RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2010

Mały Malbork – Warnikajmy

28 gru
  Jest w woj. warmińsko-mazurskim miejscowośc o nazwie Warnikajmy. Dobra rycerskie rodziny von Egloffstein z początkiem XX wieku przeszły w ręce rodziny von Braun. Ich właściciel był stryjem konstruktora rakiet V2 a po wojnie projektanta amerykańskiego programu lotów kosmicznych „Apollo”. W chwili największego rozkwitu majątek w Warnikajmach był nazywany „Małym Malborkiem”.
Po drugiej wojnie światowej w zabudowaniach mieścił się PGR a obecnie z całego wielkiego majątku pozostały zabudowania folwarczne oraz park.
A tak o historii majątku pisze Pan Mariusz Kwiatkowski w artykule Warnikajmy/Warnikeim, cz.II „MAŁY MALBORK” z dnia 04.04.2002r.
zamieszczonego w „Życiu Kętrzyna”.
  „Najświetniejsze, te o największym rozgłosie, czasy rozpoczęły się w Warnikajmach z chwilą, kiedy to Klara von Below – spadkobierczyni majątku, powiedziała „Tak” Juliuszowi von Braun. Był to rok 1903. Dzięki owemu małżeństwu dobra rycerskie Warnikeim otrzymały gospodarza, który powoli, acz z determinacją, prowadzić zaczął je ku świetności.

Plan Juliusza von Braun obejmował m.in. rozbudowę majątku. Pierwej wzniósł on cegielnię, w której wyrabiane cegły posłużyć miały do wznoszenia nowych budowli. Jeszcze przed 1914 rokiem stanęła w Warnikajmach część z zaprojektowanych z rozmachem zabudowań, w
przyszłości mających wzbudzać zachwyt oglądających.

W sierpniu 1914 r. wybuchła I wojna światowa. Walki 1914-1915 spowodowały w powiecie gierdawskim, na czele którego stał von Braun, znaczne zniszczenia. Jednakże umiejętne poczynania i upór starosty dokonały tego, iż jeszcze przed zakończeniem wojny dużą część
zniszczeń odbudowano.

Jeszcze w 1923 roku trwała przeprowadzka do udoskonalanej od 1903 roku rycerskiej posiadłości ziemskiej Warnikeim. Wprowadzono się do budynku mieszkalnego, który wraz z kompleksem zabudowań folwarcznych tworzył zamkniętą, okoloną murem całość, do złudzenia przypominającą średniowieczne obronne założenia zamkowe, wznoszone w Prusach przez rycerzy Zakonu Krzyżackiego.

Ów pomysł, stworzenia tak oryginalnej w formie siedziby rodzinnej, jedynej w swoim rodzaju i nie mającej odpowiednika w całych Prusach Wschodnich, narodził się z pasji i uwielbienia Juliusza von Braun dokonań, historii i architektury rycerzy krzyżackich w ziemi pruskiej. Marzeniem jego było pobudowanie domu rodzinnego na wzór domu rycerzy i zakonników.

Projekt wyśnionego domu opracował on wespół z Paulem Englerem. Wspólnie przeglądali oni stare, dostępne im plany warowni krzyżackich, podróżowali oglądając dokładnie zamki zakonne Prus Wschodnich. W ten sposób zrodził się projekt warnikajmskiej „warowni”. Otoczona murem, prócz budynku mieszkalnego, niczym zamek krzyżacki wzoszącego się nad całością, posiadała godne podziwu „podzamcze”, składające się z domu nadzorców, spichrza, powozowni, kuźni, stajen, obór, kurnika, mleczarni itp. Wpleciona w ciąg muru obronnego okrągła baszta kamienna przeznaczona została na lodownię, w której wśród nagromadzonego zimą lodu, przechowywano zapasy żywności. Leżąca tuż obok niej mniejsza, kwadratowa wieżyczka ukrywała pompę motorową, tłoczącą wodę dla całego założenia. Do kompleksu wjeżdżało się dużą bramą i drogą przy stawie podążało na przeddworski dziedziniec. Zaiste imponujące to było gospodarstwo. Nie na darmo żyjący w owym czasie Niemcy zwali gród warnikajmski małym Malborkiem. Bo czyż nie było w nim ducha Zakonu Krzyżackiego?

