RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2011

Błędy formalne

26 sty
                    Otrzymałem wczoraj list od Stowarzyszenia „Ratuj Tenczyn” następującej treści:

Ani Urząd Marszałkowski, ani Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie dadzą pieniędzy na przeprowadzenie drugiego etapu zabezpieczenia ruin zamku „Tenczyn” w Rudnie. Błędy formalne zawarte we wniosku złożonym przez Gminę Krzeszowice do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego sprawiły że Tenczyn nie dostał ministerialnego dofinansowania.
Z kolei wniosek o dofinansowanie złożony do Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego zyskał niską ocenę, znalazł się poza pierwszą dziesiątką nawet na liście rezerwowej.”

  Aż krew człowieka zalewa na takie podejście do sprawy przez nasze władze. Dla nich nie ma znaczenia, że zabytek może rozpaść się w najbliższym czasie. Ważne jest aby na papierku był w odpowiednim miejscu przecinek lub kropka. Co to są za błędy formalne? Nie było adresu, podpisu a może daty? Bo wydaje się, że nie powinno być ważne jak wniosek został napisany a co w nim zostało napisane. A jeżeli znalazły się jakieś błędy to przecież można go odesłać do poprawy. Chyba, że jest to na rękę Ministerstwu i trzymali go do końca nadsyłania dokumentów aby o tych błędach poinformować i wniosek odrzucić.  Podsumowując – ważny papier, reszta nie ma najmniejszego znaczenia. Ja wiem, że takie jest prawo ale kto to prawo wymyślił? Przecież można to zmienić bo to na pewno nie jest pojedynczy przypadek.
  Lecz jest jeszcze inna „teoria spiskowa”. Może gmina specjalnie taki wniosek przesłała gdyż od samego początku nie była zainteresowana remontem zamku. Za wszelką cenę chciała się go pozbyć a powstanie i działalność Stowarzyszenia chyba nie bardzo jest jej na rękę. W takim przypadku gmina wyszła z twarzą „chcemy coś zrobić lecz na górze nie dają”.
  A swoją drogą zazwyczaj wszelkie wnioski czy inne formularze dostaje się je już gotowe i tylko trzeba je wypełnić. Na pewno wielu z czytających tego bloga nieraz spotkało się z takimi dokumentami próbując je wypełnić. Język polski lecz zupełnie nie wiadomo o co chodzi, co i gdzie wpisać, w którym miejscu. Co miała na myśli osoba tworząca takie „arcydzieło”? Ale pocieszające jest to, że i czasem sami urzędnicy nie wiedzą jak to wypełnić. A ja mam taki pomysł. Niech pod każdym takim „dziełem” będzie imię i nazwisko jego autora a przede wszystkim jego numer telefonu. Jak będę miał jakiś wątpliwości to po telefonie na pewno autor je rozwieje. Myślę, że nasze formularze byłyby bardzo krótkie i zrozumiałe nawet dla dzieci w przedszkolu.
Może więc osoba w gminie wypełniające owe dokumenty sama nie była pewna co i gdzie wpisać. W końcu tam też są podobno tylko ludzie chociaż czasem mam co do tego duże wątpliwości.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków

 

Zabytki – czy komuś na nich zależy???

