RSS
 

Archiwum - Maj, 2013

Zabytek kontra urzędnik

28 maj

  Słowo „zabytek’ w naszym słownictwie po raz pierwszy występuje w XIX wieku. „Ochrona zabytków” – trochę później. Można powiedzieć – szkoda, bo wtedy prawdopodobnie mielibyśmy o wiele więcej starych budowli takich jak np. zamki. Bo właśnie one pozostawiane przez swoich właścicieli, popadające w ruinę najczęściej służyły za źródło materiału budowlanego dla innych obiektów. Nikt nie zastanawiał się na tym aby zachować te stare budowle dla potomnych. Liczyła się chwila obecna. A szkoda. Może takie przyszłościowe myślenie przetrwało by w narodzie do dzisiaj tak jak nasza „ułańska fantazja” czy „szlachecka samowola”. Nie mieliśmy szczęścia do osób odpowiedzialnych za nasze stare budowle a najgorsze jest to, że taki stan rzeczy przetrwał do dzisiaj. Podczas rozbiorów Polski zaborca chcąc pozbyć się ewentualnych miejsc oporu niszczył warownie czy miejskie mury obronne i to wydaje się logiczne patrząc z jego punktu widzenia. Natomiast to, że my sami pozwalaliśmy na takie działania jest dla mnie niezrozumiałe i dziwne. Walczyliśmy latami o niepodległość niszcząc zarazem relikty naszej przeszłości. Ale najdziwniejsze a może należałoby napisać najgorsze to to, że o pozostawienie starej zabytkowej budowli walczą zwykli obywatele z tymi, którzy niejako z urzędu powinni o nie dbać i je chronić. Osoby te są bardzo odporne na wszelkie argumenty przemawiające za ochroną takiej budowli.

Czy wiecie może, że najbardziej chyba znana brama w Polsce – Brama Floriańska w Krakowie mogła zostać wyburzona wraz z pozostałą resztą murów podczas porządkowania miasta w 1816 roku?  Przytaczam tu fragment z mojej strony o Krakowie mówiący właśnie o tym fakcie.

-Rząd Rzeczypospolitej Krakowskiej zajął się uporządkowaniem gruzów po zburzonych murach fortyfikacyjnych. Wypadało więc wyrównać doły, zasypać fosy i rowy. Duch porządku i czystości zapanował w Senacie rządzącym wolnego m. Krakowa i mania burzenia wszystkiego co stare opanowała to ciało. Padł pod uderzeniem kilofów starożytny ratusz na Rynku, ofiarą porządku miały paść także i te trzy baszty, które jeszcze ocalały. Uratował je senator Feliks Radwański. Nie mogąc trafić innym argumentem do przekonania panów senatorów uciekł się do środka, którym wstrzymał zamierzone zburzenie tych baszt. Oto oświadczył, że brama Floriańska ze względów higienicznych nie może być zniesioną, gdyż zasłania ona miasto od wielkich przeciągów, wiatrów, kurzawy i zadymek. Ten argument przekonał pp. senatorów i baszty zostawili. Urosło stąd przysłowie że Radwański wiatrem zatrzymał walącą się już bramę Floriańską. –

Cała treść tego memorandum jest na stronie o Krakowie (
http://www.starykrakow.com.pl
– dział „Ciekawostki”).

 