Zapewne dobrze żyło się w „zamczysku” warnikajmskim rodzinie von Braun. Jednakże mimo szczęścia, ceglane mury wyśnionej warowni nie uchroniły swoich mieszkańców przed zapędami prozaicznego i okrutnego życia. Cały świat lat dwudziestych ubiegłego wieku,
niczym starzec dożywający swych setnych lat, uginała się pod ciężarem potężnego kryzysu ekonomicznego, spadającego na ludzi, impetem swoim bardzo często doprowadzając ich do bezpowrotnej ruiny. Kryzys ów, być może też inne niekorzystne czynniki powiodły ku upadkowi również i wytwór marzeń Juliusza von Braun. Nie minęło nawet dziesięć lat, kiedy rodzina von Braun zmuszona została na zawsze oddać i opuścić Warnikajmy. Majątek poddano przymusowej licytacji. Zrazu zarządzał nim Wschodniopruski Związek Ziemski (Ostpreussiche Landschaft), później nowym właścicielem stał się Heinz Rusch. Mimo wszystko więc życie nie wygasło w Warnikajmach.

Puste i chyba obdarte już z marzeń były dni Juliusza von Braun. Zmarł on nagle we wrześniu 1931 roku, jadąc pociągiem z Gierdawy do Węgorzewa…

Żona jego, Klara von Braun, zamieszkała w Kętrzynie. Trzy lata później nowi właściciele zdecydowali się rozebrać główną budowlę warnikajmskiego założenia – budynek mieszkalny, nikt bowiem nie chciał łożyć pieniędzy na jego utrzymanie. Nie pomogły nawet prośby i interwencje dawnej właścicielki i społeczeństwa rastenburskiego – „zamek krzyżacki” na zawsze zniknął z krajobrazu Warnikajm. Ostały się jeno towarzyszące mu zabudowania gospodarcze, niezbędne do prowadzenia gospodarki rolnej. I choć niepełne, toć przecież równie godne podziwu”.


Juliusz von Braun

Zabudowania gospodarcze.

Budynek głowny.

Warnikajmska „warownia.

Hol w budynku głównym.

Tzw. „pokój panów” w budynku głównym. 
 
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Pałace

 

Przyłącz się.

14 gru

   Ci z Was, którzy lubią podróże i zwiedzanie zabytkowych obiektów na pewno na trasie swojej wędrówki niejednokrotnie natrafili na zrujnowane zamki, dwory czy pałace.
  Opuszczone dawne rezydencje, obecnie zarośnięte samosiejkami, drzewami oraz krzakami i trawą nieraz służą także za wysypisko śmieci czy melinę. Patrząc na to zadajemy sobie pytanie „kto do tego dopuścił, kto jest winien?” i zaraz sami udzielamy odpowiedzi – oni. Oni nie posprzątali, nie wyremontowali, nie upilnowali i jeszcze wiele innych rzeczy oni nie zrobili. Zazwyczaj ci tajemniczy „oni” to miejscowe władze, których obowiązkiem jest dbać o tego typu budowle i nie ma znaczenia czy jest ona w rękach prywatnych czy państwowych. Ale w tych władzach zasiadają wybrani przez nas tacy sami jak my ludzie. Ich zachowania czy charaktery niczym nie różnią się od naszych. Bo czy my reagujemy gdy widzimy jak na ulicy ktoś kogoś bije? Nie – akurat w tym momencie patrzymy w inną stronę. Czy reagujemy gdy za ścianą słyszymy awanturę i płacz dziecka? Nie – bo przecież inni też to słyszą to na pewno zareagują. My się nie mieszamy. Dlaczego więc nasze władze lokalne mają postępować inaczej. Lepiej nie zauważać niszczejącego zabytku i spokojnie dotrwać do końca kadencji. Tym niech zajmują się „oni”. Ci „oni” dla władz lokalnych to władze zwierzchnie – powiatowe czy wojewódzkie. Dla tych z kolei „oni” to władze państwowe – ministerstwo, rząd. A co tam usłyszymy? Tymi sprawami powinni zajmować się „oni” czyli władze lokalne. I kółko się zamknęło. Budowle niszczeją, winnych brak. Wszyscy bardzo chętnie coś by zrobili ale to nie jest w ich kompetencjach. Typowa spychologia.