24 sty
  Nasza akcja „Ratujmy polskie zabytki” (jej opis na stronie: http://ratujemypolskiezabytki.com.az.pl/) trwa już prawie trzy miesiące i jako jeden z jej organizatorów pozwolę sobie na kilka uwag. Mogę powiedzieć, że spodziewałem się czegoś podobnego. My potrafimy ganić innych za to, że nic nie robią, krytykować za to, że coś robią ale dać coś z siebie to już duża przesada. Zdaje sobie sprawę z tego, że ochrona zabytków nie jest tematem tak popularnym jak ochrona zdrowia i zawsze będzie na dalszym miejscu. Prawdopodobnie gdyby WOŚP zbierała właśnie na ten cel byłby pobity rekord najmniejszej zbiórki. Potrafimy się oburzać gdy widzimy rozpadające się budowle, pytamy kto jest temu winien i dlaczego nic nie robi. Powinno się go ukarać itp. itd. Owszem, potrafimy się zjednoczyć gdy widzimy nieszczęścia innych np. podczas powodzi, pożaru czy zagrożenia życia. Ale trwa to tylko kilka chwil i później już nikt o tym nie myśli oprócz samych poszkodowanych.
  Podobnie rzecz ma się z zabytkami. Jest kilka znanych miast czy budowli, na remont i odnowę, których znajdują się pieniądze. Od kilkunastu lat trwa renowacja starych, zabytkowych kamienic w Krakowie a jej początek przypada na długo przed tym jak przystąpiliśmy do Unii Europejskiej, z której to części pieniędzy obecnie korzystamy. Odbudowany został zamek królewski w Warszawie chociaż moim skromnym zdaniem nie jest to obecnie zabytek. Będzie nim za lat dwieście lub trzysta ale nie teraz. Blok, w którym mieszkam ma dokładnie tyle samo lat. Czy też jest to zabytek? Ale pieniądze się znalazły i budowla zdobi miasto. Podobnie odnowiono kilka innych zamków (cały czas jest mowa o tych zabytkach należących do Państwa) i miejskich Starówek. A co z resztą? W całym kraju są tysiące zapomnianych pałaców, zamków, dworów, kamienic, cmentarzy itp., o których władze państwowe a także lokalne wolą nie wiedzieć. A jak się nic nie wie to można spać spokojnie. I stąd nasza akcja. Chcemy tym urzędom zwrócić uwagę na niszczejące w ich województwach, powiatach czy gminach budowle i pokazać, że są jednak ludzie, którzy o tym pamiętają. Bo w większości, urzędnik to taka osoba, u której aby coś załatwić trzeba nieustannie mu o tym przypominać i monitować. Inaczej nic się nie zdziała. Wysyłanie do nich listów jest więc taką formą przypominania i może z czasem czymś zaowocuje.
  Nasze listy nie mają jednak formy prośby (do czego przez lata urzędnicy byli przyzwyczajani) lecz są niejako żądaniem o konkretne działanie. Przecież przed wyborami tak wiele obiecywali zrobić więc nie chcemy im dać zapomnieć o ich deklaracjach. Obywatele, którzy ich wybierali mają prawo żądać spełnienia obietnic a nie pokornie prosić, bić pokłony i czekać na łaskawą odpowiedź. Z dużym prawdopodobieństwem odpowiedź można jednak przewidzieć i w mniej lub bardziej zawiły sposób będzie brzmiała „brak pieniędzy na takie inwestycje”. Nie przeszkodzi to jednak urzędnikom wszystkich szczebli na koniec roku przyznać sobie kilkutysięczne nagrody czy premie (jak zwał tak zwał) za ciężką i dobrze wykonaną pracę. I na to fundusze są.
  Wracając do akcji. Czy naprawdę tak wiele potrzeba czasu i wysiłku aby wysłać na poczcie kilka listów? Można też wysłać je emailem lecz cały „wic” polega na tym aby w urzędach niejako „fizycznie i naocznie” odczuli problem. Sterta listów na biurku czekających na odpowiedź działa jednak inaczej niż tyle samo listów w wyłączonym komputerze. Oprócz wysłania listów nic innego od Państwa nie oczekujemy. Żadnych wpłat pieniędzy na konto, pomocy w pracach remontowych czy innych podobnych „przyjemności”. Przesyłamy do Was gotowe listy, które trzeba wydrukować, wpisać swój adres (na odpowiedź) i wysłać. To wszystko. Może się okazać, że tak niewielki nasz wkład ocali od całkowitego zniszczenia kilka budowli. Obawiam się jednak, że i ten artykuł zdopinguje jedynie kilka osób. Dla reszty ochrona zabytków to zmarnowane i wyrzucone w błoto pieniądze.
 
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Różne akcje

 