   Od tej chwili minęło prawie 200 lat a nasi „kochani” włodarze nie wiele się zmienili. Zwykli ludzie wysyłają do nich pisma z prośbami, apelami czy wbrew żądaniami o jak najszybszą interwencję w sprawie niszczejącego zabytku a w zamian otrzymują lakoniczną odpowiedź, prawie identyczną, niezależnie od urzędu czy miejscowości gdzie była ona adresowana. O ich treści pisałem w poście z 27 grudnia pt. „Podsumowanie” (dział „Różne akcje”). I to teraz piszący do nich ludzie powołują się na ustawy, paragrafy i artykuły, w myśl których powinni oni działać. Bo chyba nie ma innej drogi dotarcia do urzędnika jak pokazanie mu konkretnego przepisu, pod który jego praca podlega. Wcześniej to ich pisma naszpikowane były różnymi paragrafami i ustawami, które zajmowały niemal całą stronę a sama odpowiedź to tylko jedno zdanie. Teraz pomału to się zmienia, oby na lepsze ale nie dla korespondencji a dla sprawy.
    Równocześnie chcę zaznaczyć, że nie wszyscy urzędnicy są niesolidni czy aroganccy ale ta mniejszość niestety wyrabia opinie o reszcie, która właśnie tak jest postrzegana. Prawie każdy z nas miał do czynienia z nieuprzejmym pracownikiem jakiegoś urzędu a złe doświadczenie pozostaje na długo w pamięci. O dobrym szybko zapominamy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że takie narzekanie na urzędników staje się już nudne i bezprzedmiotowe gdyż i tak nie wpłynie na ich prace ale jak to mówią „nóż się w kieszeni otwiera” gdy prawie codziennie przeczytać można o zniszczonym, zburzonym, zawalonym czy rozebranym zabytku a odpowiedzialna za to osoba nie ma sobie nic do zarzucenia. Nie są wyciągane wobec niej żadne konsekwencje ani w pracy ani prawne. Można odnieść wrażenie, że ci ludzie są bezkarni a zniszczone dobra niczyje. Ciekawym czy tak samo podeszliby do sprawy gdyby to ich dom ulegał zniszczeniu? Czy czekaliby aż się rozleci i wybudowali nowy, czy raczej przystąpili do remontu? Ale to jest MOJE. NASZE mnie nie interesuje.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ochrona zabytków

 

Zamki – ich podział i style w jakich je budowano.

25 maj

  Pisząc blog o zamkach chyba od tego trzeba było zacząć. Nadrabiam więc to niedopatrzenie. Pewnie istnieją jeszcze inne definicje zamku jak i ich podziałów.

  Zamek to zamknięta budowla obronna, pierwotnie z drewna, później z kamienia, będąca przeważnie reprezentacyjną siedzibą władców, przedstawicieli władzy państwowej, magnatów oraz dostojników świeckich i kościelnych.
 
Wznoszone były na wzgórzach lub sztucznych  wzniesieniach, na uczęszczanych szlakach handlowych i wodnych. U wejścia do doliny i na skrzyżowaniu dróg. Strzegły granic państwa lub majątku. Były więc wznoszone w miejscach ważnych ze strategicznego punktu widzenia.

  Zamki możemy podzielić na kilka grup i tak:

 - ze względu na usytuowanie topograficzne dzielimy je na:
               wyżynne   /np. Czorsztyn, Niedzica, Pieskowa Skała /,
               nizinne  /Krasiczyn, Malbork,

               wodne
stawiane na wyspach  / np. W Kalmarze w Szwecji /. 

  – z osadniczego punktu widzenia zamki dzielimy na:
            samotne,
            związane z miastem

  -  z uwagi na układ przestrzenny możemy podzielić na:

          regularne,
zazwyczaj na terenie płaskim,

          nieregularne
np. na wzniesieniach.