  Tak więc jeżeli „oni” nic nie mogą zrobić to zróbmy „my”. Ileż to na różnych forach internetowych czyta się deklaracji: „chętnie bym pomógł ale nie wiem jak”. Otóż właśnie jest okazja aby swoje słowa zamienić w czyn. Organizowana jest akcja, polegająca na wysłaniu do władz zarówno samorządowych jak i rządowych listów z żądaniem zajęcia się tematem niszczejących zabytków.
  Na stronie internetowej http://ratujemypolskiezabytki.com.az.pl/ możemy przeczytać o celu akcji a przede wszystkim wziąć w niej udział. Czym więcej nas będzie tym lepiej. Koszt udziału nie jest duży a satysfakcja, że jednak coś robię ogromna. Poinformuj o akcji swoich znajomych a może w ten sposób przynajmniej częściowo uda się zwrócić uwagę rządzących na problem i uratować kilka zrujnowanych i zaniedbanych zabytków. Do zobaczenia przy pocztowych okienkach.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Różne akcje

 

Pałac w Prosnej.

11 gru
W 1667 roku, na zlecenie ówczesnego właściciela majątku Jerzego Fryderyka- starosty ryńskiego, architekt Józef Naronowicz- Naroński wznosi nowe barokowe założenie pałacowe. Był to pałac o wyraźnie rysującym się korpusie głównym budynku, który był zdobiony trzema naczółkami i spadzistym dachem. Ponadto w zakolu rzeki Guber umiejscowiony był park krajobrazowy, a w południowo-wschodniej części założenia liczne budynki gospodarcze.
  Dla potrzeb majątku von Eulenburgów do założeń pałacowych i otoczenia gospodarczego na przestrzeni lat wznoszono liczne budynki jak wybudowana w 1737 roku stajnia o konstrukcji szachulcowej wraz ze spichlerzem czy pochodząca z 1886 kuźnia. Szacuje się, iż w 1913 majątek rodu miał powierzchnię 3036 ha ziemi i obejmował m.in.: kilka wsi, liczne folwarki, mleczarnie, cegielnie czy młyny.
  Sam płac w niezmienionej formie przetrwał jako główna siedziba rodu aż do II połowy XIX wieku. Wtedy to, w latach 1860- 1875, na zlecenie Ryszarda Botho von Eulenburga (1838–1909), dokonano przebudowy, w modnym ówcześnie, stylu neogotyckim. Efektem była budowla bardziej przypominająca zamek niż rodową rezydencję szlachty. Wzniesiona z czerwonej cegły klinkierowej budowla posiadała liczne wieże i sterczyny, a w środku panował przepych.
  Na początku XX wieku właścicielem majątku był syn Ryszarda, lokalny działacz Fryderyk (1874– 1937), który zginął w wypadku samochodowym. Po nim pałac przejął jego syn Mortimer (1905 – 1994). Był on ostatnim właścicielem Prosny, który pod koniec wojny dostał się do niewoli radzieckiej, skąd w 1946 wrócił do Niemiec. Podczas ofensywy Armii Czerwonej na Prusy Wschodnie w styczniu 1945, majątek zajęli Rosjanie. Stacjonowali tu do 1946 roku, cały ruchomy majątek został rozkradziony a wnętrza i pałac zdewastowane. Pozostały jedynie szafy biblioteczne i kilka zniszczonych mebli. Ocenia się, iż w 1948 pałac był zniszczony w 50%.
  W okresie powojennym, kompleks zarządzany przez PGR pozbawiony był podstawowej konserwacji technicznej i popadł w ruinę. Obecnie przy pozostałościach pałacu wciąż znajduje się pochodząca z 1737 stajnia ze spichlerzem wzniesiona w technice tzw. muru pruskiego oraz schodkowa kuźnia. Aktualnie, zarówno pałac, z którego zachowały się tylko elewacje, jak i park krajobrazowy czy budynki gospodarcze znajdują się w bardzo złym stanie.
  Pałac, park oraz zabudowania gospodarcze z Prosna jako zabytki o szczególnych walorach, są wpisane do rejestru zabytków nieruchomych Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków kilkuczęściowo: ruina pałacu w spisie figuruje na mocy dwóch decyzji: decyzji z 13 września 1949 oraz pod nr 799 z 9 września 1968, park pod nr 3516 z 5 marca 1981, kuźnia z 1886 roku pod nr 2497 z 15 lutego 2001, a płatkarnia z 1907 pod nr 2498 również z 15 lutego 2001.
Jak jednak widać pomimo kilku wpisów do rejestru zabytków ich ochrona przedstawia wiele do życzenia tym bardziej, że jeszcze 15 lat temu budynek był w całkiem dobrym stanie.