Kartusze herbowe

23 sty
  Do Polski herby przybyły z zachodu w XIII wieku. Pierwotnie stosowane były przez rycerstwo, które malowało je na swoich tarczach w celu rozpoznania. Z czasem, gdy stan rycerski zaczął przechodzić w stan szlachecki także herby zmieniały swoje przeznaczenie. Stosowano je nie tylko w celach rozpoznawczych lecz także oznaczano nimi granice swoich włości, poddani podczas wojny służyli pod herbem swego pana, herby znajdowały się także przy wejściach do zamków czy pałaców. Swoje herby otrzymywały od króla miasta czy województwa.
Herb oczywiście musiał spełniać wymogi reguł heraldycznych. Mieć określony kształt, jego pole powinno dzielić się wg. określonego wzoru, rysunek powinien być łatwy do rozpoznania.
  Piszę o tym ponieważ chcę pokazać kilka zdjęć kartuszy herbowych pozostałych nad wejściami czy szczytami budynków, które w niedługim czasie mogą przestać istnieć. Ich stan zniszczenia jest bardzo duży i trudno sobie wyobrazić aby ktoś chciał to kupić i wyremontować. Zobaczmy te niewątpliwe dzieła sztuki zanim nie podzielą losu budowli, na których się znajdują.

 


Pałac w Brzeźnicy.

Pałac w Chwalimierzu

Pałac w Dziasławiu kiedyś i obecnie.

Pałac w Gogołowie.

Pałac w Goszczu.

Pałac w Pomianowie.

Pałac w Rudnie. 
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Pałace, Zamki

 

Pałac Lenno we Wleniu

20 sty
  Większość naszych zabytków ulega niszczeniu. Przeciw nim działa czas i ludzie. Niestety okazuje się, że czas jest jednak dużo łaskawszy. Natrafiłem niedawno na stary artykuł w „Polityce” opisujący perypetie jakie przechodził (mam nadzieję, że to już czas przeszły) chcący zakupić i wyremontować nasz zabytek obcokrajowiec. Wydaje mnie się, że podejście w owym czasie lokalnych władz do tego tematu to chyba sprawa dla prokuratora. I mam także taką nadzieję, że tacy ludzie nie sprawują dalej władzy w gminie. Zamiast pomagać rzucają kłody pod nogi zasłaniając się patriotyzmem. Czysta kpina. A może byłego burmistrza obciążyć kosztami naprawy zawalonej ściany zamku (skoro nie chciał go sprzedać) i zmusić do naprawienia szkody? Zastanawiam się tylko gdzie byli pozostali radni i czy wszyscy mieli do tej sprawy taki sam stosunek. Jeżeli tak to smutna przyszłość przed taką gminą.
Oto link do strony gdzie można zobaczyć jak przebiegał remont pałacu:

http://www.vanhauwaert.org/luk/index.php?catid=5

Poniżej artykuł z 2007 roku.

Od początku wiedziałem, że ryzykuję – mówi Luk Vanhauwaert, Flamand, lat 58, samouk – wynalazca (opatentował m.in. mikrosteper dla grafików), od sześciu lat we wsi Łupki właściciel barokowego kompleksu pałacowego Lenno. – Czułem, że nie traktowano mnie poważnie, nie miałem na ręku złotego Roleksa.
 Za niepoważnie duże pieniądze pałac-ruinę oferowała Poczta Polska. Flamand zapłacił zadatek, okrągłą sumę, ale po pewnym czasie zauważył, że przedawnia mu się umowa przedwstępna. Dziewięć miesięcy czekał na pozwolenie z MSWiA. Kiedy chciał odnowić dokument, usłyszał: dyrektora Poczty nie ma, jest w Częstochowie na pielgrzymce. Vanhauwaert znalazł dyrektora, przed ołtarzem wyprosił podpis z pieczątką. Po raz pierwszy usłyszał, że jest kłopotliwy. Następnym razem, że jest „łyżką dziegciu w beczce miodu” powiedział mu Bogusław Szeffs, były burmistrz gminy Wleń, w której znajduje się pałac Lenno. Szeffs później tłumaczył, że lubi cudzoziemców, mimo że są dziwni. Osiedlają się na wsi i nie chcą latarni przed domem, wolą ciemność pod rozgwieżdżonym niebem. Nie życzą sobie, już chyba na złość, drogi z asfaltu, wolą polną. Cwaniaki z Londynu i Amsterdamu lecą samolotem do Berlina, stamtąd prują gładką jak stół bilardowy autostradą. Ale tu ma być bezdroże, cisza i skansen. Eksburmistrz przewiduje, że tereny wokół pałacu Flamanda niedługo otoczy szczelna siatka: – To człowiek agresywny, nawet nie Belg, tylko nacjonalista Flamand, na dodatek z obsesją własności prywatnej.