  
 Pierwsze budowle były bardzo prymitywne. Zrobione z drewna, otoczone wałem ziemnym, palisadą oraz fosą. Główną rolę w takim zamku odgrywała wieża warowna zwana donżonem, stojąca zazwyczaj pośrodku dziedzińca a służąca jako mieszkanie pana zamku. Była też ostatnim punktem obrony w przypadku przedostania się wroga przez wał i ostrokół.
  Z biegiem lat zamek zmienia swój wygląd. Drewno zastępuje kamień, palisadę oraz wał – wysokie i grube mury. Tworzyły one nieraz podwójne a nawet potrójne pierścienie umocnione basztami i warowną bramą, do której dostępu bronił zwodzony most.
  Zmianie uległo również wnętrze zamku. Dookoła dziedzińca powstały pomieszczenia dla służby i załogi, stajnie oraz budynki gospodarcze jak: spichlerze, młyny itp. Udoskonaliła się także sztuka fortyfikacyjna i dobrze obwarowany zamek  nawet przy nielicznej załodze mógł długo się bronić. Zmieniło się wnętrze izb mieszkalnych. Początkowo bardzo skromne i surowe z czasem zmieniało się w wygodne, luksusowe. Pojawiły się kosztowne meble, na ścianach wschodnie tkaniny, przy ucztach bogate zastawy.
   A więc nie są to już małe, skromne drewniane zamki lecz dobrze obwarowane, ciężkie budowle, których obronność znacznie wzrosła.

  Warto również wiedzieć coś o stylach w jakich zamki budowano. Większość zamków w Polsce wzniesiono w wiekach XII-XIV. A wtedy dominował styl zwany gotykiem.
 
Powstał on na przełomie XII i XIII w. Na terenie północnej Francji. Był on wynikiem poszukiwań nowych rozwiązań konstrukcyjnych, które pozwalały na uzyskanie obszernego wnętrza mniejszym nakładem kosztów. Charakterystycznym elementem gotyku jest ostrołuk. Dzięki niemu budowle osiągały niespotykaną dotychczas strzelistość i wysokość. Powstało sklepienie krzyżowe, a z czasem żebrowe, które okazało się lżejsze od sklepień romańskich.
  W Polsce do rozwoju gotyku przyczyniło się w dużej mierze zjednoczenie państwa oraz powstawanie nowych miast. Zarysowały się dwie zasadnicze odmiany gotyku. Jedna to grupa krakowsko – śląska, którą cechuje lekkość i finezja formy (np. Kościół Mariacki w Krakowie, ratusz we Wrocławiu). Druga pomorska – surowa i jednolita w fakturze (Kościół Mariacki w Gdańsku). Obie te odmiany można zauważyć w niektórych zamkach a częściej w ich ruinach. Bowiem zamków, które uniknęły tego przykrego losu jest naprawdę niewiele.
   Z biegiem lat również gotyk stał się stylem przestarzałym i jego miejsce zajął nowy - renesans. Pierwsze polskie budowle w tym stylu datuje się na wiek XVI a ściślej na rok 1507. Odróżniamy w polskiej architekturze renesansu co najmniej trzy okresy. 

 - Okres pierwszy przypadający na lata 1502-1550. Charakteryzuje się włoskimi formami architektonicznymi i dekoracyjnymi i zbiega się z czasem panowania Zygmunta Starego, 
 - okres drugi to lata 1550-1600, w których upowszechnia się i polszczy architektura renesansowa a jednocześnie pojawia się nowa tendencja stylowa zwana manieryzmem
 - i wreszcie trzeci okres od 1600-1650 r. To zanikanie architektury renesansu, niepodzielne panowanie manieryzmu a jednocześnie zaczyna przenikać nowy styl barok.
 
Budowane w tym okresie /XVI w./ zamki, prawie wyłącznie na planach włoskich, zachowały swój obronny charakter lecz zmienił się ich wygląd zewnętrzny. Dla zamków nadszedł okres ich rozbudowy i modernizacji. Dobudowywano nowe skrzydła, powiększano dotychczasowe budynki mieszkalne, strome dachy zastępowano attykami, mury zostały otynkowane ożywione ornamentalną dekoracją. Wnętrze także uległo zmianie. Pomieszczenia stały się obszerne i jasne a małe okienka zastąpiono dużymi  obramowanymi renesansowymi ozdobami. Wokół obszernych dziedzińców powstawały galerie arkadowe oraz bogato rzeźbione ganki i loggie. Dużo było w nich marmuru i alabastru. Na ścianach powstawały malowidła /polichromie, sgraffiti/, wszędzie dużo rzeźb i obrazów.  Zamek stał się nie tylko budowlą obronną ale świadczył także o zamożności i dobrym smaku właściciela.
  W związku z rozwojem i udoskonaleniem artylerii oblężniczej, od późnego średniowiecza zamki zaczęły stopniowo tracić swą przydatność obronną. Druga połowa XVIII w. to ostateczny upadek dawnych zamków, które to opuszczone przez użytkowników popadają w ruinę.