Widok pałacu w 1909 roku.

Pałac w 1935 roku.

Wnętrze pałacu – ozdoby przy schodach. Zdjęcie z 1937 roku.

I obecny wygląd pałacu.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Pałace

 

Pałac w Zębowicach

04 gru
 Budowlę wzniósł hrabia Wiktor von Hessen – Rothenburg. W roku 1921 budynek został spalony przez powstańców, co spowodowało przebudowę i zmniejszenie o część północną. Po zakończeniu II wojny światowej obiekt został rozparcelowany. Zarząd nad obiektem przejęło wojsko, które użyczyło pomieszczeń spółdzielni produkcyjnej, szkole i przedszkolu. W 1960 roku władze gminy przekazały obiekt Zakładowi Przemysłu Dziewiarskiego z Białej Pródnickiej, który w latach 70. organizował tu kolonie dla dzieci. Obiekt stał przez 11 lat nieużytkowany do czasu zakupu przez Bogdana Szpryngla – przez pewien czas posiadacza pałacu w Niemodlinie. Od 1996 roku obiekt należy do Danuty Niburskiej i zapomniany przez właścicieli popada w ruinę. (źródło: Wikipedia).

A oto wypowiedź konserwatora zabytków w Opolu.

Dlaczego służby ochrony zabytków nie wydały do tej pory Halinie Niburskiej nakazu zabezpieczenia pałacu i nie pomogły w uratowaniu go przed ruiną?
Odpowiada Maciej Mazurek, Wojewódzki Konserwator Zabytków w Opolu:
- Nie czuję się odpowiedzialny ani za przeprowadzenie reformy rolnej, likwidację pegeerów, ani za mentalność społeczeństwa, które rozgrabiło zabytki. A to podstawowe przyczyny takiego stanu rzeczy. Nie zgadzam się też z zarzutem, że nie przeprowadziliśmy tam żadnej kontroli. Przeprowadziliśmy ją jeszcze na początku tego roku, tylko że nie powiadomiliśmy o tym wójta, bo nie mieliśmy takiego obowiązku. Przykład Zębowic ilustruje doskonale, z jakimi problemami zmuszone są borykać się służby ochrony zabytków, by zapewnić im opiekę. Rzecz jest paradoksalna. Zgodnie z ustawą o ochronie zabytków, opieka nad nimi należy do ich właścicieli. Ale jednocześnie, gdy sprzedawano te obiekty prywatnym właścicielom, akty notarialne wykluczały nakładanie jakichkolwiek kar za brak dbałości o obiekt. Stąd, jeżeli nawet właściciel o niego nie dba, Skarb Państwa może przejąć zabytek jedynie w drodze kupna po cenie rynkowej. A na to przecież go nie stać.
- Rozumiem więc, że nie podejmie pan żadnej próby ocalenia przynajmniej tego, co jeszcze z pałacu w Zębowicach pozostało?
- Przeciwnie. Poczuwam się do tego, by wreszcie coś zmienić. 17 listopada ubiegłego roku ukazała się nowa ustawa, która reguluje już sposób postępowania służb konserwatorskich w stosunku do niewywiązujących się ze swoich zobowiązań właścicieli zabytków. Teraz walka o wyegzekwowanie od nich tychże zobowiązań względnie o przekazanie zaniedbanych obiektów nowym właścicielom stanie się jednym z priorytetów mojej działalności. Stworzyłem już komórkę prawną, która zbada po kolei wszystkie takie sprawy i skieruje je albo na drogę postępowania sądowego, albo też egzekucyjnego w administracji.
- Kiedy takiej pomocy spodziewać się może gmina Zębowice?
- Jeszcze w tym miesiącu skontaktuję się z wójtem i przedstawię mu plan działania.
Rozmowę przeprowadziła p. Małgorzata Krysińska.

Prawda, że brzmi ładnie i obiecująco? I można by czekać z nadzieją na poprawę losu pałacu gdyby nie jeden mały szczegół. Rozmowa to odbyła się …..w 2004 roku. Do dzisiaj w pałacu nic się nie zmieniło – no może trochę bardziej popadł w ruinę ale tego faktu władze chyba nie dostrzegają.


Zdjęcia za zgodą autora pochodzą ze strony:

http://picasaweb.google.com/Daymond44

 


 
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Pałace