odporną na ataki różnego rodzaju maszyn miotających czy później artylerii.

Pomiędzy fosą (suchą bądź z wodą) a murem zamku wysokiego znajdował się pas ziemi, szeroki ma 6-10 metrów zwany parchamem. Stanowił on dodatkową przeszkodę dla nieprzyjaciela. Czasami zakończony był on niewysokim murem, za którym mogli kryć się łucznicy czy kusznicy a po wprowadzeniu broni palnej także strzelcy. Atakujący gdy znaleźli się na tym skrawku ziemi po przebyciu fosy nie znajdowali się w zbyt komfortowej sytuacji. Wystawieni byli bowiem na strzały i kule obrońców a sami nie mieli gdzie się schronić. Taki parcham otaczał głównie zamek, rzadziej przedzamcze.

 W XV wieku zmienił się trochę wygląd zamku krzyżackiego. Spowodowane to było dwoma czynnikami. Pierwszy to zmiana sztuki wojennej – przejście na system wojsk najemnych a więc potrzeba dla nich kwater i miejsc do ćwiczeń w zamkach a drugi czynnik do kryzys religijny jaki miał miejsce w zakonie. Powstawać zaczęły więc budowle gdzie znikły typowe dla wcześniejszych zamków pomieszczenia klasztorne a przewagę wzięły duże przestrzenie oraz umocnienia dostosowane do broni palnej. Pierwszym takim zamkiem „nowej fali” jest zamek w Bytowie ukończony w 1400 roku.


Rekonstrukcja zamku w Bytowie 

 
Plan zamku w Bytowie. Widoczne większe przestrzenie oraz parcham.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Zamki