W dziale „Zamki” w notatce pt. „Lochy” przedstawiłem rysunki „idealnych zamków” w Polsce i w Europie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Zamki

 

Budowle obronne

19 maj

  Jak już pisałem w poprzednim poście dotyczącym Kresów zdecydowana większość zamków w XV wieku to były budowle drewniane. Powstawały w dość szybkim tempie, o budulec nie było trudno, ówczesna broń nie zagrażała takiej warowni i jedyną jej wadą była mała odporność na ogień. Z drewna budowano nie tylko zamki lecz także dwory, królewskie pałace a nawet całe miasta.
  W starych aktach czy dokumentach znajdujemy łacińskie określenie architektus a słowo to oznaczało cieślę, natomiast słowo murator oznaczało architekta a ponieważ tego pierwszego określenia jest wiele więcej tak więc budowniczym ówczesnej Polski był cieśla.
  Trwałość takich drewnianych budowli nie była zbyt duża. O ile wcześniej nie strawił je pożar niszczyły warunki atmosferyczne. Ale ich remont mógł być równie szybki jak i zniszczenie. Takie budownictwo bardzo dziwiło przybywających do Polski cudzoziemców nawykłych do kamiennych ciosów, marmurów czy granitów i jak to określił jeden z nich goszcząc w takiej drewnianej rezydencji, że „nigdy nie widział tak pięknie ułożonego stosu paliwa”. Lecz celem tych drewnianych zamków była obrona przed nieprzyjacielem dlatego też były one raczej surowe w swoim wystroju i umeblowaniu. Obronność przede wszystkim. Drewniane palisady, wały ziemne, drewniano-ziemne, fosy suche i z wodą to główne zewnętrzne zabezpieczenie takiej warowni.
   Zamieszczam rysunek pp. Kazimierza i Tadeusza Mokłowskiego z widokiem idealnego zamku drewnianego, który jednak w rzeczywistości chyba nie istniał.

 

  Trochę inaczej wyglądała sprawa z budowanymi w wiekach XVI czy XVII zamkami murowanymi. Tam o budulec było już trochę trudniej, a i budowniczy musiał znać się na murarce. Powstawały wtedy budowle, które łączyły z sobą role obronną i mieszkalną. Głównymi architektami byli przede wszystkim Włosi i oni to wprowadzali do naszego kraju styl obowiązujący na zachodzie. A przyznać trzeba, że ze swoimi nieraz monumentalnymi planami trafili na podatny grunt. Bogata szlachta chce dorównać magnatom, magnaci monarchom i tak powstają wielkie budowle, które można by wpisać do księgi Guinessa gdyby wtedy istniała. Np. kopuły na czterech basztach w zamku w Żółkwi były złociste (miedź w ogniu złocona), mury zamku w Mirze miały sześć łokci grubości, podobnie grube mury były na zamku w Laszkach (Mniszchów), olbrzymie sale – w Nieświeżu było ich 12, w Laszkach miały 40×60 kroków, w zamku w Janowcu wszystkich pomieszczeń było 105 a zamek Krzyżtopór w Ujeździe budowany przez 30 lat zachwycał podobno jadalnią ze szklanym sufitem i stojącą na nim sadzawką z pływającymi rybami. Oczywistym jest chyba fakt, że i wnętrze takiego zamku, jego wystrój, meble, zastawy, sprzęty codziennego użytku czy dekoracje były równie bogate.
  Lecz chyba żaden z tych bogatych szlachciców czy magnatów przy powstawaniu takiej rezydencji nie pomyślał o jej późniejszym istnieniu. Okazało się bowiem z czasem, że koszt utrzymania takiej budowli, jej remonty, niekiedy przewyższają koszty budowy. A wystarczyło by gdyby drobne naprawy wykonywano na bieżąco. Otóż najczęstszą przyczyną popadania w ruinę wielkich gmachów jest deszcz. Spływająca do wnętrza woda niszczyła wszystko co napotykała na swojej drodze. Zdarzało się i tak, że budowany przez kilkanaście lat zamek z jednej strony był stawiany a z drugiej już popadał w ruinę właśnie poprzez przeciekający dach. Hetman Żółkiewski w swoim testamencie polecał „opatrować zamek, żeby się nie psował” i dodaje „wszak nie trzeba nic dalej, jeno żeby nie ciekło, a jeśli się gdzie dachówka zepsuje o inszą nie trudno”. Ale jak widzimy u nas problem od wieków jest ten sam. Wiemy jak zrobić tylko nie wiemy kto ma to zrobić. I tak krople wody przyczyniały się do upadku fortun oraz budowli.
  W późniejszym okresie z równym przepychem budowano pałace lecz zrezygnowano z otaczających je fortyfikacji. Pełniły one funkcje wyłącznie mieszkalne podobnie jak dworki stawiane po wsiach przez mniej możną szlachtę.