Prywatne milion euro Flamand zainwestował już w remont pałacu, zatrudnia polskich sąsiadów, dzierżawi 55 ha, chce eksportować ekologiczne siano do Belgii i zbiera ekologiczną paprykę. Ku zdziwieniu miejscowych bezrobotnych, którzy nie zbierają nawet niczyich jabłek, bo im się nie opłaca, Flamand sprzedaje czereśnie po 1 zł za kilo i cieszy się jak dziecko. Latem w pałacu gościł studentów z Unii, jesienią były dni otwarte z okazji Europejskich Dni Dziedzictwa. Ludzie we wsi gadają: miły facet, szkoda, że tak mało europejski. Zawsze pieszo, we flaneli w kratę i bez krawata, nawet na sesjach rady gminy, gdzie wykrzykuje upierdliwe pretensje łamaną polszczyzną.

Flamand jeszcze nie wszystko rozumie, nie pojął na przykład w porę, co znaczy propozycja burmistrza spotkania w cztery oczy, na gruncie neutralnym, w pizzerii. Potem nie dostał zgody na zakup i restaurację ruin średniowiecznej warowni Bolków Piastowskich, mimo że te niedawno w połowie runęły mu na ekoogród.

Eksburmistrz: – To nasz wleński Wawel, ja sobie nie wyobrażam sytuacji, w której Polak, aby obcować z dziedzictwem, będzie prosił o klucze Flamanda. Kiedy Vanhauwaert zaproponował remont lokalnego rurociągu z własnych środków, usłyszał, że to własność publiczna, że istnieją granice obcej prywatyzacji.

– Kiedy burmistrz i pracownicy zakładów komunalnych przyszli odciąć moja rura, ja nagle patrzę, o Jezu! Te ludzie ze wsi chwytają się za ręce i robią mur – wspomina Flamand. – Ciepło miałem na sercu, kiedy oni tacy mali, a nie dali odciąć moja rura. Już bez świadków burmistrz odciął wodę.

Teraz dowozi się ją do Łupek beczkowozem, a Flamand raz na tydzień wsiada na traktor, jedzie do wytwórni win napełnić wodą swoje beczki, każda po 150 litrów. Burmistrzowi Luk obiecał, że nie wyjedzie z Łupek, chce tutaj długo żyć i umrzeć.

– To konflikt personalny, nie widzę szansy kompromisu – mówi Wojciech Kapałczyński, szef wojewódzkiego zakładu konserwacji zabytków. – Mam nadzieję, że Luk wytrzyma, świetnie mi się z nim pracuje przy restauracji pałacu Lenno.


Pałac

Dawne zabudowania gospodarcze
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Pałace

 

Jak je uratować?

18 sty
  Zrujnowanych, zniszczonych czy aktualnie niszczejących zamków czy pałaców jest w naszym kraju chyba znacznie więcej niż tych, którym szczęście sprzyjało i ich właściciele postarali się o ich dobry stan i wygląd. Jednakże prawie w każdym z nich ich fundatorzy zadbali o okazały wystrój zarówno zewnętrzny jak i wewnętrzny. Czym więcej ozdób na i w budynku świadczyło o zamożności ich właścicieli, o ich guście i nadążaniu za panującą modą. Dlatego też wiele takich architektonicznych detali czy rzeźb dotrwało do dzisiaj w zrujnowanych budynkach. Ozdobne portale nad bramami wjazdowymi, portale nad wejściami do pomieszczeń, kartusze herbowe, obramowania okien, balustrady, rzeźby zarówno stojące luzem jak i wmurowane w ściany itp. Wszystkie te przedmioty są łakomym kąskiem dla różnych ludzi. Nastała bowiem u nas moda na posiadanie w swoim domu starych architektonicznych detali i ozdób. A przecież najtaniej jest coś takiego ukraść. Nie zawsze są to małe elementy więc ich demontaż (np. wykucie ze ścian) czy załadunek trochę trwa i nie uwierzę, że nikt tego nie widzi. Lecz przy naszej znieczulicy chyba nie ma się co temu dziwić. Wszyscy są oburzeni faktem kradzieży lecz nikt nic o niej nie wie. Są jeszcze budowle gdzie znajdują się różnego typu elementy dekoracyjne. Zastanawiam się co można zrobić aby je uratować. Bo w tych pałacach gdzie obecnie przebywają raczej nie ma co liczyć na ich remont. Rozpadające się budynki, pozbawione dachu, okien i drzwi nie zachęcają do kupna. Ich remont wyniósł by więcej niż postawienie nowego domu (zresztą każdy remont starego zabytku kosztuje znacznie więcej niż taki sam remont zwykłego domu). Niszczeją więc także znajdujące się w nich ozdoby. Nie zawsze są to jakiś wybitne dzieła sztuki lecz i takich detali szkoda zostawiać na zniszczenie. A może utworzyć jakieś muzeum takich rzeczy, w którym będzie można dowiedzieć się z jakiego miejsca one pochodzą, poznać historię budowli, w którym była, zobaczyć zdjęcia itp. I była by wtedy pewność, że przynajmniej przez jakiś czas nie będzie jej nic zagrażać.
Poniżej przedstawiam zdjęcia kilku ozdób z różnych niszczejących obiektów lecz nie podaję ich nazw.

 











Zdjęcia Paulina – Buba
 
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków

 

Gdzie pierwotnie stały?

11 sty
  Mam taką prośbę do czytających mojego bloga. Może wśród swoich wędrówek po zamkach czy pałacach, zwłaszcza tych zniszczonych czy opuszczonych natrafiliście na rzeźby, których zdjęcia niżej prezentuję. Nie chodzi mi o to gdzie te rzeźby są obecnie lecz gdzie były kilka lat temu. Poszukuję też starych zdjęć zamków czy pałaców, na których widoczne są rzeźby, portale, wszelkie ozdoby i dekoracje architektoniczne a także malarskie, kamieniarskie itp. Byłbym wdzięczny za kontakt i przysłanie kopii tychże zdjęć.
  Ostatnio bardzo często giną właśnie takie detale z opuszczonych zabytków a mając zdjęcie łatwiej jest je znaleźć i odzyskać. Czasami znajduje się takie elementy w nowo powstających domach, rzeźby zdobią ogrody i trudno jest później udowodnić właścicielowi skąd je sobie przywiózł. Bo zabytki powinny służyć wszystkim i też dla wszystkich powinny być dostępne. Nie powinniśmy się zgadzać na to aby prywatne osoby przywłaszczały sobie części dawnych budowli, często nie zdając sobie sprawy z ich wartości. A zaniedbanych, zniszczonych czy opuszczonych zabytkowych budowli w Polsce jest mnóstwo i często kuszą niektórych aby co cenniejsze elementy „zabezpieczyć”.
 

Jeden z dwóch lwów.


Św. Florian

Widok z przodu i tyłu

Widok z przodu i tyłu.

Dwie różne rzeźby.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Ochrona zabytków

 

Ruszamy z akcją.

09 sty
  Ruszyliśmy właśnie z akcją „Ratujmy polskie zabytki”. Do tej pory szukaliśmy chętnych do wzięcia w niej udziału a od dzisiaj wysyłamy listy. Na początek listy kierujemy do starostwa w Ząbkowicach Śląskich i Bolesławcu. Daliśmy nowym władzom kilka tygodni czasu na zapoznanie się z urzędem i nowymi obowiązkami a także na zapamiętanie gdzie stoi przydziałowa kawa czy herbata. I wydaje się, że najwyższy czas na konkretną pracę. A tej zapewne jest wiele tym bardziej, że nie tylko o zabytki chodzi. Ale mamy nadzieję na poprawę losu kilku z nich. Bo zarówno pałac w Kluczowej jak i zamek w Gościszowie warte są remontu. Później można prowadzić w nich różne działalności przynoszące dochód zarówno gminom jak i powiatom. Dziwi mnie takie obojętne podejście władz do tematu remontów czy zabezpieczeń starych budowli. Przecież coraz więcej ludzi podróżuje po Polsce i zwiedza właśnie takie zabytki. Opis zamku w Gościszowie możemy znaleźć w różnych przewodnikach. Natomiast co to spotyka turystę na miejscu woła o pomstę do nieba i nie wystawia dobrego świadectwa lokalnym władzom. Leżące wszędzie śmieci, rosnące chaszcze i krzaki oraz alkoholowe libacje raczej nie zachęcają do odwiedzin a polecenie zwiedzania takiego obiektu znajomym chyba nie wchodzi w grę. Tracą więc wszyscy a wystarczy na początek trochę dobrej woli władz, sprzątnięcie terenu, poszukania lub przesunięcia środków na prace zabezpieczające i systematycznego dążenia do końca.
Wydaje mnie się, że wszędzie można znaleźć ludzi zainteresowanych remontem czy odbudową zabytku. Trzeba tylko chcieć im pomóc a nie utrudniać. Niestety, zanim przebrniemy przez etap „papierkowy” okazuje się, że już nie ma czego ratować. W dobie komputerów i szybkiej łączności papier powinien nam służyć tylko do jednego, wiadomego celu.
Ale ponieważ jest to jeszcze jeden ze skuteczniejszych środków informacji i nacisku proszę czytających tego bloga o dołączenie do naszej akcji i poinformowanie o niej swoich bliskich i znajomych. Klikając na baner poniżej zostaniesz przeniesiony na naszą stronę internetową gdzie dowiesz się wszystkiego o akcji.
Zapraszam i liczę na Was.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Różne akcje

 

Ratujmy swoje, dewastujmy inne.

07 sty
  W artykule „Zaginione portale” (patrz – linki) opisuję tajemnicze zniknięcie portalu z zamku w Płoninie i pojawienie się go na remontowanym zamku w Starych Tarnowicach. Już wtedy, w korespondencji ze znajomym, który zwrócił mi uwagę na ten fakt napisałem, że prawdopodobnie na tymże remontowanym zamku jest pewnie więcej różnych ozdób, rzeźb czy elementów architektonicznych pochodzących z innych budowli. I można powiedzieć, że jestem jasnowidzem. Oto do czego doszedł mój dociekliwy znajomy. Załączone zdjęcia pochodzą z jego strony i są dodane za jego zgodą.
1 – Altana. Stała w narożniku tarasu, niezbyt ładna ale znikła. I oto identyczna pojawia się w Starych Tarnowicach. Zbieg okoliczności?
2 – Kamienna balustrada. Na starych zdjęciach jeszcze widoczne jej fragmenty, obecnie nie ma po niej śladu.
3 – Tralki podtrzymujące balustradę. Również gdzieś się zapodziały.
Elementy takie ładnie złożone znajdują się obecnie na remontowanym zamku. Prawdopodobnie są to te same części, które zaginęły z Płoniny. Bo po co wykonywać kopie czegoś co można mieć za darmo lub za nie wielkie pieniądze. Właściciel zamku Niesytno w Płoninie twierdzi, że portal dał do konserwacji. Lecz twierdzi także, że nie ma zamiaru nic robić w sprawie zabezpieczenia zamku z braku funduszy. Może więc odsprzedał niepotrzebne jego zadaniem elementy. I tak właśnie u nas wygląda ochrona zabytków. Pewnie też żadnych konsekwencji tego czynu właściciel nie poniesie. Uzasadnienie – „mała szkodliwość społeczna czynu” (pisałem o tym w jednym z wcześniejszych postów).
Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie portalu lecz nie chce mi się wierzyć aby miał on być zwrócony do Płoniny. Podobnie sprawa ma się z innymi opisanymi wyżej przedmiotami. A z jakich jeszcze innych zabytków poznikały inne rzeczy? Wie o tym pewnie właściciel zamku w Starych Tarnowicach tym bardziej, że jest on konserwatorem zabytków.
Ciekawe jest stanowisko Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Katowicach, który dopiero po pewnym czasie i po zainteresowaniu sprawą prokuratury stwierdza, że tylko portal pochodzi z Płoniny. Trudno temu zaprzeczyć porównując zdjęcia. A kiedy dojdzie do wniosku, że opisane wyżej przedmioty i altana także pochodzą z tego zamku? Pewnie nie prędko. Można założyć, że osoby te się znają a stare przysłowie mówi „kruk krukowi oka nie wykole”.
Więcej o tej sprawie jak i innych ciekawych rzeczach dotyczących zamku w Płoninie oraz śląskich zabytkach można wyczytać na stronie o zamku w Płoninie (w linkach) i klikając na ten link.

 


Altana w Płoninie.

Altana w Starych Tarnowicach.

Balustrada w Płoninie.

Czekajace na montaż elementy balustrady w Starych Tarnowicach.

Baza w Płoninie

Baza w Starych Tarnowicach. 
 
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ochrona zabytków