Przy pisaniu tekstu pomocna była książka Władysława Łozińskiego – „Życie polskie w dawnych wiekach”.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Kresy

 

Historyczne zainteresowania społeczeństwa

11 maj
  W ostatnich latach zauważyć można, że część naszego społeczeństwa zaczęła interesować się historią. Powstało do tej pory i ciągle ich liczba się powiększa wiele różnego rodzaju Bractw Rycerskich inspirowanych głównie okresem średniowiecza lecz nie tylko. Powstają grupy rekonstrukcyjne organizujące pokazy, dzięki którym możemy przeżywać ważne wydarzenia historyczne związane z historią naszego państwa. Odradzają się rzemiosła, które wydawałoby się, że w XXI wieku nie mają racji bytu np. płatnerstwo (wyrób zbroi a później także mieczy, szabli, tarcz) zanikło dość dawno. Szyje się także ubiory z tamtego okresu, buduje dawne wioski itp. A udział w tym biorą nie tylko ludzie młodzi lecz i starsi także dorzucają „swoje trzy grosze”. Coraz większe jest także zainteresowanie różnymi rycerskimi turniejami organizowanymi od kwietnia do października w różnych rejonach kraju. W szranki stają członkowie Bractw Rycerskich zarówno pojedynczo jak i w grupach a jak zwykle zwycięża najlepszy. Zabawa jest wspaniała lecz po jej zakończeniu czasami potrzebna jest lekarska pomoc gdyż różnych przypadkowych kontuzji jest bardzo wiele. Co warte jest odnotowania to także duże zainteresowanie widzów tego typu rozrywką. A wybór jest duży od rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem aż do obrony Westerplatte. Biorące w inscenizacjach grupy występują w noszonych w danej epoce strojach, używają ówczesnej broni i starają się odtworzyć w miarę realistycznie tamte wydarzenia. Jest to dobra lekcja historii dla młodszego pokolenia, które czasami z wypiekami na twarzy ogląda te zmagania. Może w niedalekiej przyszłości oderwie się od komputera i zasili szeregi takich grup.
   Zainteresowanie historią przejawiają także osoby zamożniejsze kupując np. ruinę zamku i odbudowując go. Chociaż zamiast słowa „odbudowując” powinienem chyba użyć słowa „budując”. Odbudowa kojarzy się z odtworzeniem czegoś co wcześniej stało a zostało zniszczone a w wielu przypadkach remontów takich ruin powstaje coś co wcześniej nie istniało. Dość luźno traktuje się pozostałości dawnej budowli i realizuje swoje wizje nie poparte żadną wcześniejszą , historyczną dokumentacją. A najdziwniejsze jest to, że zgodę na takie działania wydają ludzie, którzy odpowiedzialni są zabytki i ich ochronę. Prawdopodobnie zadziałał fakt, że znalazł się ktoś kto chciał kupić dany obiekt a konserwator niejako pozbył się kłopotu. Wprawdzie dalej miał wgląd w prace ale to nie były już jego fundusze. W tym miejscu chciałbym uprzedzić wszelkie komentarze typu” miał gość pieniądze, kupił i robi za swoje to co nam do tego”. Otóż tak można podejść do sprawy gdyby budowa realizowana była od nowa i w innym miejscu. Ma pieniądze niech stawia i zamek. Ale zabytek jest naszym wspólnym dobrem a nie jednej osoby, która go kupiła. Poza tym dowolne stawianie zabytkowych budowli fałszuje jakby naszą historię. Za np. 100 lat oglądający taki obiekt turysta będzie myślał, że tak on wyglądał od początku a nie, że patrzy na efekt wyobraźni swojego pradziadka. Dlatego nie jestem za swobodną budową na ruinach starych zabytków. Owszem gdy jest to poparte odpowiednią dokumentacją, odtworzeniem budowli z pewnego okresu z jej obowiązującymi w tym czasie detalami i wykończeniami oraz konkretnymi planami na przyszłość jestem za. Lepiej jest czasem zabezpieczyć przed dalszą dewastacją ruinę niż pozwolić na jej „zniszczenie” przez nieodpowiedni remont.
   W tym boomie na historię nasze społeczeństwo zaczyna zauważać jak wiele jest do zrobienia. Na facebooku powstają grupy miłośników zabytków i ich ochrony, w terenie sporadycznie organizują się Stowarzyszenia czy Fundacje dla konkretnego obiektu i tylko odpowiedzialne za zabytki nasze władze jakby nie zauważały problemu. Obecnie wielu ludzi odwiedza różne miejsca w naszym kraju gdzie straszą zaniedbane ruiny pałaców czy zamków zastanawiają się dlaczego tak to wygląda i czy nie da się nic z tym zrobić. Jeżdżąc po Europie widzą jak tam dba się o zabytki i zadają sobie pytanie „w czym my jesteśmy gorsi od nich, że tam tak o to dbają a u nas tylko ruiny i śmieci wokół?”. No to postaram się odpowiedzieć – ruiny to efekt upływającego czasu i braku zainteresowania odpowiednich czynników, śmieci to efekt zwiedzających (nikt nie widzi to mogę wyrzucić opakowanie po batoniku czy butelkę) czyli nas a w czym jesteśmy gorsi? – w braku pozytywnego i przyszłościowego myślenia. Owszem myślimy, że ktoś powinien coś zrobić – ktoś – lecz nie my. Za granicą niestety tak nie ma. Tam wiedzą, że zabytek jest rzeczą niepowtarzalną i nawet odbudowany nie jest tym czym był dawniej, zabytek jest dobrem wszystkich więc wszyscy powinni o niego dbać (nie ryć na resztkach murów napisów typu „tu byłem”) i tak też się dzieje. U nas albo jest państwowy czyli nikogo więc można robić co się chce albo jest czyjś czyli prywatny więc tym bardziej nie należy nic robić aby go ratować. Wobec takiego naszego podejścia do tego tematu możemy być szczęśliwi, że jeszcze tyle zabytkowych budowli pozostało.
   Może więc na fali tego „historycznego rozwoju” wprowadzić w szkołach w ramach lekcji historii nauki o zabytkach, ich ochronie a także ochronie ich otoczenia a przede wszystkim uświadomić młodzieży po co one są i dlaczego powinniśmy o nie dbać. Bo sądząc po fiasku naszej akcji „Ratujmy polskie zabytki” obecne pokolenia raczej o nie nie zadbają.
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii